Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ejen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ejen. Pokaż wszystkie posty

piątek, kwietnia 17, 2009

Nowa twarz Ejena

Zacznę od podania linka do nowej strony społecznościowej Parellich: http://www.shareparelli.com/. Założyłam tam grupę Parelli Poland, żeby Polacy mieli tam również coś dla siebie.

A teraz coś o zabawach we wtorek. Ja wzięłam Ejena, a Marcin Rominę, więc było fajnie, bo każde z nas mogło się zajmować innym koniem. Postanowiłam pobawić się z Ejenem w innym miejscu niż zwykle, bo on ewidentnie boi się dalszej części ujeżdżalni, a ponieważ było akurat miejsce, to zostaliśmy przy samym wejściu, gdzie czuł się znacznie pewniej. Kiedy nie panikował, był zupełnie innym koniem, uważnym, reagującym na sygnały, myślącym. Bardzo dobrze mi się z nim pracowało. Myślę, że to jest klucz do relacji z tym koniem, zbudować zaufanie i przywództwo w miejscu dla niego bezpiecznym, a dopiero później zabierać go dalej, w miejsca, gdzie będzie musiał polegać na mnie jako swoim liderze.

Bawiliśmy się przede wszystkim w okrążanie. Szło mi znacznie lepiej niż z Fakirem, który nie cierpiał tej gry. Uczyliśmy się przejść w górę i w dół, raz nawet zagalopował, ale jeszcze nam to słabo wychodzi. Stępem chodzi bardzo ładnie, nawet kilka kółek, w kłusie rzadko udaje mu się utrzymać chód przez całe kółko. Za to kiedy zaczęłam robić przygotowanie do zmiany kierunku (czyli podchodzenie do mnie na sygnał), to wyszło bardzo fajnie.

Mam wrażenie, że dużo daje mu to, że pozwalam mu przychodzić do środka, kiedy zada pytanie i sam chce przyjść. Nie odganiam go, tylko głaszczę, pozwalam chwilkę postać, nie robię z tego problemu. Mam poczucie, że był mi za to wdzięczny i znajdował w tym środku prawdziwe poczucie bezpieczeństwa. To było bardzo fajne. Cieszę się, że Linda zawsze podkreśla ten aspekt budowania relacji, wydaje mi się to bardzo ważne.

Po zabawach zabrałam Ejena na trawkę. Podobało mi się to, że kiedy stał równolegle do mnie i czułam, że trochę na mnie włazi, poruszyłam leciutko liną w kierunku jego zadu, a on błyskawicznie schował zad, nie przerywając jedzenia (wcześniej ćwiczyliśmy "hind your hiney"). Chyba zaczynam mieć u tego konia szacunek. Ponieważ Olga prosiła, żeby mu schłodzić mocno nogi, postanowiłam wprowadzić go do stawu (hehe, takie pójście na łatwiznę), żeby się pomoczył. Na początku się trochę bał, więc pozwoliłam mu na wycofanie się, zrobiłam trochę przeciskania między mną a stawem. Moje odesłanie się bardzo poprawiło, po całej sesji CG działało naprawdę dobrze. W końcu Ejen odważył się wejść do stawu i po kilku wejściach i wyjściach bardzo mu się spodobało, wlazł aż po brzuch, chlapał nóżką, było sympatycznie.

Marcin bawił się z Rominą na wolności. Udało mu się doprowadzić do tego, że klacz chodziła za nim z własnej woli po padoku. To w jej przypadku duże osiągnięcie. Ja chyba nie jestem tak ambitna i będę z nią szła zodnie z programem, czyli będę budować naszą relację na linie. Pewnie taki początek na wolności byłby lepszy, ale nie czuję się na siłach.

