poniedziałek, marca 30, 2009

A teraz z innej beczki

W sobotę udało mi się zdobyć beczkę do zabaw! Okazało się, że mają gdzieś w Sawance jedną nieużywaną. Była koszmarnie ciężka, ale Marcin ofiarnie zaniósł ją na padok, a potem jak zwykle poszedł bawić się z Rominą. W międzyczasie zrobił nam też masę zdjęć :)

Ejen był bardzo zainteresowany beczką, nowa zabawka przypadła mu chyba do gustu. Obgryzał ją, turlał i tupał po niej nogą.
Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09
Od Sawanka, 28.03.09
Od Sawanka, 28.03.09

Ćwiczyliśmy dziś przede wszystkim przeciskanie, między mną a beczką, mną a płotem i szło bardzo dobrze. Pod koniec nawet etap "turn and face" zaczął jako tako wychodzić. Ejen nei jest bardzo klaustrofobiczny, przeciskanie nie wywołuje w nim nadmiernych emocji. Próbowałam go jeszcze namówić do skakania przez beczkę, ale się nie udało.
Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09

Kiedy trochę zaczął się ruszać, znów podniosła mu się adrenalina i trochę mnie pociągał na linie. Jeszcze dziś mam mięśnie w rękach ponaciągane.
Od Sawanka, 28.03.09
Od Sawanka, 28.03.09
Od Sawanka, 28.03.09

Sideways nam nie wychodziło, circling w sumie też nie idealnie, ale uważam, że odesłanie się poprawiło. W dodatku po raz pierwszy, odkąd się bawimy, Ejen zaczął do mnie chętnie podchodzić, podtyka łeb do pieszczot i widać, że dobrze mu się stoi ze mną w środku koła.
Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09

Nie mam już problemów z podchodzeniem w jojo, zaczął też chyba bardziej mnie zauważać, czasem zada pytanie. Ogólnie widzę, że poprawia nam się relacja, a to o wiele ważniejsze niż to, jak dokładnie wychodzą poszczególne gry. Dziś zaufałam mu na tyle, żeby poćwiczyć bieganie z nim po ujeżdżalni. Dotychczas robiłam to tylko w stępie (plus zatrzymanie i cofanie), dziś spróbowałam kłusa. Przez pewien czas nie rozumiał o co chodzi, ale potem dało mi się zrobić w sumie dwa zakłusowania. Wbrew moim obawom koń na mnie nie wpadał ani nie zaczynał biegać jak opętany, kłusował grzecznie za mną.

Czarek (stajenny) mi dziś mówił, że lepiej się teraz Ejena prowadzi na pastwisko i do stajni, że już go nie przeciąga galopem przez padok. Cieszy mnie to bardzo, widzę w nim większe zmiany, niż u Fakira, a może po prostu w przypadku Fakira były one bardziej subtelne.

A tu moja fajna mina w jojo :)
Od Sawanka, 28.03.09

piątek, marca 27, 2009

Zabawy w błocie

W środę po drodze do stajni mieliśmy coraz mniej ciekawe miny. Padał śnieg, a właściwie była to zadymka, niebo buroszare, poprzedniego dnia spadł śnieg, który zdążył się już właściwie roztopić. Jak się można domyślać, ujeżdżalnia była w opłakanym stanie, błoto po kostki. Na szczęście wyszło słońce i pogoda zrobiła się całkiem przyjemna. Marcin wziął Ejena na padok, ale po tym, jak prawie zgubił buta w błocie, dał za wygraną (zresztą koń też z trudem wyciągał nogi z bagienka). Ja postanowiłam tak łatwo się nie zrażać, znalazłam względnie suchy cypelek na głównym placu (było zupełnie pusto, inni jeźdźcy albo wybrali się w teren,albo zrezygnowali z jazdy na widok wspaniałych warunków). Tego dnia wzięłam Ejena na długą linę (7 m), bo intuicja mi podpowiadała, że w ten sposób będzie mi łatwiej się z nim bawić. Chodziło mi o to, żeby nie próbować utrzymać go w miejscu za wszelką cenę, co bywa momentami dla niego trudne, tylko pozwolić na większy "dryf", z zachowaniem względnej kontroli. Zresztą jest to lina od p. Podkowy, znacznie lepszej jakości niż ta 3,7 m. Dodatkowo przywiozłam ze sobą zakupioną niedawno plandekę oraz carrota z przyczepioną do niego foliową torebką.

