Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jeździectwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jeździectwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, listopada 04, 2014

poniedziałek, sierpnia 11, 2014

Na plaży

Wczoraj Dżamal służył za modela podczas ślubnej sesji fotograficznej. Najpierw go wykąpałam, żeby faktycznie był romantycznym, siwym arabem, a potem pojechaliśmy na plażę nad Wisłą. Było bardzo gorąco, gryzły muchy i pod sam koniec drogi Dżamal odmówił współpracy - chyba chciał już wracać do domu. Jednak kiedy zsiadłam i podprowadziłam go do zejścia nad wodę, zgodził się pojechać dalej. Po chwili dotarliśmy do małej rzeczki - odnogi Wisły. Dżamal nigdy wcześniej nie przechodził przez wodę, zrobił wielkie oczy i zaczął furczeć. Spokojnie jeździłam sobie wzdłuż brzegu, nie przejmując się jego emocjami. Po chwili koń podszedł do wody, powąchał ją, po czym wszedł i spokojnie przejechał na drugą stronę. To była jego decyzja, nie zmuszałam go, jedynie pokazałam, że chciałabym, żeby wszedł do wody i pozostawiłam mu wybór kiedy i jak to zrobi. Dzięki temu nie straciłam jego zaufania i szacunku, postawiłam relację na pierwszym miejscu.

Na plaży na Dżamala wsiadła panna młoda w białej sukni, Pierwszy raz siedział na nim ktoś poza mną i nie wiedziałam jak zareaguje. Ale był spokojny, nie przejmował się suknią i w miarę reagował na jej sygnały. Musiałam go jednak czasem przestawiać czy popędzać, bo nie zawsze współpracował. Potem wsiadła tez na chwilę Dominika, żeby wypróbować moje siodło, które bardzo przypadło jej do gustu. 



Po jakimś czasie było mi już tak gorąco, że postanowiłam wracać. Pan Darek i Sułtan zostali jeszcze trochę, a ja ruszyłam w drogę powrotną z Dominiką, która przyjechała na plażę samochodem. Przeprawa przez rzeczkę w tę stronę była już bezproblemowa. Później ja jechałam ścieżką, a Dominika koło mnie asfaltem, z otwartym oknem, żebyśmy mogły gadać. Było bardzo fajnie - polecam takie tereny! Czułam się bezpiecznie, bo gdyby coś się stało, to Dominika by mnie pozbierała, a przy tym mogłyśmy bez problemu rozmawiać. Okazało się, że Dżamal kłusem wyciąga ponad 20 km/h :) Jako, że miałam eskortę, postanowiłam spróbował po raz pierwszy galopu w terenie. Kiedy dałam łydki, koń oczywiście bryknął i wcale nie zagalopował. Więc za drugim razem tylko cmoknęłam (dwa razy - nasz sygnał do zagalopowania) i nie dałam łydek ani nie usiadłam w siodle. Koń się chwilę zastanowił i jak jeszcze raz cmoknęłam ruszył pięknym, spokojnym galopem :) Było super, przez chwilę mocno przyspieszył, więc podniosłam jedną wodzę i po chwili wrócił do spokojnego galopu. Później przeszłam do kłusa, trwało to chwilę, ale nie było oporu z jego strony, po prostu galopował coraz wolniej aż do kłusa. Kawałek dalej jeszcze raz pogalopowaliśmy, też tylko na cmoknięcie i znów bardzo spokojnie. Byłam zachwycona, Dżamal ma bardzo fajny galop :)

Później jechałam już asfaltem koło samochodu Dominiki. Kiedy ona przyspieszała, żeby wjechać przede mnie i przepuścić inny samochód, koń też przyspieszał - najwyraźniej poczuwał się do samochodu jako części stada. Jak Dominika coś mówiła to zaglądał przez okno do środka - to był przecież znajomy głos. Trochę przyspieszał mi czasem do kłusa, może rozochocił się po tym galopie. W końcu dotarliśmy do stajni, mocno zmęczeni, ale zadowoleni. Zrobiliśmy koło 12 km, to był mój najdłuższy teren na Dżamalu. Dziś wszystko mnie boli ;)

piątek, sierpnia 08, 2014

Siła konsekwencji

To powiedzonko Pata słyszałam już tyle razy, że często bawiąc się z koniem czy prowadząc lekcje ciągle mam je w głowie: Polite and passive persistance in the proper position prevents p* poor performance. Nalegaj uprzejmie, neutralnie i we właściwy sposób, a unikniesz totalnej klapy. Jak widać powiedzonko jest sformułowane w typowy dla Pata dowcipny i pokrętny sposób (wszystkie słowa na literę p), co sprawia, że łatwiej je zapamiętać, ale nieco trudniej zrozumieć. I na różnych etapach mojej przygody z PNH znaczyło ono dla mnie coś innego. Właśnie ostatnio dotarł do mnie kolejny, głębszy (jak sądzę) wymiar tego krótkiego zdania - a może po prostu bardziej adekwatny do poziomu, na którym aktualnie pracuję z Dżamalem. Łączy się on z jednym z obowiązków człowieka w relacji z koniem: use natural power of focus (używaj naturalnego skupienia uwagi). 

O co chodzi? Przede wszystkim o konsekwencję. Jak zapewne wiecie, Dżamal jest LBE i ma zawsze własne zdanie, lubi się kłócić i obracać w ruinę wszystkie moje plany. Jest przy tym dość emocjonalny i łatwo się nakręca. Dlatego często dochodzi między nami do konfliktów (ja również jestem LBE ;) ) i kończy się moją frustracją. Do tej pory miałam różne, lepsze lub gorsze, strategie radzenia sobie z takimi sytuacjami. Ostatnia lekcja z Julią uświadomiła mi, że muszę stosować coś zupełnie innego - polite and passive persistance in the proper position. Innymi słowy wybieram zadanie dla konia i konsekwentnie go koryguję, dopóki nie uda mi się go osiągnąć. Nie jestem krytyczna, nie wkurzam się na niego, po prostu spokojnie nalegam, żeby jednak zrobił to, o co proszę. Nie wdaję się z nim w konflikty, nie przejmuję się jego emocjami i buntami, po prostu robię swoje. 

Wydaje się to banalne, ale wcale nie jest takie proste. Po pierwsze wymaga od nas sprecyzowania o jaki efekt nam chodzi. Bez dokładnego planu nie będziemy przecież wiedzieć kiedy zadanie zostało wykonane i koń może zostać nagrodzony. Po drugie musimy uniknąć pokusy szczegółowego zarządzania każdym krokiem konia - to on ma zgadnąć o co nam chodzi, a nie my mamy go odpowiednio ustawić i wykonać całą pracę za niego. Przecież zależy nam na tym, żeby koń myślał i kombinował jak by tu rozwiązać zagadkę, którą mu zadaliśmy, a nie ślepo wykonywał szczegółowe polecenia. Po trzecie musimy mieć cierpliwość, żeby powtarzać ćwiczenie tak długo, aż koń wreszcie załapie o co chodzi - innymi słowy rozwiąże zagadkę. Z tym punktem mam najwięcej problemów ;) Kiedy Dżamal robi piętnaste kółko w kłusie i po raz kolejny w tym samym miejscu przechodzi w galop, a ja używam 4 fazy, żeby go zwolnic do kłusa i czuję, że nie ma za bardzo żadnej poprawy, naprawdę największym wysiłkiem woli kontynuuję ćwiczenie, zamiast stwierdzić "no dobra, tutaj zagalopował trzy kroki później i galop był jakby wolniejszy, więc w zasadzie mogę to zaakceptować". Na tym poziomie muszę już wymagać od niego więcej - zrobienie kilku kółek spokojnym kłusem leży zdecydowanie w zakresie jego możliwości, więc nagradzanie go za byle jakie okrążanie nie ma sensu. Po czwarte musimy zachować spokój, nie frustrować się, kiedy dzieje się to, co opisałam powyżej, tylko spokojnie robić swoje, konsekwentnie korygować konia, ale bez wkurzania się na niego, bez krytykowania, bez negatywu - trzeba podchodzić do tego trochę beznamiętnie, a może raczej neutralnie, bez emocji. 

Jak widać ta metoda wymaga dużo wewnętrznej równowagi i dyscypliny, ale efekty są naprawdę świetne. Jeśli chodzi o jazdę to udało nam się dziś zagalopować kilka razy bez brykania, jeżdżenie kłusem wzdłuż ogrodzenia też obyło się bez buntów. Moja wytrwałość wreszcie zaczyna przynosić owoce :)

Mamy też trochę innych sukcesów. Ostatnio bawiliśmy się trochę na wolności i Dżamal skakał nawet przez beczki. Na linie udało nam się przeskoczyć pojedynczą beczkę. Oprócz tego ćwiczymy trochę na krótszej linie, bo chciałabym, żeby Dżamal nauczył się galopować w większym wygięciu. Wyszyło genialnie: zagalopował od pierwszej fazy, w dodatku zganaszował się, podstawił zad i zagalopował na dobrą nogę, na obie strony. To było naprawdę super! Co prawda mało pracowaliśmy w lipcu, bo najpierw byłam na obozie, a potem były potworne upały, ale może taka przerwa dobrze mu zrobiła - też miał małe wakacje.

