Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztaty. Pokaż wszystkie posty

piątek, maja 17, 2013

Warsztaty Freestyle

W ostatni weekend odbyły się ostatnie już warsztaty z Kasią Jasińską na Anka Rancho. Ostatnie na najbliższy rok, ponieważ Kasia wyjeżdża do Szwajcarii uczyć się od Berniego Zambaila, 5* Parelli Proffessional. Było rewelacyjnie, mnóstwo się jak zwykle nauczyłam.

Do stajni przyjechałam w piątek. Pobawiłam się trochę z Dżamalem z ziemi - szło nam nieźle, ale potem zaczął trochę odpalać (np. kiedy się schyliłam, żeby podnieść linę). Nawet się ucieszyłam, bo chciałam, żeby Kasia mi z tym pomogła. Wieczorem wszystkie konie ustawiły się pod bramą, czekając na to, aż zostaną wpuszczone do stajni na kolację. Poszłam trochę pogłaskać Dżamala, a on na różne sposoby próbował dać mi do zrozumienia, że chce już iść z pastwiska. W końcu odsunął pyskiem zasuwkę od bramy i spojrzał na mnie znacząco - spryciarz! :D Miałam przy sobie tylko stringa, ale uznałam, że zaryzykuję. Wzięłam go z wybiegu i zaprowadziłam kawałek dalej do dużej sterty siana. Pozostałe konie miały fajne miny, widząc arabka wcinającego sianko tuż pod ich nosem ;P

Następnego dnia od rana mieliśmy zajęcia teoretyczne, potem symulacje na "Steady Eddie", a w końcu wzięliśmy konie. Postanowiłam spróbować pobawić się na linie 7 m, ale zrobionej z lassa - całkiem fajna sprawa i przygotowanie do zabawy na najdłuższej linie. Robiłam z Dżamalem Okrążanie w kłusie i Kasia powiedziała, że mam go przywołać dopiero, kiedy zacznie zwracać na mnie uwagę. Przez długi czas szedł z głową zwróconą na zewnątrz i cały czas napinał linę. Kiedy próbował wrócić, odsyłałam go znów na koło. Okazało się, że kiedy chcę go przyspieszyć, uderzam stringiem za bardzo w strefie 4, zamiast w 5. Kiedy udało mi się to poprawić, wysyłanie zaczęło działać znacznie lepiej. Arabek naprawdę mocno się spocił, zanim wreszcie zwrócił pysk trochę w moją stronę. Wtedy zaprosiłam go do siebie i dałam mu odpocząć. Powtórzyliśmy ten manewr jeszcze parę razy, uzyskując coraz lepsze efekty. Wreszcie Kasia kazała mi wsiąść, bo koń był już nieźle zmęczony.

Weszliśmy na roundpen, żeby poćwiczyć Pchającego Pasażera i jazdę z płynnością. Dżamal oczywiście cały czas kombinował jak wyjść z roundpenu, więc w końcu Kasia wzięła go na linę, żebym mogła się skupić na jeździe, a nie pilnowaniu konia. Moim zadaniem było odpychanie się od szyi konia, żeby lepiej znaleźć punkt równowagi oraz "stępowanie w moim ciele", czyli dostosowywanie się do ruchu konia. Miałam też "pedałować" nogami, żeby nie zapierać się w strzemionach. Starałam się też odblokować kolana, ponieważ często bolą mnie po jeździe, a to oznacza, że się tam usztywniam. Parę razy udało mi się naprawdę poczuć harmonię z koniem i było to świetne uczucie!

Później pojeździłam na dużej ujeżdżalni. Dżamal się trochę na mnie boczył i Kasia powiedziała, że za dużo używam wodzy, że ciągnę go za głowę oraz używam za mocnych faz i dlatego on się buntuje. Muszę bardzo tego pilnować - mam za dużo nawyków ze szkółkowej jazdy... Później Kasia nauczyła mnie schematu Kokardy (Bow Tie Pattern), który jest nieco podobny do Ósemki i przygotowuje do zagalopowania. Przez jakiś czas ćwiczyłam go w kłusie, a potem (z pomocą Kasi, która przyspieszyła konia stickiem) ruszyliśmy galopem! Był to chyba najbardziej pokraczny galop w mojej jeździeckiej karierze, ale od czegoś trzeba zacząć :)

Następnego dnia Dżamal przyszedł do mnie bardzo chętnie - chyba poprzednie zabawy przypadły mu do gustu. Mieliśmy lekcje z dopasowywania siodeł i okazało się, że muszę podkładać Dżamalowi specjalnie złożony ręczniczek pod przód siodła. Będę musiała kupić wełnianą podkładkę Mattesa z kieszeniami na wkładki, bo Parellowy Theraflex nie nadaje się pod moje siodło. 