Najpierw bawiliśmy się w odczulanie na torebkę, czy też "flagę", jak to nazywa Linda. Poprzednim razem Ejen nie dawał się nią dotknąć i uciekał, teraz poszło nam lepiej, pod koniec mogłam go już głaskać po całym ciele. Nie był idealnie rozluźniony, ale też nie uciekał.

Potem wzięłam plandekę. O dziwo koń zupełnie się jej nie bał, był bardzo zainteresowany nową zabawką. Dałam mu powąchać złożoną jeszcze płachtę, potem zaczęłam rozwijać ją na ziemi, co wzbudziło jego ciekawość, wcale nie uciekał, próbował ją wziąć do pyska i podnieść z ziemi, a potem jeździł po niej nosem i chciał zjeść ją razem z błotem, które było pod spodem ;)

Po chwili eksploracji postanowiłam pobawić się z nim w circling, tak, żeby przy każdym okrążeniu miał szansę przebiec po plandece. Tu przydały mi się oglądane ostatnio filmiki z Savvy Clubu. Zastosowałam inną niż dotychczas metodę odesłania, czyli: 1-sza faza, 2-ga faza, 3-cia faza, 4-faza. Przerwa. I znów 1-sza faza, 2-ga faza, 3-cia faza, 4-faza. Wcześniej powtarzałam 4-tą fazę tak długo, aż koń ruszył nogi (czego zresztą uczą na L1). Muszę powiedzieć, że ta nowa metoda, podpatrzona u Pata, okazała się znacznie skuteczniejsza. Powtórzyłam tę sekwencję 3 czy 4 razy i potem Ejen już przy 1-wszej podnosił łeb i zaczynał gorączkowo myśleć, co by tu zrobić, a przy trzeciej ruszał na koło. Na plandekę nie wszedł ani razu, ale tupał po niej kopytem, demolował ją, zwijał i miętosił przednimi nogami, miał z tym chyba masę frajdy.

Po tym, jak zaczęłam czegoś od niego wymagać i zaczął się trochę ruszać, dostał zastrzyku adrenaliny i nagle wszystko wokół zrobiło się straszne, zaczął się denerwować i płoszyć. Raz prawie mi się wyrwał, więc stanęłam przy płocie i zaczęłam robić półkola. Ten koń ma jednak ciekawską naturę - za każdym razem, jak podchodził do ogrodzenia, tupał w nie nogą i chciał oglądać. Kiedy przełożył nogę przez drążek, przestałam mu na to pozwalać, bo bałam się, że sie zaklinuje. Półkola wychodziły nieźle, do momentu, aż zaplątał się w linę. Nagle zupełnie straciłam nad nim kontrolę, zaczął panikować i coraz bardziej się plątać, więc w końcu puściłam, żeby go nie przewrócić. Wyrwał galopem do przodu, zatrzymał się przy bramie, gdzie złapała go instruktorka. Muszę mieć jakieś strategie na radzenie sobie w takich sytuacjach... Może więcej friendly z liną?

W każdym razie wróciliśmy do półkoli (inspirowałam się filmem, gdzie Pat po raz pierwszy bawi się z Allurem) i przeszłam od nich płynnie do chodów bocznych. I to był strzał w dziesiątkę! Wcześniej sideways wychodził dosyć słabo, a tym razem poszło świetnie. Zostawiłam gdzieś carrota, więc działałam tylko liną na pysk i końcówką liny na zad i chodził ślicznie. Adrenalina cały czas dość wysoko, więc do wyjścia z padoku poszliśmy sobie bokiem, bryzgając wokół błotkiem. Przy wyjściu znów się podekscytował, więc resztę drogi do stajni pokonaliśmy tyłem. Też reagował znacznie lepiej niż ostatnio.