piątek, czerwca 06, 2014

Jeden gram w rękach, dwa gramy w nogach, cztery gramy w carrot sticku

Jako, że ostatnio parę razy ćwiczyliśmy skakanie przez beczki, postanowiłam dziś trochę utrudnić zadanie, żeby koń się nie znudził. Na okręgu ustawiłam beczki oraz wysoką cavaletkę. W ten sposób podczas okrążania koń musiał przeskoczyć dwie przeszkody zamiast jednej. Cavaletka była dla niego łatwiejsza, ale jak zwykle za bardzo się rozpędzał. Skakał ją z dużym zapasem i nie umiał utrzymać kłusa. Na początek w ogóle omijał beczki, ale metodą uderzania stringiem w przestrzeń koło beczki, przez która się "przemknął", udało nam się ustalić, że nie powinien zmieniać toru, po którym idzie. Wyzwaniem było oczywiście utrzymanie kłusa, emocje były bardzo silne, koń się zadyszał, oczy wielkie, dużo adrenaliny. Byłam jednak spokojna i stanowcza, prosząc go cały czas o to samo. Powoli jego skoki stały się bardziej płaskie i oszczędne, zamiast nieskoordynowanego wyskakiwania w powietrze, zaczął też przyspieszać tylko na dwa kroki przed skokiem i widać było, że naprawdę stara się wymyślić jak sobie poradzić z tym wyzwaniem. Bardzo bym chciała, żeby każde nasze ćwiczenie było dla niego taką zagadką do rozwiązania, wyzwaniem, a nie nudnym zadaniem do wykonania. W końcu jakby coś się w nim przełączyło. Zwolnił przed cavaletką, skoczył ją spokojnie, utrzymał kłus, przed beczkami przez chwilę się zawahał, a potem ładne skoczył i dalej poszedł kłusem. Przywołałam go do siebie bardzo dumna z jego postępów - zamiast reagować emocjonalnie, włączył umysł i "przemyślał" całe okrążenie i przeszkody, zamiast po prostu biegać i się nakręcać. Super! Mam genialnego konia :)

Inna genialna rzecz, która nam dziś wyszła, to zmiana kierunku w galopie z lotną zmianą nogi. Miałam poczucie, że Dżamal naprawdę rozumie o co chodzi, a nie tylko losowo biegnie w drugą stronę. Bardzo mi się podoba to, że zaczął angażować nie tylko swoje ciało, ale też umysł w to, co robimy.

Później wsiadłam i zaczęliśmy żmudną pracę z siodła. Na razie nie sprawia mi to zbyt wiele przyjemności, ale mam nadzieję, że kiedy uda nam się przepracować te elementy, to później będzie lepiej. Znów robiliśmy schemat Podążaj po ścieżce, z użyciem steady rein i korektą przy użyciu carrot sticka. Musze powiedzieć, że jest już lepiej, mam większą kontrolę i mniej buntów. Nadal jednak dużo czasu zajęło mi uzyskanie w miarę dobrego okrążenia. Albo kulało nam tempo, albo podczas zakrętów koń miał inny pomysł na to, gdzie powinna przebiegać ścieżka, albo uciekał głową w dół (choć to mu szybko przeszło). Dawniej szybko bym zrezygnowała i zajęła się czym innym, tym razem jednak jeździłam te okrążenia tak długo, aż była pewna poprawa. Cierpliwość i powtarzanie nie jest moją najmocniejszą stroną ;)

Później robiliśmy schemat Oka byka. W stępie szło nie najgorzej, w kłusie już oczywiście słabiej, ale widzę postęp w porównaniu sprzed kilkoma tygodniami. Koń nie idzie idealnie po wyznaczonej ścieżce, ale powoli zaczyna rozumieć, że w ogóle istnieje jakaś ścieżka wokół beczki. Pod koniec jazdy przestał nawet próbować ugryźć carrot sticka, więc może powoli zaczynamy mieć jakąś komunikację z siodła. Później wróciliśmy do Podążaj za ścieżką i dodałam przejścia, co akurat wychodziło zupełnie dobrze. Na koniec trochę chodów bocznych, które zaczynają być coraz lżejsze - głównie dlatego, że zaczęłam lepiej używać carrot sticka, zamiast mocniej naciskać nogą. Jak mówi Pat: "Jeden gram w rękach, dwa gramy w nogach, cztery gramy w carrot sticku. I tona siły woli." Kiedy jeżdżę cały czas to sobie powtarzam.

wtorek, maja 27, 2014

Droga do zaliczenia L3 - plan działań

Czas zacząć na poważnie myśleć o zaliczeniu L3. Na razie On line, w drugiej kolejności Liberty. Freestyle prawdopodobnie zajmie mi więcej czasu.

Jeśli chodzi o self assessment (to lista zadań, które trzeba umieć zrobić ze swoim koniem żeby sprawdzić, czy osiągnęło się właściwy poziom umiejętności), to nie jest źle. Brakuje mi tylko wyciągania języka (ale jesteśmy tego blisko), prowadzenia za grzywę (już trenowaliśmy, ale nadal wychodzi tak sobie), 6-10 Okrążeń w galopie (ostatnio zaczęło się poprawiać po lekcji z Julią i zastosowaniu nowych strategii), 2-4 okrążenia w kłusie i galopie bez zmiany chodu (w kłusie bez problemu, pracujemy nad galopem) oraz skakania pojedynczej beczki (jesteśmy na dobrej drodze). Chody boczne nad beczką nie działają, ale nad kłodą owszem, więc powiedzmy, że ten punkt zaliczamy :)

Na zaliczenie muszę nagrać 10 minut filmu, podczas którego należy zawrzeć kilka obowiązkowych zadań (w dowolnej kolejności), mając konia na długiej linie lub lassie (ja będę robić na lassie). Są to:

  • Ekstremalna Gra w Zaprzyjaźnianie. Tutaj chciałabym zrobić dwie rzeczy, czyli odbijanie piłki na koniu oraz pakowanie w plandekę. To drugie musimy trochę poćwiczyć, bo jeszcze nie ma pełnego rozluźnienia.
  •  Prowadzenie za ogon. Tu nie ma problemu, wychodzi nam ładnie, choć oczywiście jeszcze do przećwiczenia.
  • Przejścia. Podczas poprzedniej lekcji z Julią uczyłam się robić je poprawnie i dostałam teraz informację, że udało się je poprawić.
  • Wejście na podest. Działa super. Gorzej z zejściem, koń się czasem zacina ;)
  • Załadowanie do przyczepy. Nie powinno być problemu, tylko muszę załatwić przyczepę, bo w stajni nie mamy.
  • Gra w Okrążanie. Tu do przećwiczenia galop, pracuję nad tym od dawna i jest coraz lepiej. Zdecydowanie do poprawy.
  • Schemat Fali. Idzie nam bardzo dobrze, ale chciałabym robić go z większej odległości. Do poćwiczenia.
  • Schemat Toru Przeszkód. To nam wychodzi nieźle, ale do poćwiczenia.
Jak widać ogólnie nie jest źle. Zamierzam kontynuować to, co robiłam na lekcji z Julią, aż skakanie przez beczki nie będzie wielkim problemem (w kłusie i w galopie). Ostatnio nad tym pracowałam i są postępy, w dodatku Okrążanie samoistnie zaczęło się poprawiać :) Druga sprawa to plandeka, ale to nie powinien być większy problem. Resztę zadań mam opanowaną, ale chcę jeszcze przećwiczyć, żeby wyszło jak najlepiej. W końcu to zaliczenie ma być dla mnie, więc muszę być zadowolona z efektów i pewna, że jestem przygotowana i na nie zasługuję. 

Poza tym chcę popracować więcej nad Liberty, bo trochę je zaniedbuję, a to bardzo fajna sprawa. No i oczywiście jazda, ale tutaj nie zamierzam się spieszyć.

środa, maja 21, 2014

Lekcja z Julią Opawską

Ostatnio miałam znów wspaniałą lekcję z instruktorką PNH, Julią Opawską. Tym razem trwała 2 godziny - godzinę z ziemi i godzinę z siodła. Najpierw jak zwykle rozgrzewka - "ja i mój cień", potem "spadający liść", chody boczne nad kłodą, podest, spirala - wszystko na linie 14 m. Julia podeszła do nas i powiedziała, że widzi bardzo dużą różnicę w porównaniu z poprzednią lekcją. Dżamal jest na mnie bardziej skupiony, rozluźniony i gotowy na kolejny etap - przeniesienie naszych zabaw na poziom wyżej. Brzmiało super, sama miałam poczucie, że powinnam zacząć więcej wymagać, ale nie do końca wiedziałam jak. Od tego są właśnie lekcje, żeby się dowiedzieć :) 

Ponieważ sporo problemów sprawiało nam Okrążanie z przeszkodą (zwłaszcza z beczkami), wzięłyśmy to "na warsztat". Najpierw spróbowałam z kłodą - szło w miarę, ale Dżamal w kółko zatrzymywał się przed przeszkodą albo myślał, że chodzi o grę w przeciskanie i odangażowywał zad po przejściu przez kłodę. Julia powiedziała, że muszę być bardziej stanowcza i mieć konkretny plan w głowie. Nie mogę go nagradzać za to, że w ogóle łaskawie znalazł się w okolicy kłody, muszę wiedzieć dokładnie, czego chcę i on musi zgadnąć co to takiego. Jeśli chcę, żeby szedł kłusem, to jeśli zagalopuje albo przejdzie do stępa muszę go natychmiast skorygować - bez krytycyzmu, po prostu informację "nie o to chodziło, masz iść kłusem". 

Dość szybko udało się osiągnąć ładne okrążanie z kłodą, więc przeszłyśmy do beczek - nemesis Dżamala ;) Tu oczywiście zaczęły się schody. Koń albo omijał beczki po zewnętrznej (tu musiałam trzymać krócej linę i nakierować go na przeszkodę, żeby było mu trudno ją ominąć), albo po wewnętrznej (wtedy musiałam uderzyć stringiem w miejsce, gdzie się przemknął między mną a beczką). Oczywiście ważne jest wyczucie czasu, żeby nie zrobić tego za późno. Jeśli zatrzymywał się przed skokiem, popędzałam go. Miałam udawać, że beczek nie ma, ja tylko proszę o kłus po zadanej trasie. Jeśli po drodze jest przeszkoda, to koń sam musi wykombinować co z nią zrobić. Kiedy zwiększyłam presję, Dżamal zaczął się nakręcać. Zazwyczaj w takiej sytuacji staram mu się pomóc, żeby się uspokoił. Ale Julia powiedziała, że jego emocje to jego problem - ja mam tylko cały czas stanowczo wymagać wykonania zadania, które przed nim postawiłam. Trwało to dosyć długo - co prawda skakał przez beczki, ale potem galopował, zamiast kłusować. Oznaczało to, że nadal buzują w nim emocje, nie jest w stanie spokojnie przeskoczyć i dalej iść tym samym chodem. Miałam wtedy stanowczo poprosić o powrót do kłusa. Kilka razy za wcześnie go nagrodziłam - co prawda trochę się rozluźnił, ale to jeszcze nie było to, o co chodzi. W końcu udało nam się osiągnąć względnie spokojne okrążenie i na tym skończyłyśmy lekcję z ziemi. 