Później postanowiłam pod okiem Kasi zacząć bawić się na najdłuższej linie (lasso 15 m). Bardzo się tego bałam, ponieważ chwila nieuwagi i zaplątanie się w niej może być bardzo niebezpieczne. Ale szło mi naprawdę dobrze i bardzo mi się spodobało. Jest dużo więcej czasu na reakcję, a w dodatku w razie potrzeby można nią całkiem mocno zadziałać. A koń ma więcej przestrzeni, żeby iść do przodu, co w przypadku Lewopółkulowego Ekstrawertyka jest bardzo ważne. Kasia cały czas mi powtarzała, że za bardzo go blokuję, że powinnam go prosić o więcej ruchu naprzód - ta lina jest do tego idealna. 

Przez jakiś czas szło bardzo dobrze, Okrążanie w porównaniu z poprzednim dniem było świetne - właściwie cały czas luźna lina i równy krok. Później zaczęliśmy robić chody boczne w galopie i wtedy Dżamal postanowił "odpalić wrotki". Wyrwał mi się w sumie 2 razy, to znaczy ruszył przed siebie galopem, a ja puściłam linę - nie chciałam popalić sobie rąk. W związku z tym Kasia wzięła go ode mnie, pobawiła się z nim chwilę i znów odpalił - byłam zachwycona, bo wiedziałam, że dzięki temu będę się mogła dowiedzieć co robić w takich sytuacjach. Kasia pokazała mi, żeby nie blokować go machając liną, tylko powiedzieć "proszę bardzo, możesz biegać ile chcesz... galopem w chodach bocznych!". Ta strategia sprawiła, że arabek szybko zmiękł i doszedł do wniosku, że właściwie już nie chce biegać :) Zobaczymy, jak mi będzie szło stosowanie tej taktyki.

Później wsiadłam i ćwiczyłam Podążanie Ścieżką w kłusie oraz Milion Przejść polegające na tym, że zmieniałam kłus z anglezowanego na półsiad i "lekki dosiad" na zmianę. Szło nam całkiem nieźle, choć Dżamal co jakiś czas znów się boczył. Starałam się pilnować i jak najmniej używać wodzy, a także właściwie stosować fazy. Kasia na koniec powiedziała, że znacznie lepiej siedzę na koniu - super! Pomogła mi również z cofaniem z siodła, które szło mi bardzo słabo. Okazało się, że niewłaściwie działam dosiadem. Kiedy koń stoi, powinnam przenieść ciężar ciała do przodu, a kiedy chcę cofnąć, odchylić się do tyłu. To i jej dodatkowe działanie Prowadzeniem z ziemi dość dobrze poprawiło nasze cofanie :)

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z warsztatów, mnóstwo się dowiedziałam, a atmosfera była świetna. Szkoda, że Kasia na rok wyjeżdża! W związku z tym, że jej nie będzie, kilka osób pytało mnie, czy mogą brać u mnie lekcje PNH. Doszłam do wniosku, że czemu nie - jeśli ktoś mnie dowiezie do stajni albo przyjedzie na Anka Rancho i będzie się chciał uczyć na Dżamalu, to chętnie spróbuję. 

wtorek, maja 07, 2013

Warsztaty L1 i L2

W długi weekend majowy na Anka Rancho odbyły się warsztaty L1 i L2, w sumie 4 dni. Byłam tam w charakterze organizatora i oczywiście słuchacza. Dopiero w ten weekend będę brała udział z Dżamalem w warsztatach Freestyle - już się nie mogę doczekać :)

Przyjechały do nas 4 konie: siwa arabska klacz mambula, kary arabski wałach Bosman, kasztanowata małopolanka Pochodnia i kary fryz Frank (zwany Frankiem, a jego właścicielka otrzymała przezwisko Franceska). W sumie było około 18 osób - znacznie więcej, niż w zeszłym roku. 

Niestety pogoda kompletnie nie dopisała. Pierwszego dnia rozpadało się akurat wtedy, kiedy mieliśmy zajęcia na dworze. Ujeżdżalnia, która i tak była dosyć wilgotna po roztopach i wcześniejszych deszczach, zmieniła się w bajoro. Wszyscy jednak byli bardzo wytrwali i uczyli się w strugach deszczu.

Następnego dnia od rana mocno padało. Okazało się na szczęście, że w pobliskiej stajni jest hala i właściciel zgodził się przyjąć nas gościnnie na 3 godziny - chwała mu za to! Wzięłam też ze sobą Dżamala - nie miałabym inaczej okazji się z nim w ogóle pobawić. Musieliśmy przejść przez podmokłe łąki, ale i tak było warto - hala okazała się dość duża, z dobrym podłożem i lustrami. Myślałam, że Dżamal będzie się bał nowego otoczenia, ale był bardzo spokojny. Największą zagwozdką były dla niego lustra - miał świetną minę, kiedy oglądał swoje odbicie :) Spodobały mu się również bardzo chody boczne nad drągiem. W jedną  stronę szły mu bardzo dobrze, a w drugą miał problem. W związku z tym, swoim zwyczajem, koniecznie chciał cały czas przez niego przechodzić bokiem. Ostatecznie wymyśliłam nową formułę Okrążania: idziemy prawie całe koło, potem bokiem nad drągiem, a potem dalej koło.