To była bardzo udana sesja mimo, że potem przez godzinę czyściłam siebie i sprzęt z błota. (fajne piegi miałam na twarzy...) Mam wrażenie, że Ejen jest bardziej kontaktowy, kiedy może się ruszać, namawianie go do stania w miejscu jest bez sensu, bo zmienia się szybko w szarpaninę. Na początku było to potrzebne, żeby wyrobić sobie jakąkolwiek komunikację. Teraz on już rozumie podstawowe sygnały, ja też mam pewność, że jestem w stanie go opanować i mogę sobie pozwolić na harce na długiej linie. Coś mi się widzi, że ten koń gdzieś w środku jest raczej Lewopółkulowym Ekstrawertykiem, który szybko się buzuje adrenaliną i wchodzi w prawą półkulę. Czuję, że już udało mi się złapać z nim kontakt i zrobiliśy kilka kroków w naszej wspólnej podróży. Olga (właścicielka) mówiła nawet, że da się go lonżować na kantarze, co wcześniej słabo wychodziło, bo się wyrywał. Trzymajcie za nas kciuki :)

czwartek, marca 26, 2009

Pat Parelli jest moim idolem

Kiedy zaczęłam przygodę z PNH, moim głównym źródłem wiedzy o naturalnym jeździectwie były artykuły za strony SPNH oraz portalu Konie i my. Na tyle takie podejście do koni mnie zaciekawiło, że zdobyłam płyty L1 i obejrzałam je z zapartym tchem. Nieco później udało mi się również obejrzeć L2. We wszystkich tych materiałach główną rolę gra Linda Parelli, którą podczas tej wspólnej podróży w świat PNH zdążyłam bardzo polubić. Zawsze trochę dziwiło mnie jej absolutne uwielbienie i podziw dla Pata Parellego, w końcu przecież jest jego żoną i sama od wielu lat bardzo dużo wnosi do jego programu, dzięki niej tysiące ludzi na świecie może w przystępny sposób nauczyć się wiele o końskiej psychologii. Czułam, że jest niedoceniana na tle showmena Pata.

Potem obejrzałam patterny, ale jakoś nie przemówiły do mnie do końca. Pat pokazywał, jak jego świetnie wytrenowane konie robią ciekawe rzeczy, ale nie zrobiło to na mnie wrażenia. Nadal szanowałam go jako świetnego horsemana, ale jego sposób bycia, kowbojskie powiedzonka itp. nie pozwalały mi go polubić. Ostatnio zapisałam się do Savvy Clubu i spędziłam długie godziny na oglądaniu filmów z Patem Parellim w roli głównej: pokazy, poradniki itp. "And it blew my mind", jakby to powiedziała Linda. Analiza jego pracy z końmi pozwoliła mi spojrzeć na PNH innym okiem. Oczywiście, uczenie się wszystkich etapów programu po kolei jest ważne i daje wskazówki jak postępować z koniem. Ale równie ważna jest intuicja i improwizacja. Pat nie przestrzega ściśle wszystkich zasad, wymienionych na L1 i L2. Działa pod wpływem chwili, wyczucia, dostosowuje się do zachowania konia, jego koniobowości itp. Oczywiście, on ma lata doświadczenia z setkami, jeśli nie tysiącami koni i jego intuicja jest nim poparta. Ale PNH nawet dla osoby tak początkującej jak ja nie powinno być tylko zbiorem reguł, rzemieślniczym powtarzaniem schematów, podejrzanych na płycie. Żeby mieć prawdziwe savvy, trzeba improwizować, eksperymentować, kierować się wyczuciem. I to jest teraz mój cel. Szacun dla Pata :)