niedziela, kwietnia 05, 2009

Romina

Zrobiliśmy dziś parę zdjęć Rominy. Wiola powiedziała, że możemy się z nią zacząć bawić i zobaczyć, jak nam idzie. Romina jest na sprzedaż i to w naszym zakresie cenowym, więc kto wie... Rozmawiałam o niej z Joasią (instruktorką) i ona twierdzi, że jest to klacz niezwykle inteligentna, uważna i skupiona, ma szacunek do człowieka, ale jest przy tym niesamowicie wrażliwa. Wiola chce ją sprzedać, ponieważ nie za bardzo da się na niej jeździć, ponosi, wariuje itp. Póki co trenuje z nią sawankowy trener (były członek kadry olimpijskiej, z tego co słyszałam) - zdaje sie, że tylko on sobie z nią jako tako radzi. Ostatnio zmienili jej ogłowie na hackamore i ponoć od razu lepiej się z nią pracuje. Jestem bardzo ciekawa, jak nam będzie z nią szło, Marcinowi Romina się strasznie podoba. Ja nie jestem pewna, czy będę potrafiła być wystarczająco delikatna i wycofana jak na jej potrzeby (wydaje mi się, że jest RBI), ale zobaczymy. Ma wrażenie, że to szalenie ciekawy koń.

Od Sawanka 05.04.09

Od Sawanka 05.04.09

Od Sawanka 05.04.09

Od Sawanka 05.04.09

Od Sawanka 05.04.09

Dziś znów rozwaliłam sobie dłoń, bawiąc się z Ejenem, tym razem na samym końcu. Przez całą sesję udało mi się powstrzymać odruch zaciskania ręki, raz nawet puściłam linę, kiedy wyrwał się wyjątkowo mocno, ale ponieważ byłam na zamkniętym padoku, to zaraz go złapałam i nie było problemu. Kiedy już wracaliśmy do stajni, zagapiłam się przy wychodzeniu z małego padoku i koń wyrwał jak strzała do przodu. Na dużej ujeżdżalni jeździł ktoś na lonży i przestraszyłam się, że koń może się spłoszyć i będzie problem, dlatego rozpaczliwie złapałam linę. Było to zupełnie bez sensu, ponieważ Ejen zdążył już nabrać pędu w galopie i nie miałam najmniejszych szans, a rękę sobie mocno przytarłam. Cóż - "learn burn", jak mawia Linda. Pozytywne było to, że zatrzymał się przed Olą, która poszła go złapać, a pędził na nią pełnym galopem. Była bardzo zaskoczona, ponoć zazwyczaj w takich sytuacjach przebiegał po człowieku.

Reszta zabaw przebiegła nieco lepiej. Ćwiczyliśmy dziś znów wchodzenie do hali i Ejen już parę razy do niej wszedł, po czym szybko wyszedł. Skończyłam zabawę, kiedy wydawał mi się względnie spokojny i poszliśmy dalej. Był dziś wyjątkowo rozproszony, bardzo łatwo tracił koncentrację i nawet nie za bardzo chciał się bawić w "dotknij nosem", co zazwyczaj lubi. Bardzo starałam się prowadzić go z zachowaniem szacunku dla jego barier, na plac dotarliśmy w lewej półkuli, było naprawdę nieźle.

Niestety potem jak zwykle zaczęła się włączać prawa półkula. Było mi trudno utrzymać jego uwagę, wciąż się wyrywał, robił "odkurzacz", intensywne cofanie nic nie pomagało. Chciałam pobawić się z nim w ósemki i to przez pewien czas skupiło jego uwagę, zaraz potem skończyłam zabawę i wtedy właśnie mi się wyrwał. Z ósemkami szło nienajgorzej, na początku kompletnie nie łapał, o co mi chodzi, ale w końcu zrobił jedną względną ósemkę i na tym zakończyłam. Niestety, on większośc sygnałów traktuje jak prośbę o ruch do tyłu (poza odesłaniem, które zazwyczaj działa nienajgorzej), to pewnie moja wina, bo bardzo często go cofam. Cóż, w obecnej sytuacji chyba nic nie potrafię na to poradzić.

Okazało się również, że straciłam friendly z savvy stringiem. Długi czas zajęło mi ponowne pokazanie Ejenowi, że zarzucanie stringa przy odpowiedniej mowie ciała nie oznacza ruchu naprzód, a prośbę o rozluźnienie. Zwłaszcza, że jak tylo szedł do przodu, to zaczynał się nakręcać... Paranoja. W każdym razie kiedy już stał spokojnie, zaczął przejawiać tendencję introwertyczną, stał blisko mnie (a kiedy go odsuwałam, to zaraz znów podchodził), ale nie chodziło o brak szacunku, tylko o niepewność. Trzymał głowę nisko, jaby chciał się we mnie wtulić i schować przed światem, ale mrugał, więc nie było bardzo źle. Potem położył mi głowę na ramieniu - mam wrażenie, że to też była chęć zbicia się w stado i ukrycia. Trochę FG pozwoliło mu się chyba z tego otrząsnąć.