Z siodła ostatnio miałam coraz większe problemy. Koń był coraz mniej sterowny, buntował się, kiedy chciałam jechać w określone miejsce, w dodatku zaczął brykać przy prośbie o kłus. Czułam, że mam tu duży problem i nie do końca wiem jak sobie z nim poradzić. Nie byłam pewna, czy wszystko robię dobrze, w sensie odpowiedniego użycia wodzy i pozostałych pomocy. Wolałam się upewnić, że w kwestiach technicznych robię wszystko poprawnie, zanim podejmę bardziej zdecydowane środki, żeby uzyskać szacunek konia z siodła.

Julia powiedziała, że pod tym względem wszystko jest ok, mam tylko kiepski dosiad (no suprises here), to znaczy kolana odstają mi od siodła i palce mam za bardzo na zewnątrz. Będzie trzeba porozciągać nogi. Rozwiązanie mojego problemu było podobne, jak z ziemi - bardzo konkretny plan i stanowczość w jego realizowaniu. I dużo schematów. Zaczęliśmy od Podążaj ścieżką. Miałam wybrać bardzo konkretną drogę, po której mamy iść wzdłuż ogrodzenia i korygować, jeśli koń z niej zejdzie - co zdarzało się bardzo często. Miałam używać więcej sticka, a mniej wodzy i kiedy Dżamal próbuje go ugryźć (a robi to często), wzmacniać presję. W stępie szło jako tako, ale w kłusie był dramat. Nie miałam dla odmiany problemu z zakłusowaniem, ale koń cały czas zbaczał ze ścieżki i wściekał się, kiedy go korygowałam. W związku z tym Julia kazała mi używać steady rein - wodzy stabilizującej. Polega ona na tym, że mamy krótkie wodze (california roll), trzymamy je w jednym ręku i kiedy koń zbacza ze ścieżki, powoli przyciągamy rękę z wodzą do biodra (po tej stronie w którą koń powinien iść). Jeśli nie pomaga, wzmacniamy stickiem. Miałam jeździć tak długo, aż koń spokojnie i bez walki zrobi całe kółko. Udało się to dopiero za trzecim okrążeniem, ale i tak byłam z nas bardzo dumna :) 

Lekcja była bardzo fajna i pouczająca. Czuję, że mam teraz narzędzia i koncepcje, które pozwolą mi nadal iść w dobrym kierunku. Julia powiedziała, że zrobiliśmy duże postępy i patrząc na Dżamala widzi innego konia. Zdaje się, że możemy już powoli myśleć o nagrywaniu zaliczenia L3 online :)

niedziela, marca 02, 2014

Kładzenie

Jako, że były ferie, ostatnio niewiele robiliśmy. Ale po przyjeździe była u Dżamala dwa razy, więc jest o czym pisać :)

W piątek była ładna pogoda, podłoże suche, więc razem z Dominiką ustawiłyśmy mały parkur na mniejszej ujeżdżalni. Najpierw bawiłam się z Dżamalem na lassie - miał dużo energii, wesoło galopował, ale się nie wyrywał, miałam kontrolę przez cały czas. Nawet trochę się spocił. Po rozgrzewce trochę poskakaliśmy. Dżamal był zdziwiony przeszkodą z kostek słomy - jak to tak skakać przez jedzenie? Parkur składał się z beczek, wysokiej cavaletki i kostek słomy. Raz czy dwa razy udało nam się nawet przeskoczyć wszystko po kolei :)

Później wsiadłam i postanowiłam poćwiczyć trochę podstawowych rzeczy, ale z nową jakością - obejrzałam ostatnio trochę filmów Pata z Freestyle. Mam wrażenie, że dawałam dzięki temu bardziej czytelne sygnały i ogólnie szło nieźle. Robiliśmy obroty przez wodzę pośrednią w kierunku płotu, milion przejść, jeździłam przy tym trochę kłusem ćwiczebnym i nawet było wygodnie. Dżamalowi nie chciało się zbytnio iść do przodu, choć parę razy zaczął się rozciągać w kłusie tak, jak z ziemi przy Okrążaniu. Jedyny problem to to, że wtedy bardzo zwalnia, zresztą z ziemi też tak jest. Próbowałam też zagalopować, ale Dżamal odpowiedział solidnym bryknięciem. Najwyraźniej jeszcze nie jesteśmy na tym etapie.

Później pobawiliśmy się w Oko Byka w stępie i kłusie. Tym razem dawałam lepsze sygnały i dzięki temu gra wyszła znacznie lepiej. Dżamal się trochę buntował jak zwykle pod siodłem, ale nie było źle. Jedyne, co budziło w nim naprawdę duży sprzeciw, to 9 step backup, czyli cofanie od dosiadu i nacisku halterka na nosie. Nie wiem czemu, ale budziło w nim to głęboki sprzeciw. Zadzierał głowę, machał szyją, chodził zygzakiem - ciężko nam się było dogadać. Na koniec przeszedł sam siebie: położył się! Byłam bardzo zdziwiona, myślałam, że może chce się wytarzać, więc szybko zsiadłam. Ale nie, leżał sobie spokojnie dalej. Poprosiłam go, żeby wstał, wsiadłam i wróciłam do ćwiczenia. Jeszcze kilka powtórek i udało nam się uzyskać cofanie na lekki sygnał. Jedyne, co trzeba jeszcze poprawić, to żeby opuszczał głowę, zamiast ją zadzierać. Trzeba przyznać, że mój koń jest jedyny w swoim rodzaju :P Jego pomysły zawsze mnie zadziwiają.

Później próbowaliśmy trochę chodów bocznych, ale raczej słabo wychodziły. Uznałam, że nie będę go już tym męczyć, zostawimy to na później. Myślę, że w mojej jeździe dobrze widać powiedzonko Pata: im lepiej koń chodzi do tyłu i w bok, tym lepiej robi wszystko inne. Dżamal właśnie przy tych dwóch czynnościach stawia największy opór - sądzę, że kiedy uda mi się to poprawić, inne rzeczy zaczną naturalnie wychodzić.

Dzisiaj miałam strasznego lenia, więc nie porobiliśmy zbyt wiele. Weszliśmy na podest, chody boczne nad kłodą i dużo głaskania po ogonie. Kiedy dość długo go głaskałam na różne sposoby, w  końcu się zirytował - miałam wrażenie, że chce coś porobić, zamiast się przytulać. Jako, że poprzednio wpadł na pomysł kładzenia się, uznałam, że to może sygnał, żeby go tego nauczyć. Nie miałam pojęcia jak to się robi po parellowemu, nie ma tego na żadnych filmach. Pat i Linda uważają, że wielu ludzi uczy koni kładzenia się, kłaniania, wspinania jako sztuczek i że nie jest to zgodne z naturalem. Widziałam wielokrotnie instruktorów PNH, którzy kładli konie i wiedziałam tylko, że robi się to poprzez grę w jeża. Chodzi o to, żeby przekazać koniowi prośbę o położenie się w naturalny sposób, a nie wyuczyć go sztuczki jak robota. Zaczęłam więc kombinować. i prawie udało mi się położyć Dżamala! Myślę, że jeszcze parę razy przy cieplejszej pogodzie, żeby piasek był przyjemniejszy i damy radę :) Robiłam to tak: podnosiłam przednią nogę, zginałam i ciągnęłam trochę do tyłu, w tym samym czasie miałam linę ja jego szyi, blisko kłębu i robiłam nią jeża w dół i trochę do tyłu. Kiedy koń przenosił ciężar ciała na zad i opuszczał głowę, odpuszczałam. Kiedy wyrywał nogę, powtarzałam, aż trochę odpuścił. Dawałam mu czas na przeżucie, a żuł naprawdę dużo. W końcu to po raz pierwszy od dawna naprawdę nowa rzecz - zazwyczaj robimy coraz bardziej zaawansowane warianty tego, co już umie.

Później zrobiliśmy czas bez wymagań. Ciesze się, że ostatnio w takich sytuacjach Dżamal często podchodzi, trąca mnie nosem i szuka kontaktu. Kiedyś odwracał się tyłem i zupełnie mnie ignorował. Teraz nawet, jak pasię się dalej, często na mnie patrzy i sprawdza, gdzie jestem :)

piątek, lutego 07, 2014

S.A.D.D.L.E. A może D.O.S.O.L.E.?

Dziś bawiłam się z Dżamalem na linie i na wolności. Najpierw zrobiłam trochę zaprzyjaźniania z carrotem i savvy stringiem, starając się zwracać uwagę na coś, o czym mówił Pat na nowej płycie L1 on-line (jest dostępna za darmo dla członków Parelli Connect): czyli "zero brace" - zero oporu. Chodzi o to, że w koniu jest zawsze opór przed różnymi rzeczami, które budzą jego niepokój. Kiedy machamy carrot stickiem i koń lekko podniesie głowę, to znaczy, że tak naprawdę jest w nim opór przed tym, co robimy. Bawiąc się w zaprzyjaźnianie musimy sprawić, żeby w koniu nie było żadnego oporu.