piątek, marca 20, 2009

Zaliczenie L1

Byłam dziś u Fakira, żeby nagrać wreszcie film na zaliczenie L1 On line. Poprzednie nagranie okazało się niewłaściwe, ponieważ nie zawierało wymaganych elementów. Dlatego postanowiłam w końcu zapisać się do Savvy Club (mam nadzieję, że przez to nie zbankrutuję przy obecnym kursie dolara...). Musze powiedzieć, że mimo pewnego sceptycyzmu na początku, jestem bardzo zadowolona z tej decyzji. Na stronie jest masa materiałów, mogłoby być ich jeszcze więcej, zwłaszcza w temacie koniobowości, ale to i tak długie godziny oglądania i czytania. Można do każdego filmiku wracac po kilka razy, analizować, komentarze Lindy do pokazów Pata dały mi dużo do myślenia. Zresztą to działa na mnie jak motywator, zawsze jak obejrzę nowy filmik albo poczytam nowy artykuł, to czuję w sobie masę zapału, żeby się pobawić z koniem i wypróbować nowe idee oraz pomysły.

W każdym razie pojechałam dziś do Fakira. Na początku wszystko szło źle. Okazało się, że konie dostają paszę o 12, a nie o 13, jak myślałam, więc jak podeszłam do boksu, to zobaczyłam położone uszy i minę Fakira: "Odejdź od mojego jedzenia, bo marnie skończysz." Dodam, że on i jego koleżanka z boksu obok cały czas się straszyli i próbowali kopnąć przez ścianę. Poszłam więc się przebrać, a potem na halę, żeby wszystko przygotować. Okazało się, że 2 osoby lonżują tam konie, a wg. regulminu mogą być lonżowane tylko dwa na raz, więc nie ma dla mnie miejsca... Postanowiłam się nie załamywać, ustawiłam przeszkody do robienia ósemki (używam do tego postawionych pionowo plastykowych iksów pod cavaletti) i poszłam po konia. W międzyczasie skończył jeść, więc zastałam "uśmiechniętego", chętnego do zabawy Fakira, który marzy o tym, żeby wyjść ze mną z boksu. Mile zaskoczona nałożyłam mu halter i zaprowadziłam na halę (z przerwą na pasienie na suchych badylkach, które pozostały po zimie w miejsce trawy). A tam... pusto! Ani jednego konia. Byliśmy sami przez cały czas nagrywania filmiku :)

Od tego momentu wszystko szło już jak z płatka. Fakir nieziemsko skupiony, wyczulony na delikatne sygnały, robił wszystko bez zarzutu. Nie wiem, czy to on miał dobry dzień, czy też ja się czegoś przez ostatni miesiąc nauczyłam, w każdym razie jeszcze nigdy nam tak dobrze nie szła komunikacja. Ósemki wykonał wzorowo, tylko raz musiałam podnieść faze, a tak w zasadzie chodził sam. Przy chodach bocznych praktycznie nie zostawał zadem, co zazwyczaj mu się zdarzało. Koń - ideał :)


piątek, marca 13, 2009

Koniobowość Ejena

Postanowiłam wypełnić Horsenality Chart dla Ejena. Ma on wiele cech Prawopółkulowego Ekstrawertyka, ale również sporo Lewopółkulowego Ekstrawertyka i kilka Prawopółkulowego Introwertyka. Generalnie przez większośc czasu zachowuje się jak PPE, ale cały czas się zastanawiam (na podstawie kilku przesłanek), czy to nie jest po prostu bardzo niepewny siebie i przestraszony LPE. No cóż, zobaczymy co będzie dalej.

czwartek, marca 12, 2009

Krok po kroczku...