Mam momentami wrażenie, że ten koń mnie przerasta. Czasem jest lewopółkulowy i ciekawski, ale bardzo szybko przechodzi w prawą półkulę i jest szalenie trudno go sprowadzić z powrotem. Potrafi się cofać, nadal nie myśląc. Jak było dziś widać, czasem z kolei zmienia się w prawopółkulowego introwertyka. Jest strasznie skomplikowany, ma duże problemy z emocjami i pewnością siebie. Coś tam mi się udało z nim zdziałać, znacznie częściej przeżuwa, jak jest w lewej półkuli to nieźle się ze mną synchronizuje - kiedy go prowadzę, cofa nogę wtedy, kiedy ja. Ale nadal mam z nim duże problemy.

środa, kwietnia 01, 2009

Pierwszy słoneczny dzień

Bardzo często po tym, jak kończę się bawić z Ejenem, mam poczucie, że wiele rzeczy mi nie wyszło i nie jestem z siebie do końca zadowolona. Po paru godzinach jednak, kiedy analizuję dokładnie nasze zabawy. dochodzę zazwyczaj do wniosku, że kilka rzeczy nam się udało, że w zasadzie to nie jest tak źle. Tak było i tym razem.

Dzień był dziś piękny, słoneczko, cieplutko. Zabrałam Ejena na oględziny nowo wybudowanej hali, chcę go z nią oswoić, żeby dało się z nim spokojnie wchodzić do środka. Zaczęłam od chwil przybliżania-oddalania, potem dotykaliśmy hali z zewnątrz nosem, później zaś robiłam squeeze pomiędzy mną a halą. Najpierw musiałam stać dość daleko, ale potem Ejen nabrał pewności siebie i mogłam już stać blisko. Później trochę okrążania, nadal pomiędzy mną a halą. Po kilku ładnych przejściach koło hali, dałam mu chwilę spokoju. Stał dość długo, w końcu opuścił głowę i zaczął przeżuwać, co trwało też dłuższą chwilę. Próbowałam go namówić do wejścia do środka, ale weszła tylko głowa ;) . Był jednak całkiem zainteresowany halą, obwąchiwał dokładnie wejście i próg, także myślę, że jeszcze kilka razy się tak pobawimy i wchodzenie do hali nie będzie problemem. Stajenny, który nam się przyglądał orzekł, że mam do tego konia świętą cierpliwość. PNH uczy takiego podejścia, kiedyś nie potrafiłam być nawet w połowie tak cierpliwa :)

Kiedy analizuję ten fragment naszych zabaw, to widzę, że Ejen coraz bardziej mi ufa i coraz bardziej zwraca na mnie uwagę, mamy lepszy kontakt, jest na mnie bardziej wyczulony. Kiedy zrobi coś dobrze, podchodzi do mnie. Kiedy się zdenerwuje, a ja go głaszczę carrotem, to się trochę uspakaja, opuszcza głowę. Mam wrażenie, że powolutku zaczyna mnie traktować jak swojego lidera.

Później poszliśmy na ujeżdżalnię i postanowiłam popracować trochę nad jego tresholdami. On bardzo się boi gospodarstwa, które widać zaraz za płotem ujeżdżalni i denerwuje się za każdym razem, kiedy idziemy się bawić w tej okolicy. W związku z tym prowadziłam go z trzeciej strefy i uważnie patrzyłam na oznaki wahania i strachu. Kiedy tylko widziałam, że dotarliśmy do jego granicy, zatrzymywałam się i czekałam chwilę. Jeśli zaniepokojenie mijało, szliśmy dalej, jeśli nie, bawiłam się z nim chwilę. To wychodziło różnie, ponieważ on miał cały czas ochotę uciec i ruszanie jego nóg podrywało go trochę do biegu. Raz czy dwa prawie mi się wyrwał. Nie mogę się nauczyć odruchowego otwierania dłoni w takich sytuacjach ("hands that open quickly and close slowly"), instynktownie łapię mocno linę i wtedy on mnie szarpie - dziś pościerałam sobie ręce. Dwa razy udało mi się opanować ten odruch i otworzyć rękę, kiedy się spłoszył (u niego przybiera to postać odskakiwania ode mnie tyłem, w sensie pyskiem w moją stronę, coś w stylu odsadzania się) - wtedy odskoczył kawałek i sam z siebie się zatrzymał, zero szarpnięcia. Jeśli uda mi się tak robić za każym razem, to powinno to pomóc z tym problemem (przynajmniej częściowo).