Później poćwiczyliśmy trochę chody boczne - uznałam, że muszę na każdy trening wybierać sobie jakiś "temat" zamiast konkretnych ćwiczeń. Dzięki temu z jednej strony wiem, co mam robić, a z drugiej mam sporą elastyczność. Wzięłam Dżamala na lasso i robiliśmy chody boczne w kłusie wzdłuż płotu. Za każdym razem zastanawiałam się co chcę poprawić. Przeczytałam o tym w artykule w Savvy Times. Metoda nazywa się S.A.D.D.L.E. Kiedy prosimy o coś konia (chodzi o rzeczy, które umie już robić), powinniśmy myśleć o konkretnym aspekcie danego ćwiczenia, który chcemy poprawić. Nie da się ulepszyć wszystkiego od razu - lepiej skupić się na jednym elemencie. Może to być:

Speed - Szybkość
Accuracy - Dokładność
Distance  - Odległość, na jaką koń idzie
Distance - Odległość, na którą jesteśmy od konia
Lightness - Lekkość
Expression - Ekspresja

Może po polsku zamiast S.A.D.D.L.E. powinno być D.O.S.O.L.E? :D

W każdym razie koncepcja wydaje mi się bardzo sensowna. Teoretycznie brzmi to bardzo prosto, ale w praktyce miałam straszny problem, żeby skupić się tylko na jednej rzeczy na raz. Wysyłałam Dżamala na większą odległość, stojąc od niego dalej i prosząc go o kłus - to aż trzy literki zamiast jednej! Ale się poprawię :) 

Później poćwiczyliśmy jeszcze chody boczne nad drągiem i stanie czterema nogami na podeście. W końcu postanowiłam też spróbować zadania "Can you...?" z ostatniego Inside Access, czyli spirali. Prosiłam konia o okrążanie w kłusie najpierw blisko mnie, a potem przy każdym okrążeniu oddawałam mu po kawałku liny, aż w końcu był na prawie całą długość lassa ode mnie. Co jakiś czas przechodził do stępa, ale wtedy prosiłam go znów o kłus. Potem z kolei zaczęłam skracać linę - to za każdym razem powodowało przejście do stępa, ale w końcu koń zrozumiał, że ma kłusować. Kiedy był już na bardzo krótkiej linie, miał bardzo zdziwioną minę: jak to mam kłusować, przecież jestem za blisko! Ale ciągle prosiłam go o kłus i dawał radę :) To było dla niego chyba coś nowego i interesującego - będziemy to powtarzać.

Później pomagałam trochę Dominice z prowadzeniem konia z 3 strefy - ona wzięła na trochę Dżamala, a ja Senatora. Zasada nr 7: "Ludzie uczą konie, konie uczą ludzi." 

Na koniec pobawiliśmy się trochę na wolności na roundpenie. Robiłam trochę chodów bocznych, a także stick to me na takiej zasadzie, że koń miał iść po obwodzie roundpenu, a ja szłam koło niego, co jakiś czas go dotykając. Chcę go tego nauczyć, żebym w przyszłości mogła z nim robić ćwiczenia Karen Rohlf. Później robiliśmy trochę okrążania z drągami na obwodzie koła. Pozwalałam mu podejść dopiero, kiedy na mnie spojrzał. To całkiem nieźle zbudowało nam przyciąganie - muszę tego robić więcej.

A tu parę zdjęć autorstwa Dominiki, zrobionych w zeszłym tygodniu:







A tu Dżamal gryzie carrot sticka ;)









niedziela, lutego 02, 2014

Nie rób drugiemu co jemu niemiłe

Takie zdanie przeczytałam ostatnio w Savvy Times i doznałam objawienia - tak, to jest właśnie jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyło mnie PNH. Od małego uczymy się, że w kontaktach z innymi powinniśmy używać empatii i wyobrazić sobie, jak my czulibyśmy się na ich miejscu. PNH podchodzi do tego od innej strony. Nie jest ważne, jak my czulibyśmy się w danej sytuacji, ponieważ koń (a także drugi człowiek), mający inne podejście do życia, doświadczenie, potrzeby i charakter, będzie się czuł inaczej niż my. Genialne w swojej prostocie. Dopiero, kiedy nauczymy się patrzeć na świat oczami drugiej osoby i rozumieć, co jest dla niej "miłe", a co "niemiłe", możemy naprawdę stać się świetnym przywódcą, który potrafi zadbać o innych wokół siebie. Dotyczy to zarówno koni, jak i ludzi (choć w tym drugim przypadku wydaje mi się, że odnosi się to nie tylko do dobrego przywództwa, ale w ogóle dobrych relacji). Mi taka właśnie zmiana podejścia bardzo pomogła w kontaktach z innymi.

To tak z przemyśleń ogólnych :) Wczoraj znów trochę jeździłam na Dżamalu. Staram się robić jak najlepsze rozgrzewki przed wsiadaniem, ostatnio Linda bardzo podkreśla ich znaczenie. Celem jest koń, który jest Spokojny, Skupiony na nas i Reagujący właściwie na sygnały (a nie reaktywny). Zaczynamy zawsze od zabawy w "ja i mój cień", żeby najpierw koń mógł porobić to, co on chce, a dopiero, jak mu się znudzi, robimy to, co ja chcę. Wczoraj w ramach rozgrzewki robiliśmy schemat Przeszkód (Obstacles Pattern), czyli koń miał mnie okrążać w kłusie, a ja chodziłam po padoku i prosiłam go, żeby coś przeskoczył, na coś wszedł, gdzieś poszedł chodami bocznymi. Później pobawiliśmy się trochę w skoki przez beczkę. W lewo szło bardzo dobrze, w prawo trochę gorzej, więc skupiliśmy się na tym. Stosowałam wskazówki Lindy z Inside Access 3, czyli prosiłam go o przyspieszenie jakieś pół koła przed przeszkodą, a blisko przeszkody zostawiałam go w spokoju. Kiedy omijał przeszkodę, uderzałam stringiem w to miejsce, przez które przed chwilą przebiegł. W tej sytuacji zaczął zatrzymywać się przed przeszkodą. Wysyłałam go wtedy w drugą stronę, zmieniałam kierunek i znów przyspieszałam go przed przeszkodą. Ta strategia dosyć szybko zadziałała i ładnie skoczył, a potem podszedł do mnie z uszami do przodu. Uznałam, że rozgrzewka zakończona. Swoją drogą Dżamal zaczyna mieć coraz lepszą technikę skoku - nie wybija się już tylko do góry, ale skacze bardziej do przodu. 

Na jazdę wzięłam ze sobą carrot sticka. Ostatnio jeździłam bez niego, bo chciałam najpierw nauczyć się dobrze sterować wodzami. W Savvy Times przeczytałam jednak, że warto jeździć dużo z carrotem, bo potem przekłada się to dobrze na jazdę bez ogłowia. Ćwiczyliśmy ustępowanie zadem bez wodzy, a za to z carrot stickiem. Musiałam użyć parę razy fazy 4 i wodzy, żeby nie szedł do przodu, ale w końcu załapał i zaczął robić całkiem ładne ustępowania. Jak zacznie nam to wychodzić w stój, spróbujemy w stępie. 

Poza tym skupiłam się na tym, żeby Dżamal jechał mocno do przodu. Linda podkreśla to na każdym kroku - że konia, zwłaszcza ekstrawertyka, trzeba jechać "do przodu", nie powstrzymywać go. Nawet dobrze nam to wychodziło, Dżamal szedł ładnym kłusem. Gorzej było ze sterowaniem, zaczynał się wkurzać i gryźć carrot sticka. Ogólnie pod siodłem się mocno buntuje (jak to LBE), nie wiem, czy to kwestia mojego dosiadu, czy po prostu z góry mam słabsze przywództwo. Pewnie fakt, że bardzo mało do tej pory jeździłam, nie pomaga. Mam nadzieję, że to się zmieni z czasem. Chcę też więcej jeździć w tereny, bo Dżamal bardzo to lubi i może jazda lepiej mu się będzie kojarzyć :)

Po raz kolejny założyłam mu też wędzidło na całą sesję. Po tym, jak zsiadłam, zrobiłam parę zgięć bocznych przy użyciu wędzidła i widzę, że powoli zaczyna to łapać. W boksie poćwiczyłam jeszcze zakładanie wędzidła z przysmakiem - oczywiście koń próbuje zjeść przysmak bez wędzidła ;) A jak już ma wędzidło w pysku i zdejmuję ogłowie, to nie chce go puścić ;) Jeden koń, a tyle radości!

czwartek, stycznia 30, 2014

Powrót do jazdy

Ostatnio mój kręgosłup ma się lepiej, więc wróciłam do jazd. Jestem na etapie kupowania nowego siodła - zdecydowałam się na Barefoot Cheyenne Drytex, czyli siodło bezterlicowe. Jest bardzo wygodne, nie blokuje ruchu konia, a przy tym nie będę się musiała przejmować czy pasuje do grzbietu, bo samo się układa. Wygląda tak:

W związku z tym sprzedaję mojego Winteca Cari 2000, gdyby ktoś był zainteresowany to tu jest link do aukcji na Allegro: http://allegro.pl/siodlo-wintec-cair-2000-i3931049696.html, zapraszam też do kontaktu bezpośredniego. Jak osoby czytające blog wiedzą, nie jest ono bardzo używane.

Niedawno udało mi się pierwszy raz pojechać w prawdziwy teren! Byłyśmy z Dominiką na 1,5 h spacerze po lesie, dojechałyśmy aż nad Wisłę. Było -16 stopni i piękne słońce. Dużo jechałyśmy stępem, ale też sporo kłusowałyśmy. Dżamal był idealny - rozluźniony, odważny, ani razu się nie spłoszył, chętny do przodu, ale bez przesady. I widać było, że bawi się równie dobrze jak ja :)

Kupiłam mu ogłowie i wędzidło - trochę było z tym zamieszania, bo najpierw czekałam 1,5 miesiąca, a potem się okazało, że takich ogłowi już nie produkują. Ale w końcu mam, muszę tylko dokupić wodze u p. Podkowy. Wygląda tak:



Nie miałam zbyt dużych problemów z założeniem go Dżamalowi, oczywiście międlił przez dłuższy czas wędzidło, ale potem się uspokoił i przestał przejmować. Nauczył się też błyskawicznie jeść i pić z wędzidłem w pysku. Zrobiliśmy też zgięcia boczne - nie wychodzą jeszcze fenomenalnie, ale dopiero zaczynamy.