Wczoraj byłam znów u Ejena. Po drodze strasznie padało, ale na szczęście na miejscu była nie najgorsza pogoda. Planowałam ustawić na ujeżdżalni beczki, które wcześniej znalazłam, ale okazało się, że są używane jako beczki na śmieci :( W związku z tym postanowiłam po prostu pobawić się z nim na dużej ujeżdżalni, bo stoją tam jakieś przeszkody, belki itp., na tym małym padoku jest pusto i nie ma się czym bawić.

Tym razem Ejen był znacznie spokojniejszy, prawie się nie płoszył, choć nadal trudno mi było utrzymac jego uwagę. Wgapiał się w coś daleko, daleko przed nim i był tym tak zajęty, że nie zawsze chciał robić to, o co go prosiłam. Po pewnym czasie, kiedy było trochę lepiej, zdecydowała się zrobić circling. Nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, ale postanowiłam zaufać programowi i robić wszystkie gry po kolei. Okazało się, że Ejen bardzo spokojnie podszedł do tej gry, nie escytował się i nie próbował biegać. Chwilę zajęło mu załapanie o co chodzi - najpierw zrobiliśmy okrażanie bliskie, a potem dopiero dalekie. Co chwila się zatrzymywał, ale nie zadawał pytania, tylko wgapiał się w dal, więc go popędzałam, nie patrząc na niego. Dość łatwo było go przywołać przez odangażowanie zadu, ogólnie poszło nieźle.

Potem spróbowałam zgięć głowy, ale to go na tyle zaniepokoiło, że się spłoszył i prawie na mnie wbiegł. Na szczęście moja wcześniejsza z nim praca zaowocowała sporym szacunkiem do mojej strefy osobistej. Wystarczy, że zbiorę energię i on już wie, że ma nie podchodzić. Podoba mi się również to, że kiedy Ejen się płoszy, to wystarczy, że się zbiorę do machnięcia liną w jojo, a on już sam wie, że ma się cofnąć. Nie robi kroku do tyłu, ale podnosi łeb i tak jakby osiada na zadzie. Nauczył się, że moją reakcją na takie jego zachowanie jest ostre jojo i już sam się ustawia jak trzeba.

Doszłam do wniosku, że dobrze będzie mieć drugą strategię na opanowywanie jego chęci ucieczki i postanowiłam nauczyć go chodów bocznych. Dopóki miałam jego uwagę, szło nieźle. Na początek ustawiłam go przy płocie - nauczył się już, że driving za linią motoryczną oznacza ruch naprzód. Wyglądał na zainteresowanego tym, co robimy, był ciekaw, co teraz będzie i ZADAŁ MI PYTANIE! Zdarzyło się to pierwszy raz i byłam zachwycona. W ogóle w porównaniu z Fakirem on rzadko zadaje pytania i baaardzo rzadko przeżuwa, więc kiedy to robi, czuję się naprawdę nagrodzona.

Chody boczne w jedną stronę zrobił ładnie, nie zostawał z zadem tak, jak Fakir. Potem jednak kompletnie się rozproszył i chody boczne w drugą stronę szły opornie. Wróciłam więc do drivingu, ale też jakby przestał działać, bo koń za Chiny nie chciał odwrócić łba od przedmiotu zainteresowania gdzieś na horyzoncie. Po dłuższej walce udało mi się go na powrót skupić na sobie, pobawiliśmy się jeszcze w dotykanie nosem różnych rzeczy i wróciliśmy do stajni.