Następnego dnia pogodna poprawiła się na tyle, że poszliśmy się bawić na tzw. górce - to dodatkowy padok, na którym jest całkiem sucho i nie ma błota. Wzięłam znów Dżamala i pojeździłam na nim trochę - było bardzo fajnie. Ania przywiozła samochodem podest, przetestowaliśmy też Wielką Zieloną Piłkę Parelli - mój koń bez problemu zaczął ją pchać, nawet w kłusie. Sięga mu do klatki piersiowej, więc idzie to bardzo sprawnie. Fryz potwornie bał się plandeki i Kasi zajęło ze 2 godziny, zanim zaczął w ogóle na nią wchodzić. Na koniec chwilę bawiłam się jeszcze z Dżamalem z ziemi, ale zaczął "odpalać wrotki", czyli nagle ni stąd, ni zowąd ruszał galopem, próbując wyszarpnąć mi linę. Ech... Już dawno tego nie robił. 
Na zdjęciu Mambula z piłką i Franek nad plandeką:




Ostatniego dnia była ładna pogoda i znów wybraliśmy się na górkę. Rano ćwiczyłam jazdę na beczce wg. filmu z Parelli Connect, na którym Linda pokazuje fajne symulacje. Kasia lepiej mnie ustawiła i wreszcie rozumiem jak dobrze zrobić Pchającego Pasażera i usiąść w Punkcie Równowagi (Balance Point)! Ćwiczenia wzbudziły ogólny entuzjazm i kilka osób zapisało się na następny kurs (Freestyle), bo tam będziemy robić tego więcej. Jurek był genialny i zbudował dla nas nawet bardziej rozbudowany symulator jazdy, czyli tzw. "Steady Eddie". Wygląda mniej więcej tak:


Po południu znów wzięłam Dżamala z zamiarem pojeżdżenia, jednak nie doszło to do skutku. Najpierw bawiłam się z nim z ziemi i wszystko było dobrze. Kiedy doszliśmy do skakania nad beczkami, jak zwykle się zaciął, ale ponieważ widziałam, że nie jest szczególnie przestraszony, a raczej nie bardzo się stara, poprosiłam go o więcej, podniosłam energię. Zaczęły się bunty i szarpanina, znów odpalał, tak, że obtarłam sobie rękę. Skoczył kilka razy bez większych problemów, ale potem przy okrążaniu jak tylko prosiłam go "postaraj się bardziej", pokazywał mi dobitnie, że nie zamierza tego dla mnie zrobić. Ogólnie byłam dosyć podłamana - nie wiem, czy zastosowałam odpowiednią strategię proszenia o więcej, może trzeba się było wycofać i wszystko robić powoli? Z drugiej strony wydaje mi się, że to było takie dominacyjne zachowanie: "nie będziesz mi mówiła, co mam robić". Innymi słowy dopóki wszystko jest na jego warunkach, to jest miło, a kiedy ja chcę nadać tempo zabawom, to już robi się bunt. Mam nadzieję, że w sobotę Kasia mi z tym pomoże.

Zdjęcia z warsztatów (będę dorzucać kolejne):


wtorek, kwietnia 09, 2013

Plakat

Jak już pisałam niedawno, w maju na Anka Rancho odbędą się warsztaty z Kasią Jasińską. Jeśli chcecie pomóc nam w rozreklamowaniu warsztatów, wydrukujcie poniższy plakat i powieście u siebie w stajni. Może więcej osób zainteresuje się naturalnym jeździectwem!

Plakat do pobrania: http://www.pnh.nazwa.pl/INSTRUCTOR/pliki/Ankaplakat.pdf

Kasia ogłosiła jednocześnie konkurs:

Uwaga KONKURS!
Do wygrania płyta DVD Parelli 

1. Wydrukuj i powieś plakat wiosennych Warsztatów PNH w swojej stajni.

2. Zrób zdjęcie komórką: siebie na tle plakatu wiszącego w stajni.

3. Wyślij do nas swoje zdjęcie wraz z adresem stajni, lub wstaw je jako komentarz.

Pierwsze 10 osób otrzyma Oryginalną płytę DVD Parelli oraz 10 % zniżkę na uczestnictwo Warsztatach!
Na wszystkich uczestników konkursu czekają cenne nagrody.

Zachęcam do wzięcia udziału :)

czwartek, kwietnia 04, 2013

Warsztaty na Anka Rancho

Już w maju na Anka Rancho odbędzie się cała seria warsztatów z Kasią Jasińską, 2* Parelli Instructor. Już się nie mogę doczekać :) Więcej informacji tutaj: http://ankarancho.pl/atrakcje.php Ja będę na pewno na wszystkich trzech, a z Dżamalem wezmę udział w ostatnich, czyli Freestyle L2/L3. Mam nadzieję, że da mi to dużo w kontekście jazdy.

Przypominam zdjęcia z warsztatów w zeszłym roku:


A tu parę zdjęć z wtorku, może jutro będę miała wenę, żeby napisać coś więcej.