Ostatnio Dżamal wita mnie z coraz większym entuzjazmem (być może paskudna pogoda sprawia, że się cieszy na powrót z pastwiska ;) ). Dziś przybiegł do mnie galopem, rżąc na powitanie. To było takie miłe! Jeszcze w wakacje miałam problem, żeby w ogóle łaskawie chciał do mnie podejść. 

Obie z Dominiką zaczynamy zawsze zabawy z końmi grą w "ja i mój cień". Polega ona na tym, że koń ma chodzić sobie po padoku tam, gdzie chce, a człowiek podąża za nim. Oba konie to uwielbiają. Dziś Dżamal wymyślił sobie przy tym nową zabawę - szedł za Dominiką i usiłował nadepnąć na jej savvy stringa, który ciągnęła za sobą. Kiedy ona przyspieszała, to on gonił stringa z taką śmieszną miną. Umierałyśmy ze śmiechu :D

Podczas jazdy Dżamal nie był szczególnie chętny do ruchu naprzód, ale udało mi się na nim parę razy zagalopować. Raz bryknął, ale lekko, prawie nie poczułam. Powoli zaczynamy robić z niego pełnoprawnego wierzchowca :)

niedziela, października 13, 2013

Drugi (dłuższy) wyjazd w teren

Dziś wybraliśmy się w teren we trójkę - ja na Dżamalu i Marcin z kijkami do nordic walking. Byliśmy na przecudnym, jesiennym spacerze. Byłam absolutnie zachwycona :) Wyjazdy w teren to jeden z głównych powodów, dla których chciałam mieć własnego konia, a, co za tym idzie, jedna z przyczyn, dla której bawię się w PNH. Dzisiejszy spacer bardzo dobrze pokazał, dlaczego dobra relacja i zgranie z koniem dają tyle radości. Dawniej zawsze, kiedy jechałam w teren, miałam gulę w żołądku - bałam się, bo wiedziałam, że może wydarzyć się dosłownie wszystko. Wiedziałam, że koń może mnie ponieść, zrzucić, kopnąć innego konia, skręcić do stajni zamiast tam, gdzie planuję jechać, odmówić jazdy w zadanym chodzie. Teraz wiem, że spacery mogą być spokojne, relaksujące i przyjemne, bez nieustającej czujności i strachu. Można jechać na rozluźnionym, patrzącym pod nogi koniu, który słucha moich sygnałów, zachowuje się jak partner i nie daje mi najmniejszych powodów do strachu. Były takie momenty, kiedy zapominałam, że siedzę na koniu i wydawało mi się, że sama idę po leśnej, zasłanej liśćmi ścieżce. Jak to mówi Pat: "There's nothing you can't do when the horse becomes a part of you.", czyli "Kiedy koń stanie się częścią ciebie, nie ma rzeczy, której nie mógłbyś zrobić." Nie jesteśmy może jeszcze na tym etapie, ale momentami naprawdę czułam, o co chodzi w tym tekście. 

piątek, października 11, 2013

Pierwszy (króciutki) wyjazd w teren

Jako, że teraz bywam u Dżamala 3 razy w tygodniu, będę pisała bardziej ogólnie o naszych postępach, bo nie wierzę, że uda mi się pisać tak często. Ostatnio staram się zachować proporcję pracy w różnych savvy według propozycji z Parelli Connect, czyli 50% jazda Freestyle, 25% na linie i 25% na wolności. Na razie zdecydowania przeważa praca na linie, ale staram się jak najwięcej jeździć. Z innych informacji: Dżamal przychodzi do mnie chętnie na pastwisku, a nawet rży na mój widok - to takie miłe uczucie!

Ostatnio bawiliśmy się na wolności w naszym niedużym roundpenie, ćwiczyliśmy zmiany kierunku i ósemki (to właściwie to samo, jakby się nad tym zastanowić). Na początek słabo działało przyciąganie, czyli koń nie za bardzo chciał do mnie podchodzić, co mocno utrudniało zmiany kierunku. postanowiłam więc pobawić się trochę w Okrążanie ze zmianą chodów i poczekać, aż mu się znudzi i do mnie podejdzie - często robi tak na linie. Faktycznie po 3-4 kółkach postawił uszka i ruszył w moim kierunku, więc cofnęłam się i pozwoliłam mu podejść. Oczywiście nie miał cały czas dobrej ekspresji, bo skulił trochę uszy, no ale od czegoś trzeba zacząć. Zaczęliśmy więc ćwiczyć zmiany kierunku przy użyciu beczek jako znaczników. W prawą stronę szło zupełnie nieźle, ale w lewą mieliśmy większe problemy. Udało się zrobić kilka ósemek, więc na tym zakończyłam. Zawsze, kiedy chciał do nie podejść, dużo go głaskałam i drapałam, żeby dobrze sobie to kojarzył.

Później na niego wsiadłam i robiliśmy przeplatankę w stępie i trochę w kłusie. Coraz lepiej wychodzi nam energiczny  kłus, taki baz zatrzymywania się i kombinowania. Przeplatanka była sporym wyzwaniem, bardzo pilnowałam, żeby obciążać wewnętrzne strzemię i obracać jak najmocniej ramiona przy skręcaniu. Jeśli jakiś zakręt udał się dobrze, zatrzymywaliśmy się między beczkami, a koń intensywnie żuł. Jeśli cały przejazd wyszedł nieźle i widziałam, że Dżamal zaczyna myśleć o schemacie, robiliśmy kółko kłusem bez przeplatania. Oczywiście to dopiero początek, będziemy to jeszcze regularnie powtarzać.

Potem pojechałam na nim na 10 minut w teren - to nasz pierwszy wypad poza ujeżdżalnię. Dżamal szedł energicznie do przodu i był bardzo zainteresowany otoczeniem, trochę podenerwowany, ale raczej pewny siebie. Trochę się popaśliśmy i wróciliśmy do domu, ale mój apetyt na jazdę w teren zdecydowanie wzrósł!

niedziela, października 06, 2013

Aklimatyzacja

Przez pierwsze kilka dni w nowej stajni Dżamal był dosyć poddenerwowany, co jest zupełnie zrozumiałe. Mam wrażenie, że dużo bardziej niż zwykle mnie potrzebował, ponieważ z mojej obecności czerpał pewność siebie. Kiedy przychodziłam na pastwisko, biegł do mnie kłusem, stawał pod bramą i jasno pokazywał, że chce już sobie stąd iść. Kiedy odchodziłam, rżał za mną. A kiedy siedziałam z nim na padoku, często podchodził i wtedy dużo go głaskałam, co go uspokajało, zaczynał ziewać i się rozluźniał. W ogóle mam wrażenie, że te przenosiny wzmocniły naszą więź. Po raz pierwszy w życiu Dzamal naprawdę poczuł, że jesteśmy stadem i potrzebuje mojego przywództwa. I sądzę, że nie najgorzej zdałam ten egzamin. 

Mamy do dyspozycji niewielką ujeżdżalnię, na której stoją 2 metalowe beczki, wysoka cavalettka i drąg. Ja przywiozła dodatkowo 3 moje małe beczki i piłkę. Na pastwisku obok stoi mały roundpen, pień i dwie duże opony. Planujemy z Dominiką wkopać dwie duże opony do przeciskania i zrobić z trzeciej podest.

Bawiłam się z Dżamalem na początek niezbyt długo, ponieważ z jednej strony chciałam mu dać czas na przywyknięcie do nowej sytuacji, a z drugiej strony mam problemy z biodrem, a właściwie kręgosłupem i nie mogę zbyt długo stać. Dlatego zaczęłam robić okrążanie, siedząc na beczce i szukać nowych rozwiązań, żeby odciążyć nogę. Chodzimy też na spacery po okolicy.

Muszę powiedzieć, że coraz lepiej idzie nam używanie delikatnych faz. Zaczęły nawet wychodzić zagalopowania na podniesienie energii i dwukrotne cmoknięcie. Raz nawet Dżamal lotnie zmienił nogę, kiedy zagalopował na niewłaściwą. Nadal trudności sprawia za to skakanie nad beczkami - z wysoką cavalettką jest łatwiej.

W czwartek udało mi się też trochę pojeździć. Dżamal był mocno nakręcony, więc postanowiłam spróbować nowego dla nas schematu - pudełka pytań. Polega on na tym, że na środku placu ustawiamy "pudełko" z czterech beczek. To jedyne miejsce, gdzie możemy się zatrzymać, zmienić chód, kierunek i wygięcie. Schemat to dwa koła, które przecinają się w pudełku. Chodzi o to, że za każdym razem, kiedy zbliżamy się do pudełka, koń zadaje pytanie: "zwalniamy, przyspieszamy, wjeżdżamy na drugie koło?". Dzięki temu bardziej się skupia i angażuje umysł. Przy okazji jest to dobry schemat, jeśli koń idzie za bardzo do przodu, ponieważ składa się z dwóch kół, a koła "skracają" konie. Muszę powiedzieć, że szło nam całkiem nieźle i faktycznie Dżamal się rozluźnił i przestał tak pędzić. Zwłaszcza w kłusie wychodziło dobrze. Pozwoliłam mu się też trochę rozpędzić, jeżdżąc wzdłuż ogrodzenia i to również dobrze mu zrobiło. 