Z tym koniem będzie jeszcze masa pracy, byłam po tej sesji bardzo zmęczona, ale myślę, że powolutku zaczynamy do czegoś dochodzić. Nie jestem pewna, czy stosuję właściwe strategie, ale to się okaże po pewnym czasie. Wydaje mi się, że dużo się uczę, bo trzeba z nim pracować zupełnie inaczej niż z Fakirem.

poniedziałek, marca 09, 2009

Pattern: Touch it

Wczoraj mieliśmy kolejną sesję z Ejenem (zdjęcia są z przed dwóch tygodni). Najpierw bawił się z nim Marcin, a później ja przejęłam linę. Koń był mocno zdenerwowany, wiejący wiatr potęgował jego poczucie zagrożenia. Nie potrafił za bardzo ustać w miejscu. Cofanie pomagało tylko na chwilę, popróbowałam przestawiania zadu i przodu, działa całkiem nieźle. Ejen jest bardzo wrażliwy i ustępuje zadem nawet na sugestię. To duża odmiana w porównaniu z Fakirem, który odsuwał się raczej niechętnie i z łaską. Za to Fakir uczył się znacznie szybciej, podejrzewam, że między innymi dlatego, że był skupiony na mnie, a nie na lwach, czających się po krzakach ;) Nie jestem do końca pewna, jaką koniobowość ma Ejen. Wykazuje mnóstwo cech Prawopółkulowego Ekstrawertyka, ale często mi się wydaje, że kiedy się uspakaja, to jest bardziej Lewopółkulowym Ekstrawertykiem. Na przykład uwielbia wszystko brac do pyska, podczas friendly bierze linę i dokładnie ją przeżywa, przesuwając sobie w pysku. Lubi też gryźć carrota, ja mu wtedy robię friendly carrotem w pysku i on to chyba lubi, bardzo się na tym skupia.





Po 10 minutach, kiedy próbowałam Ejena jakoś uspokoić albo czymś zająć, uznałam, że to nie ma żadnego sensu. Jestem w stanie opanować jego chęć ucieczki i stratowania mnie, ale jego uwagi nie jestem w stanie utrzymać. W dodatku na tym padoku nic nie ma, a płot jest pod pastuchem - wyłączonym, ale koń i tak wie, że do płotu nie należy się zbliżać. Doszłam do wniosku, że może po prostu odprowadzę go do stajni, a po drodze spróbuję pobawić się w pattern "połóż na tym nos", jeśli się uda.



Na początek próbowaliśmy drivingu z trzeciej strefy. Koń był głęboko zaskoczony, że pukam go carrotem po grzbiecie, próbował znaleźć odpowiedź, cofał się, podchodził do mnie, zadawał pytanie... W końcu załapał, że chodzi o ruch do przodu. Wyprowadziłam do z padoku, tym razem nie spłoszył się przy wyjściu, co jest dużym krokiem do przodu. Prowadziłam go po dużej ujeżdżalni, robiąc przerwy na krótkie zabawy i cofanie, kiedy zaczynał się denerwować. W końcu doszłam do miejsca, gdzie były różne ciekawe rzeczy do obwąchania. Ejen był zachwycony! Podchodził do wskazanych skrzynek, wąchał, obgryzał, podnosił, przewracał i ogólnie maltretował. Wykazywał wiele własnej inwencji, ale byłam stanowcza i pozwalałam na zabawę tylko ze wskazanymi przedmiotami. Znów podnosił drągi i nosił je w pysku. Mogłam nawet dość precyzyjnie mu pokazać, o co mi chodzi, był zainteresowany "do czego teraz podejdziemy?". Zniknęło gdzieś napięcie i strach, głowa nisko, zupełnie inny koń! Byłam zaskoczona tą przemianą i dało mi to dużo do myślenia. Jeszcze nie wiem, jak to zinterpretować, ale na pewno będę się z nim często bawić w ten pattern. Mam wrażenie, że kiedy przekieruje się energię tego konia na coś konkretnego, to mamy nagle LPE zamiast PPE.



Potem wyszliśmy tyłem z ujeżdżalni, bez większych problemów, poszło lepiej niż z Fakirem, który bał się cofania przez wąskie przejścia. Użyłam drivingu, żeby go cofnąć i kiedy przy czwartej fazie pukałam go carrotem w pierś, koń był tym dość zaskoczony i tupał przednią nogą, jakby usiłował kopnąć carrota, czasem kopał tez tylnią. Wyraźnie w stronę carrota, nie mnie. Wydaje mi się, że było to zachowanie dominujące. Przy całym swoim panikarstwie i braku pewności siebie Ejen jest tak naprawdę koniem z tendencją do dominacji. How interesting...