Bawiliśmy się też w przeskakiwanie nad kilkoma drągami, ułożonymi w stosik. Ejen szybko zrozumiał o co chodzi, po skoku się strasznie ekscytował, ale wtedy szybko odangażowywałam zad i głaskałam. Za trzecim przejściem zrobił to pewnie i bez emocji. Niestety ładnie wychodziło to tylko w jedną stronę, w drugą nie chciał skakać. Next time.

Do końca dzisiejszej sesji nie udało mi się doprowadzić do tego, żeby Ejen przestał się bać straszliwego gospodarstwa za płotem. Myślę jednak, że robimy postępy. Zabawy z halą i respektowanie jego granic chyba pokazały mu, że może mi zaufać, że nie będę go siłą przepychać przez trudne dla niego sytuacje. Dziś przeżuwał znacznie więcej niż podczas wszystkich naszych zabaw i kiedy go głaskałam carrotem, trochę się rozluźniał. Wydaje mi się, że to duży krok do przodu w naszej relacji. Podoba mi się to, że ten koń reaguje na sygnały znacznie lepiej niż Fakir, staram się stosować delikatne fazy i one zazwyczaj wystarczają. Jedyny problem to taki, żeby uznał mnie za przywódcę, któremu może zaufać. Myślę, że kiedy to się stanie, wiele problemów z jego płochliwością powinno minąć. Wygląda mi na konia, który nie jest płochliwy z natury, po prostu nie ma oparcia ani w ludziach, ani w innych koniach i często czuje, że to on musi dbać o własne bezpieczeństwo.

poniedziałek, marca 30, 2009

A teraz z innej beczki

W sobotę udało mi się zdobyć beczkę do zabaw! Okazało się, że mają gdzieś w Sawance jedną nieużywaną. Była koszmarnie ciężka, ale Marcin ofiarnie zaniósł ją na padok, a potem jak zwykle poszedł bawić się z Rominą. W międzyczasie zrobił nam też masę zdjęć :)

Ejen był bardzo zainteresowany beczką, nowa zabawka przypadła mu chyba do gustu. Obgryzał ją, turlał i tupał po niej nogą.
Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09
Od Sawanka, 28.03.09
Od Sawanka, 28.03.09

Ćwiczyliśmy dziś przede wszystkim przeciskanie, między mną a beczką, mną a płotem i szło bardzo dobrze. Pod koniec nawet etap "turn and face" zaczął jako tako wychodzić. Ejen nei jest bardzo klaustrofobiczny, przeciskanie nie wywołuje w nim nadmiernych emocji. Próbowałam go jeszcze namówić do skakania przez beczkę, ale się nie udało.
Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09

Kiedy trochę zaczął się ruszać, znów podniosła mu się adrenalina i trochę mnie pociągał na linie. Jeszcze dziś mam mięśnie w rękach ponaciągane.
Od Sawanka, 28.03.09
Od Sawanka, 28.03.09
Od Sawanka, 28.03.09

Sideways nam nie wychodziło, circling w sumie też nie idealnie, ale uważam, że odesłanie się poprawiło. W dodatku po raz pierwszy, odkąd się bawimy, Ejen zaczął do mnie chętnie podchodzić, podtyka łeb do pieszczot i widać, że dobrze mu się stoi ze mną w środku koła.
Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09

Od Sawanka, 28.03.09

Nie mam już problemów z podchodzeniem w jojo, zaczął też chyba bardziej mnie zauważać, czasem zada pytanie. Ogólnie widzę, że poprawia nam się relacja, a to o wiele ważniejsze niż to, jak dokładnie wychodzą poszczególne gry. Dziś zaufałam mu na tyle, żeby poćwiczyć bieganie z nim po ujeżdżalni. Dotychczas robiłam to tylko w stępie (plus zatrzymanie i cofanie), dziś spróbowałam kłusa. Przez pewien czas nie rozumiał o co chodzi, ale potem dało mi się zrobić w sumie dwa zakłusowania. Wbrew moim obawom koń na mnie nie wpadał ani nie zaczynał biegać jak opętany, kłusował grzecznie za mną.