Myślę, że jeszcze trochę pracy z ziemi nad galopem i będziemy mogli popróbować tego z siodła. Dotychczas galopowałam na Dżamalu tylko raz i zaczął odrobinę brykać :) Ale nawet na chwilę nie straciłam nad nim kontroli, zatrzymał się na delikatny sygnał ode mnie. Chciałabym też zacząć jeździć na nim w terenie, muszę się umówić z Dominiką.

niedziela, września 01, 2013

Pisać czas znów zacząć

Dawno już nic nie pisałam z powodu braku weny. Jednak naciski pewnej osoby w końcu zmusiły mnie do tego, żeby wziąć się w garść i zacząć znów pisać - dzięki Milena :)

Pierwsze dwa tygodnie lipca spędziłam na obozie na Anka Rancho, jako instruktorka i lektorka angielskiego. Oprócz tego codziennie bawiłam się z Dżamalem, co momentami stanowiło duże wyzwanie, z powodu zmęczenia oraz morderczego upału. Trochę bawiłam się z ziemi i sporo jeździłam. Ogólnie nie byłam zbyt zadowolona z naszych postępów - ani razu nie wyciągnęłam lassa i nie udało mi się wprowadzić konia czterema nogami na podest. Nadal również nie widziałam szczególnego entuzjazmu, kiedy przychodziłam zabrać konia z pastwiska.

Pod sam koniec obozu oglądałam z dziewczynami film z PC, ma którym Mikey opowiada o swoich Projektach. Ta koncepcja zakłada, że wymyślasz sobie Projekt - na przykład "mój koń stoi czterema nogami na podeście". Następnie proponujesz koniowi ten projekt patrząc, czy wyraża zainteresowanie. Jeśli tak, zostawiasz go w spokoju i pozwalasz mu poszukać odpowiedzi. Jeśli nie, stwierdzasz "ok, nie ma problemu, najwyraźniej wolisz robić Okrążanie w kłusie albo chody boczne." Czekasz, aż koń zada ci pytanie: "co mam zrobić, żeby dostać wygodę?". Wtedy mówisz "dzięki, że pytasz, wygoda jest przy podeście, kiedy starasz się na niego wejść." Innymi słowy dopóki koń interesuje się Projektem i czynnie w nim uczestniczy, dostaje wygodę. Jeśli nie ma ochoty współpracować, bawimy się w bardziej wymagające gry do momentu, aż zada nam pytanie. 

Mikey w ogóle uważa, że w każdą grę powinniśmy się bawić w jakimś celu. Innymi słowy koń powinien wiedzieć co ma zrobić, żeby "wygrać" grę. Kiedy bawimy się w Okrążanie i np. szukamy u konia rozluźnienia, to dajemy mu wygodę (przywołujemy go do siebie, pozwalamy iść wolniej), dopiero kiedy zacznie się rozluźniać, ale również od razu, jak zacznie się rozluźniać. Innymi słowy kiedy koń spełni warunek, dajemy mu wygodę. Dzięki temu jesteśmy fair wobec konia - nie bawimy się w grę tak długo, aż nam się nie znudzi, tylko wyznaczamy przed zabawą pewien cel. Kojarzy mi się to trochę z uczeniem dzieci angielskiego - nawet, jeśli wprowadzamy jakąś zabawę ruchową czy grę, musi mieć ona cel językowy, inaczej jest tylko stratą czasu, bo dzieci niczego się nie uczą. Dodatkowo kiedy np. puszczamy dzieciom na kasecie jakąś historyjkę po angielsku, dajemy im zawsze jakieś zadanie, np. ile lizaków zjadł smok w historyjce. Dzięki temu słuchają uważniej, bo mają konkretne zadanie do wykonania.

Spróbowałam zastosować te wszystkie porady i wyszło doskonale. Po ok. godzinie miałam powiedzmy 4 nogi na podeście, bo czwarta była tylko koniuszkiem kopyta i od razu się zsunęła. A koń wyglądał na naprawdę zainteresowanego. Przy okazji zaczęło nam wychodzić zagalopowanie podczas Okrążania - może dlatego, że się na tym nie skupiałam, a tylko traktowałam to jako element "niewygody" w moim Projekcie :)

Innym elementem, który wprowadziłam do naszych zabaw, jest rozgrzewka, w której przez pierwsze ileś czasu Dżamal może decydować o tym, co robimy. Ja jestem na samym końcu liny, idę za nim, dostosowując się do jego tempa. Jedyne, o co proszę, to ruch do przodu. Jeśli koń nie idzie, odsyłam go od siebie. Za pierwszym razem, kiedy Dżamal wreszcie zrozumiał w czym rzecz, chodził po całym placu przez 25 minut! Dotykał wszystkiego nosem, wchodził na podest, turlał piłkę, przechodził przez plandekę - innymi słowy bawił się sam :) Aż w końcu podszedł do mnie w myśl zasady "ok, mi się skończyły pomysły, co teraz robimy?" Od tego momentu zaczęłam to robić na początku każdego spotkania. Czasem zajmuje mu to chwilę i już przychodzi albo zadaje mi pytanie "co dalej?", czasem kilkanaście minut, zależnie od nastroju. Ale mam wrażenie, że ten zwyczaj mu się podoba i daje mu poczucie, że jego pomysły są równie ważne, jak moje.

Zrobiliśmy też postępy, jeśli chodzi o jazdę. Jestem w stanie przejechać kłusem całe okrążenie placu, mniej używam wodzy. Przechodzimy przez plandekę czy opony, coraz lepiej idą też chody boczne (i to w dwie strony). Myślę nad zakupem nowego siodła - bezterlicowego Barefoota Cheyenne. Testowałam je na jednej jeździe i było bardzo wygodne, a przy tym miałam poczucie, że koń jest bardziej rozluźniony. A skoro Karen Rohlf jeździ na siodle bezterlicowym, to nie może to być złe dla konia.

W następnym wpisie opowiem o lekcji, którą miałam z nową Polską instruktorką PNH, Julią Opawską. Julia póki co mieszka w UK, ale w grudniu prawdopodobnie przeprowadzi się do Warszawy. Hurra!

wtorek, maja 28, 2013

Wizyta rodzinna

Niedawno zorganizowaliśmy rodzinny piknik na Anka Rancho. Dżamal objadł się marchewek, jabłek i innych przysmaków, aż mu w brzuchu burczało ;) Moja Teściowa wsiadła na chwilę na Imbira, jako że dawniej trochę jeździła konno i chciała sobie przypomnieć. Wzięłam ją na linę i mówiłam, jak wejść w harmonię z koniem dzięki lekcji Pchającego Pasażera i "stępowania w swoim ciele". Bardzo jej się podobało. 

Później wzięłam Dżamala. Bawiłam się z nim na linie 7 m, bo nie mam jeszcze lassa (Pan Podkowa je dla mnie już robi - prezent od Teściowej). Musze powiedzieć, że robienie chodów bocznych w galopie na krótszej niż lasso linie jest bardzo męczące, bo trzeba pędzić za koniem i się człowiek może łatwo zadyszeć. No i spadał mi przy okazji kapelusz ;) Dżamal bardzo ładnie robił Okrążanie w kłusie, nawet trochę się na mnie skupiał. Jednak kiedy zaczęłam ćwiczyć zagalopowania (tak, jak mnie uczyła Kasia, ze stój jako odesłanie), zrobił swój stały numer z odpaleniem i galopem w stronę bramy. Za pierwszym razem dałam się zaskoczyć, ale potem kilka razy pod rząd zastosowałam manewr z chodami bocznymi w galopie w kierunku bramy. Wydaje mi się, że trochę pomogło, bo potem robiliśmy trochę Okrążania w galopie i nie robił już żadnych problemów. Niestety galopował często na złą nogę, co świadczy o tym,że nie jest skupiony na środku koła, tylko myśli na zewnątrz. Będziemy nad tym pracować.

Potem wsiadłam i jeździłam schemat Koniczynki, a potem trochę schemat Kokardy. Dżamal nei miał jakiejś wielkiej chęci ruchu do przodu. Ciekawe, że z ziemi chętnie przyspiesza, a z siodła znacznie mniej. Może to kwestia mojego dosiadu, a może przywództwa - z siodła mam mniejszą wprawę. Starałam się stosować wyższe fazy, jeśli to było konieczne i to trochę pomogło. Później Marcin wszedł na padok i Dżamal się pod niego podczepił. To było fajne - koń szedł za Marcinem, a ja się bawiłam w pasażera :) Przyda się w terenie.

A tutaj zdjęcie, na którym proszę Dżamala o cofanie. Niedługo postaram się wrzucić ich więcej.


piątek, maja 17, 2013

Warsztaty Freestyle

W ostatni weekend odbyły się ostatnie już warsztaty z Kasią Jasińską na Anka Rancho. Ostatnie na najbliższy rok, ponieważ Kasia wyjeżdża do Szwajcarii uczyć się od Berniego Zambaila, 5* Parelli Proffessional. Było rewelacyjnie, mnóstwo się jak zwykle nauczyłam.

Do stajni przyjechałam w piątek. Pobawiłam się trochę z Dżamalem z ziemi - szło nam nieźle, ale potem zaczął trochę odpalać (np. kiedy się schyliłam, żeby podnieść linę). Nawet się ucieszyłam, bo chciałam, żeby Kasia mi z tym pomogła. Wieczorem wszystkie konie ustawiły się pod bramą, czekając na to, aż zostaną wpuszczone do stajni na kolację. Poszłam trochę pogłaskać Dżamala, a on na różne sposoby próbował dać mi do zrozumienia, że chce już iść z pastwiska. W końcu odsunął pyskiem zasuwkę od bramy i spojrzał na mnie znacząco - spryciarz! :D Miałam przy sobie tylko stringa, ale uznałam, że zaryzykuję. Wzięłam go z wybiegu i zaprowadziłam kawałek dalej do dużej sterty siana. Pozostałe konie miały fajne miny, widząc arabka wcinającego sianko tuż pod ich nosem ;P

Następnego dnia od rana mieliśmy zajęcia teoretyczne, potem symulacje na "Steady Eddie", a w końcu wzięliśmy konie. Postanowiłam spróbować pobawić się na linie 7 m, ale zrobionej z lassa - całkiem fajna sprawa i przygotowanie do zabawy na najdłuższej linie. Robiłam z Dżamalem Okrążanie w kłusie i Kasia powiedziała, że mam go przywołać dopiero, kiedy zacznie zwracać na mnie uwagę. Przez długi czas szedł z głową zwróconą na zewnątrz i cały czas napinał linę. Kiedy próbował wrócić, odsyłałam go znów na koło. Okazało się, że kiedy chcę go przyspieszyć, uderzam stringiem za bardzo w strefie 4, zamiast w 5. Kiedy udało mi się to poprawić, wysyłanie zaczęło działać znacznie lepiej. Arabek naprawdę mocno się spocił, zanim wreszcie zwrócił pysk trochę w moją stronę. Wtedy zaprosiłam go do siebie i dałam mu odpocząć. Powtórzyliśmy ten manewr jeszcze parę razy, uzyskując coraz lepsze efekty. Wreszcie Kasia kazała mi wsiąść, bo koń był już nieźle zmęczony.