Do stajni prowadziłam go okrężną drogą, ponieważ kiedy Ejen wie, że zaraz wraca do boksu, strasznie się ekscytuje. Dlatego staram się zmienic ten pattern, prowadzałam go z trzeciej strefy po podwórku, nawet zaczął się paść. W pobliżu wejścia do stajni zaczął trochę wariować, ale w końcu udało się go dość spokojnie wprowadzić do stajni.



Rozmawiałam też z ludźmi w Sawance, mam wrażenie, że pokładają duże nadzieje w naszych umijejętnościach. Mają tam bardzo problematycznego konia i jeśli uda nam się poradzić sobie z Ejenem, będą chcieli nam ją oddać w "trening". Z jednej strony bardzo bym chciała pracować z tą klaczą, wydaje się bardzo ciekawym koniem, ale z drugiej strony nie jestem pewna, czy dałabym sobie radę. Cóż, zobaczymy na przykładzie Ejena na ile moje umiejętności na coś takiego pozwolą.


sobota, marca 07, 2009

Kilka zdjęć Ejena

Czego ci dziwni ludzie ode mnie chcą?


Cofamy, cofamy... Przy tym koniu naprawdę doprowadzę moje jojo do perfekcji...


No już dobrze, dobrze, cofnę się. Ale ty jesteś uparta...

czwartek, marca 05, 2009

Zabawy z Ejenem

Tak jak obiecałam, opiszę poprzednią sesję z Ejenem, a przy okazji to, co robiliśmy w środę.

Zaczynając od niedzieli... Udąło nam się wreszcie trafić na ładną pogodę, błoto na ujeżdżalni prawie podeschło, nie było bardzo zimno i świeciło słońce. Najpierw Marcin jakiś czas się z nim pobawił, potem ja przejęłam linę. Muszę powiedzieć, że jeśli uda się skupić na sobie uwagę Ejena, to całkiem szybko się uczy. Ustępowanie od jeża idzie mu znacznie lepiej niż Fakirowi, któremu nie chciało się za bardzo ruszyć zadu. Dużo czasu poświęciłam na naukę ustępowania przodem, przyglądali się temu Sylwia z Maćkiem i śmiali się, że tak "walczę" z koiem, który generalnie bardzo starał się znaleźć odpowiedź, ale najlepiej bez poruszania nogami :) W końcu jednak uwało nam się zrozumieć i po chwili już od drugiej fazy ustępował przodem (ku zaskoczeniu widowni). Potem chwila zabawy na drugą stronę - niesamowite, że konia trzeba osobno uczyć każdej zabawy z obu stron!

Pobawiłam się z nim też chwilę w driving na przód, na początku nie rozumiał o co chodzi i musiałam kilka razy dojść do fazy czwartej. Staram się być stanowcza, bo podobno dla Fakira byłam zbyt delikatna i przez to mnie olewał. Trzeba przyznać, że nieźle podziałało i Ejen po kilku próbach ładnie ustępował. Potem chwila yoyo, ale później widownia zmarzła i skończyliśmy sesję.

W środę pogoda również była nienajgorsza, ale pojawiło się utrudnienie w postaci budowy hali. Cieszę się, że już niedługo będzie opcja ćwiczeń pod dachem, ale konie oczywiście wariowały na widok dziwacznego szkielety, dźwigu i strasznych odgłosów. Nawet spokojne, szkółkowe konie były mocno zaniepokojone, więc byłam ciekawa jak zareaguje Ejen.

Wzięłam go na ujeżdżalnię i prowadiłam raz bliżej hali, od hali (przybliżanie-oddalanie), przyglądał jej się z dużym przestrachem. Udało mi sięgo trochę uspokoić, mna tyle, że zaczął oglądać drągi na ujeżdżalni. jeden pomacał kopytkiem, potem chwilkę poobgryzał, a potem wział go do pyska i zaczął nosić :) Wyglądało to przezabawnie. Kolejny drąg turlał nogą. Widzę, że zaczyna się zachowywać jak Fakir pod tym względem. Nie wiem, czy to kwestia naturalnej ciekawościkońskiej, czy też to ja wyzwalam w nich takie instynkty ;)

Potem hala ewidentnie rzuciła się aby pożreć Ejena. Koń się totalnie spłoszył, próbowałam go wycofac, ale jeszcze bardziej go chyba przestraszyłam, bo się wyrwał i pobiegł w kierunku bramy ujeżdżalni. Tam dał się spokojnie złapać Marcinowi. Zaczęliśmy wycieczkę po padoku po raz kolejny...

Generalnie starałam się go cofać, kiedy zaczynał się niepokoić, szukałam jego "tresholdów" i tam pozwalałam mu się zatrzymać, pomyśleć, a jeśli to nei pomagało, bawiliśmy się chwilę, odangażowywałam zad, robiłam jeża. Tą metodą udało nam się przez trochę utrzymać spokój. Potem znów się spłoszył, ale tym razem udąło mi się go utrzymać. Przypomniały mi się wszystkie "savvy arrows", o których Linda tyle mówiła, a które przy lewopółkulowym koniu były mało przydatne. Kiedy się do mnie odwrócił zadem, najpierw instynktownie uciekłam, ale za drugim razem ściągnęłam końską głowę na siebie i byłam bezpieczna. Dzięki, Linda :)

Po zabawach porozmawiałam z instruktorką, która prowadziła w tym czasie jazdę na ujeżdżalni. Szczerze mówiąc byłam trochę podłamana, koń mi się wyrwał i był niespokojny, czułam, że sobie kiepsko poradziłam. Ale instruktorka była w szoku, że Ejen taki spokojny, ponoć jak na niego zachowywał się nad wyraz dobrze. How interesting...

Ciekawe, czy uda mi się na tyle ułożyć sobie relację z tym koniem, żeby mnabrał pewności siebie i nie reagował na wszystko tak nerwowo.

poniedziałek, marca 02, 2009

Dzieje się, dzieje...

Ostatnimi czasu dużo się dzieje w temacie końsko-naturalnym i nie miałam nawet kiedy pisać.

Po pierwsze, w piątek nagrałam filmik para-zaliczeniowy na L1 (tzn. Marcin nagrywał, a ja biegałam z carrot stickiem). Uczciłam w ten sposób nasz ostatni dzień z Fakirem. Już za nim troszkę tęsknię... Tutaj można go obejrzeć:
Film zaliczeniowy

Po drugie, w sobotę było spotkanie warszawskich naturalsów (a także lubelskich i kilku katowickich) :) Odbyło się w Tomaszewie pod Żyrardowem, w domu Małgosi Mentosowej. Było bardzo sympatycznie, pogoda dopisała, nastroje również. Poznałam wreszcie trochę osób w RL-u i forum przestało być takie anonimowe.

W niedzielę z kolei byłam u Ejena, ale o tym napiszę może jutro, bo dziś nie mam już siły.

Wszystkie zdjęcia można obejrzeć tu:
Zdjęcia ze spotkania naturalsów

A poniżej kilka wybranych:

Bawiliśmy się na ujeżdżalni w congo horses, mój koń był zdecydowanie dzikim, agresywnym ogierem i nie chciał współpracować.



Ale nie traciłam ducha.


Potem zostałam... hmm... strefą czwartą...


Bardzo spodobał mi się dom Małgosi. Biały z czerwoną dachówką, moje marzenie.


A w dodatku, z przylegająca do domu stajnią. Czy można chcieć więcej?


Nie zapominajmy o pięknej okolicy.