Weszliśmy na roundpen, żeby poćwiczyć Pchającego Pasażera i jazdę z płynnością. Dżamal oczywiście cały czas kombinował jak wyjść z roundpenu, więc w końcu Kasia wzięła go na linę, żebym mogła się skupić na jeździe, a nie pilnowaniu konia. Moim zadaniem było odpychanie się od szyi konia, żeby lepiej znaleźć punkt równowagi oraz "stępowanie w moim ciele", czyli dostosowywanie się do ruchu konia. Miałam też "pedałować" nogami, żeby nie zapierać się w strzemionach. Starałam się też odblokować kolana, ponieważ często bolą mnie po jeździe, a to oznacza, że się tam usztywniam. Parę razy udało mi się naprawdę poczuć harmonię z koniem i było to świetne uczucie!

Później pojeździłam na dużej ujeżdżalni. Dżamal się trochę na mnie boczył i Kasia powiedziała, że za dużo używam wodzy, że ciągnę go za głowę oraz używam za mocnych faz i dlatego on się buntuje. Muszę bardzo tego pilnować - mam za dużo nawyków ze szkółkowej jazdy... Później Kasia nauczyła mnie schematu Kokardy (Bow Tie Pattern), który jest nieco podobny do Ósemki i przygotowuje do zagalopowania. Przez jakiś czas ćwiczyłam go w kłusie, a potem (z pomocą Kasi, która przyspieszyła konia stickiem) ruszyliśmy galopem! Był to chyba najbardziej pokraczny galop w mojej jeździeckiej karierze, ale od czegoś trzeba zacząć :)

Następnego dnia Dżamal przyszedł do mnie bardzo chętnie - chyba poprzednie zabawy przypadły mu do gustu. Mieliśmy lekcje z dopasowywania siodeł i okazało się, że muszę podkładać Dżamalowi specjalnie złożony ręczniczek pod przód siodła. Będę musiała kupić wełnianą podkładkę Mattesa z kieszeniami na wkładki, bo Parellowy Theraflex nie nadaje się pod moje siodło. 

Później postanowiłam pod okiem Kasi zacząć bawić się na najdłuższej linie (lasso 15 m). Bardzo się tego bałam, ponieważ chwila nieuwagi i zaplątanie się w niej może być bardzo niebezpieczne. Ale szło mi naprawdę dobrze i bardzo mi się spodobało. Jest dużo więcej czasu na reakcję, a w dodatku w razie potrzeby można nią całkiem mocno zadziałać. A koń ma więcej przestrzeni, żeby iść do przodu, co w przypadku Lewopółkulowego Ekstrawertyka jest bardzo ważne. Kasia cały czas mi powtarzała, że za bardzo go blokuję, że powinnam go prosić o więcej ruchu naprzód - ta lina jest do tego idealna. 

Przez jakiś czas szło bardzo dobrze, Okrążanie w porównaniu z poprzednim dniem było świetne - właściwie cały czas luźna lina i równy krok. Później zaczęliśmy robić chody boczne w galopie i wtedy Dżamal postanowił "odpalić wrotki". Wyrwał mi się w sumie 2 razy, to znaczy ruszył przed siebie galopem, a ja puściłam linę - nie chciałam popalić sobie rąk. W związku z tym Kasia wzięła go ode mnie, pobawiła się z nim chwilę i znów odpalił - byłam zachwycona, bo wiedziałam, że dzięki temu będę się mogła dowiedzieć co robić w takich sytuacjach. Kasia pokazała mi, żeby nie blokować go machając liną, tylko powiedzieć "proszę bardzo, możesz biegać ile chcesz... galopem w chodach bocznych!". Ta strategia sprawiła, że arabek szybko zmiękł i doszedł do wniosku, że właściwie już nie chce biegać :) Zobaczymy, jak mi będzie szło stosowanie tej taktyki.

Później wsiadłam i ćwiczyłam Podążanie Ścieżką w kłusie oraz Milion Przejść polegające na tym, że zmieniałam kłus z anglezowanego na półsiad i "lekki dosiad" na zmianę. Szło nam całkiem nieźle, choć Dżamal co jakiś czas znów się boczył. Starałam się pilnować i jak najmniej używać wodzy, a także właściwie stosować fazy. Kasia na koniec powiedziała, że znacznie lepiej siedzę na koniu - super! Pomogła mi również z cofaniem z siodła, które szło mi bardzo słabo. Okazało się, że niewłaściwie działam dosiadem. Kiedy koń stoi, powinnam przenieść ciężar ciała do przodu, a kiedy chcę cofnąć, odchylić się do tyłu. To i jej dodatkowe działanie Prowadzeniem z ziemi dość dobrze poprawiło nasze cofanie :)

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z warsztatów, mnóstwo się dowiedziałam, a atmosfera była świetna. Szkoda, że Kasia na rok wyjeżdża! W związku z tym, że jej nie będzie, kilka osób pytało mnie, czy mogą brać u mnie lekcje PNH. Doszłam do wniosku, że czemu nie - jeśli ktoś mnie dowiezie do stajni albo przyjedzie na Anka Rancho i będzie się chciał uczyć na Dżamalu, to chętnie spróbuję. 

wtorek, maja 07, 2013

Warsztaty L1 i L2

W długi weekend majowy na Anka Rancho odbyły się warsztaty L1 i L2, w sumie 4 dni. Byłam tam w charakterze organizatora i oczywiście słuchacza. Dopiero w ten weekend będę brała udział z Dżamalem w warsztatach Freestyle - już się nie mogę doczekać :)

Przyjechały do nas 4 konie: siwa arabska klacz mambula, kary arabski wałach Bosman, kasztanowata małopolanka Pochodnia i kary fryz Frank (zwany Frankiem, a jego właścicielka otrzymała przezwisko Franceska). W sumie było około 18 osób - znacznie więcej, niż w zeszłym roku. 

Niestety pogoda kompletnie nie dopisała. Pierwszego dnia rozpadało się akurat wtedy, kiedy mieliśmy zajęcia na dworze. Ujeżdżalnia, która i tak była dosyć wilgotna po roztopach i wcześniejszych deszczach, zmieniła się w bajoro. Wszyscy jednak byli bardzo wytrwali i uczyli się w strugach deszczu.

Następnego dnia od rana mocno padało. Okazało się na szczęście, że w pobliskiej stajni jest hala i właściciel zgodził się przyjąć nas gościnnie na 3 godziny - chwała mu za to! Wzięłam też ze sobą Dżamala - nie miałabym inaczej okazji się z nim w ogóle pobawić. Musieliśmy przejść przez podmokłe łąki, ale i tak było warto - hala okazała się dość duża, z dobrym podłożem i lustrami. Myślałam, że Dżamal będzie się bał nowego otoczenia, ale był bardzo spokojny. Największą zagwozdką były dla niego lustra - miał świetną minę, kiedy oglądał swoje odbicie :) Spodobały mu się również bardzo chody boczne nad drągiem. W jedną  stronę szły mu bardzo dobrze, a w drugą miał problem. W związku z tym, swoim zwyczajem, koniecznie chciał cały czas przez niego przechodzić bokiem. Ostatecznie wymyśliłam nową formułę Okrążania: idziemy prawie całe koło, potem bokiem nad drągiem, a potem dalej koło.



Następnego dnia pogodna poprawiła się na tyle, że poszliśmy się bawić na tzw. górce - to dodatkowy padok, na którym jest całkiem sucho i nie ma błota. Wzięłam znów Dżamala i pojeździłam na nim trochę - było bardzo fajnie. Ania przywiozła samochodem podest, przetestowaliśmy też Wielką Zieloną Piłkę Parelli - mój koń bez problemu zaczął ją pchać, nawet w kłusie. Sięga mu do klatki piersiowej, więc idzie to bardzo sprawnie. Fryz potwornie bał się plandeki i Kasi zajęło ze 2 godziny, zanim zaczął w ogóle na nią wchodzić. Na koniec chwilę bawiłam się jeszcze z Dżamalem z ziemi, ale zaczął "odpalać wrotki", czyli nagle ni stąd, ni zowąd ruszał galopem, próbując wyszarpnąć mi linę. Ech... Już dawno tego nie robił. 
Na zdjęciu Mambula z piłką i Franek nad plandeką:




Ostatniego dnia była ładna pogoda i znów wybraliśmy się na górkę. Rano ćwiczyłam jazdę na beczce wg. filmu z Parelli Connect, na którym Linda pokazuje fajne symulacje. Kasia lepiej mnie ustawiła i wreszcie rozumiem jak dobrze zrobić Pchającego Pasażera i usiąść w Punkcie Równowagi (Balance Point)! Ćwiczenia wzbudziły ogólny entuzjazm i kilka osób zapisało się na następny kurs (Freestyle), bo tam będziemy robić tego więcej. Jurek był genialny i zbudował dla nas nawet bardziej rozbudowany symulator jazdy, czyli tzw. "Steady Eddie". Wygląda mniej więcej tak:


Po południu znów wzięłam Dżamala z zamiarem pojeżdżenia, jednak nie doszło to do skutku. Najpierw bawiłam się z nim z ziemi i wszystko było dobrze. Kiedy doszliśmy do skakania nad beczkami, jak zwykle się zaciął, ale ponieważ widziałam, że nie jest szczególnie przestraszony, a raczej nie bardzo się stara, poprosiłam go o więcej, podniosłam energię. Zaczęły się bunty i szarpanina, znów odpalał, tak, że obtarłam sobie rękę. Skoczył kilka razy bez większych problemów, ale potem przy okrążaniu jak tylko prosiłam go "postaraj się bardziej", pokazywał mi dobitnie, że nie zamierza tego dla mnie zrobić. Ogólnie byłam dosyć podłamana - nie wiem, czy zastosowałam odpowiednią strategię proszenia o więcej, może trzeba się było wycofać i wszystko robić powoli? Z drugiej strony wydaje mi się, że to było takie dominacyjne zachowanie: "nie będziesz mi mówiła, co mam robić". Innymi słowy dopóki wszystko jest na jego warunkach, to jest miło, a kiedy ja chcę nadać tempo zabawom, to już robi się bunt. Mam nadzieję, że w sobotę Kasia mi z tym pomoże.

Zdjęcia z warsztatów (będę dorzucać kolejne):


wtorek, kwietnia 09, 2013

Wreszcie trochę słońca

W niedzielę nareszcie wyszło słońce, ale śnieg się jeszcze do końca nie roztopił, więc nie było błota - super pogoda do zabawy z koniem, chociaż było trochę ślisko Kiedy podeszłam do bramy padoku, koń już na mnie czekał - wystarczyło tylko otworzyć bramę. Bardzo wygodny system :) Później wyczesałam z niego 5 kg włosów i domyłam trochę pysk tym preparatem (Veredus Easy White Spray dla siwych koni), całkiem skutecznym zresztą: 
Bawiłam się dzisiaj na długiej linie, trochę okrążania, trochę ósemek, a później Schemat Fali/Przeplatanki (Weave Pattern). W stępie szło bez problemu, w kłusie trochę gorzej, bo koń miał sporo energii, a nie chciało mi się rozstawiać szerzej znaczników - leń wiosenny mnie napadł :) Zrobiliśmy też chwilę galopu i szło lepiej niż ostatnim razem. Dżamal coraz lepiej też skacze i widać, że sprawia mu to prawdziwą przyjemność.

Jako, że koń być spokojny i całkiem na mnie skupiony, postanowiłam wsiąść - chcę jak najwięcej poćwiczyć przed warsztatami z Kasią. Jak zwykle starałam się jak najbardziej skupiać na swoim dosiedzie. Następnego dnia bolały mnie mocno nogi, więc chyba bardzie pracowałam mięśniami :) Najpierw pojeździliśmy chwilę stępem i kłusem wzdłuż płotu. Dżamal niechętnie kłusował - wydaje mi się, że to kwestia podłoża, na którym nie czuł się pewnie, więc nie naciskałam. Widzę, że ogólnie muszę lepiej przekazywać mu z siodła sygnały o tym, że zrobił coś dobrze, czyli wyraźniej dawać wygodę, a także chwalić i głaskać. Z ziemi robię to bardzo często, a z siodła zapominam. W drugą stronę to samo - muszę zacząć stosować efektywną fazę 4, bo inaczej koń zacznie mnie olewać. Większość rzeczy robi na niższe fazy, ale jeździłam już na nim tyle razy, że mogę zacząć więcej wymagać. 

Ponieważ z kłusem były pewne trudności, postanowiłam zrobić w stępie kilka koniczynek, a potem  schemat "Dotknij Tego". Skończyło się to dla mnie prawie spadnięciem z konia, ponieważ Dżamal ni stąd ni zowąd postanowił wsadził nogę do wielkiej opony, leżącej na drugiej takiej samej, czyli dość wysoko. Kiedy chciał ją wyjąć, oczywiście zahaczył piętką i pociągnął na siebie oponę. Na szczęście widziałam co się święci i mocno zaparłam się w siodle. Dzięki temu dziki skok Dżamala spokojnie wysiedziałam :)

Podczas chodzenia po padoku Dżamal zrobił swój stały numer, czyli jeśli mieliśmy się przecisnąć między różnymi oponami, żeby pójść dalej, parkował tam, grzebał kopytkiem, zastanawiał się - tak samo, jak kiedy robię z nim to z ziemi. Uznałam, że czemu nie, niech ma jakieś zadanie intelektualne, które sam sobie wybrał. Najgorzej póki co idzie nam cofanie - zrobienie 2-3 kroków to prawdziwe wyzwanie. Dlatego włączyłam cofanie do naszego przeciskania - kiedy koń stał dłuższą chwilę i nie robił postępów, wycofywałam go spomiędzy opon i znów prosiłam o przejście. 

Na koniec postanowiłam zrobić chwilę zabawy na wolności. Zdjęłam mu halter i siodło, a sama sobie usiadłam na stosie opon. Koń nie ruszył się nawet na milimetr przez 10 minut, wygrzewał się spokojnie w słońcu. W końcu zmarzłam, więc postanowiłam chociaż chwilę coś porobić. Nie poszedł za mną od razu, ale kiedy go poprosiłam, ruszył i trzymał się mnie przez cały czas. Pochodziliśmy trochę po padoku, podotykaliśmy nosem różnych rzeczy, a potem udało się nawet zrobić ósemkę :) Byłam bardzo zadowolona z tego spotkania.

piątek, kwietnia 05, 2013

Galopy na linie

W ostatnią niedzielę Dżamal wyglądał na bardzo spragnionego kontaktu ze mną. Podszedł do płotu, jak tylko wysiadłam z samochodu - chyba po raz pierwszy w życiu. Później czekał na mnie przy bramie. Zabrałam go do czyszczenia bez halterka - ostatnio staram się wydłużać momenty na wolności, kiedy wiem, że jest to bezpieczne. Kupiłam ostatnio specjalny płyn do czyszczenia białych koni i muszę powiedzieć, że nie najgorzej działa. Nie udało mi się idealnie doczyścić konia, ale mam nadzieję, że po kilku powtórzeniach tego zabiegu powinno być lepiej.

Moim celem dziś było zrobić okrążanie w galopie na długiej linie, co wcześniej kompletnie nam nie wychodziło. Przygotowałam się wcześniej w domu - zapytałam o poradę Kasię Jasińską i ponownie obejrzałam film z Parelli Connect na ten temat. Zaczęliśmy od prostej rozgrzewki, a potem przeszliśmy do okrążania. Dżamal był całkiem wyluzowany, nie brykał jakoś mocno, rozluźniony kłus udało nam się uzyskać dosyć szybko. Kiedy uznałam, że jest już dość rozgrzany, poprosiłam o galop. Podniosłam energię i wysłałam go, a kiedy ruszył tylko szybszym kłusem, uderzyłam stringiem 3 razy w miejsce, w którym stał, kiedy poprosiłam o galop. Kiedy okrążył mnie i dotarł w to samo miejsce, powtórzyłam całą procedurę i tym razem uzyskałam kilka kroków galopu. Tą metodą trochę pogalopowaliśmy, spokojnie, bez rozpędzania się. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że Dżamal sam z siebie, bez żadnej sugestii z mojej strony, zaczął się w galopie rozciągać - czyli nos w dół, rozciąganie grzbietu. Najwyraźniej w takiej pozycji jest mu najwygodniej i już się tego nauczył.

Drugą techniką, której używałam, jest wysyłanie na koło, które jest przy okazji grą w "nie daj się dotknąć stringiem". Kiedy koń podczas okrążania postanawia do mnie podejść nieproszony, pozwalałam mu podejść (żeby nie psuć miłego skojarzenia z podchodzeniem do mnie), potem cofałam go parę kroków i wysyłałam na koło. Jeśli nie wystartował wystarczająco szybko, próbowała sięgnąć go stringiem - nie mocno, ale z dużą energią. Za trzecim razem już nie udało mi się go trafić :) A zabawa zyskała na energii i zainteresowaniu konia. Na koniec bez problemu robił kilka kółek kłusem, aż go przywołałam. Co jakiś czas sprawdzałam, czy nie straciłam 'friendly' z carrot stickiem, ale zupełnie nie - wiedział, kiedy machnięcie stringiem oznacza "odsuń się", a kiedy "wszystko jest ok, nic nie rób".

Później na chwilę wsiadłam. Okazało się, że strzemiona, które kupiłam przez Internet, są w rozmiarze dziecięcym :( więc pojeździłam sobie bez strzemion. Dżamal ostatnio ma małą motywację do ruchu do przodu, muszę popracować nad impulsem oraz oczywiście moim dosiadem. Czytam w tej chwili "Dosiad naturalny" Sally Swift i staram się wykorzystywać jej ćwiczenia i rady w praktyce.

Na koniec zdjęłam siodło i puściłam go trochę luzem. Nie miał zbytniej ochoty na zabawy na wolności. Najpierw ganiałam go chwilę, kiedy ode mnie odchodził, nie skupiał się za bardzo na mnie. Potem stał, patrząc na mnie, ale nie podchodził. Uznałam więc, że zamienię to na 'czas bez wymagań', usiadłam sobie i nic nie robiliśmy. Dżamalcały czas patrzył na mnie intensywnie, ale i tak do mnie nie przyszedł. Trudno, najwyraźniej to nie był na to moment. 

Ogólnie z całego spotkania byłam bardzo zadowolona. Kiedy uda mi się naprawdę opanować grę w okrążanie, będę mogła fajnie bawić się w roundpenie i zabawa na wolności zacznie nam lepiej wychodzić. A później będę się mogła przesiąść wreszcie na naprawdę długą linę :)