Czarek (stajenny) mi dziś mówił, że lepiej się teraz Ejena prowadzi na pastwisko i do stajni, że już go nie przeciąga galopem przez padok. Cieszy mnie to bardzo, widzę w nim większe zmiany, niż u Fakira, a może po prostu w przypadku Fakira były one bardziej subtelne.

A tu moja fajna mina w jojo :)
Od Sawanka, 28.03.09

piątek, marca 27, 2009

Zabawy w błocie

W środę po drodze do stajni mieliśmy coraz mniej ciekawe miny. Padał śnieg, a właściwie była to zadymka, niebo buroszare, poprzedniego dnia spadł śnieg, który zdążył się już właściwie roztopić. Jak się można domyślać, ujeżdżalnia była w opłakanym stanie, błoto po kostki. Na szczęście wyszło słońce i pogoda zrobiła się całkiem przyjemna. Marcin wziął Ejena na padok, ale po tym, jak prawie zgubił buta w błocie, dał za wygraną (zresztą koń też z trudem wyciągał nogi z bagienka). Ja postanowiłam tak łatwo się nie zrażać, znalazłam względnie suchy cypelek na głównym placu (było zupełnie pusto, inni jeźdźcy albo wybrali się w teren,albo zrezygnowali z jazdy na widok wspaniałych warunków). Tego dnia wzięłam Ejena na długą linę (7 m), bo intuicja mi podpowiadała, że w ten sposób będzie mi łatwiej się z nim bawić. Chodziło mi o to, żeby nie próbować utrzymać go w miejscu za wszelką cenę, co bywa momentami dla niego trudne, tylko pozwolić na większy "dryf", z zachowaniem względnej kontroli. Zresztą jest to lina od p. Podkowy, znacznie lepszej jakości niż ta 3,7 m. Dodatkowo przywiozłam ze sobą zakupioną niedawno plandekę oraz carrota z przyczepioną do niego foliową torebką.

Najpierw bawiliśmy się w odczulanie na torebkę, czy też "flagę", jak to nazywa Linda. Poprzednim razem Ejen nie dawał się nią dotknąć i uciekał, teraz poszło nam lepiej, pod koniec mogłam go już głaskać po całym ciele. Nie był idealnie rozluźniony, ale też nie uciekał.

Potem wzięłam plandekę. O dziwo koń zupełnie się jej nie bał, był bardzo zainteresowany nową zabawką. Dałam mu powąchać złożoną jeszcze płachtę, potem zaczęłam rozwijać ją na ziemi, co wzbudziło jego ciekawość, wcale nie uciekał, próbował ją wziąć do pyska i podnieść z ziemi, a potem jeździł po niej nosem i chciał zjeść ją razem z błotem, które było pod spodem ;)

Po chwili eksploracji postanowiłam pobawić się z nim w circling, tak, żeby przy każdym okrążeniu miał szansę przebiec po plandece. Tu przydały mi się oglądane ostatnio filmiki z Savvy Clubu. Zastosowałam inną niż dotychczas metodę odesłania, czyli: 1-sza faza, 2-ga faza, 3-cia faza, 4-faza. Przerwa. I znów 1-sza faza, 2-ga faza, 3-cia faza, 4-faza. Wcześniej powtarzałam 4-tą fazę tak długo, aż koń ruszył nogi (czego zresztą uczą na L1). Muszę powiedzieć, że ta nowa metoda, podpatrzona u Pata, okazała się znacznie skuteczniejsza. Powtórzyłam tę sekwencję 3 czy 4 razy i potem Ejen już przy 1-wszej podnosił łeb i zaczynał gorączkowo myśleć, co by tu zrobić, a przy trzeciej ruszał na koło. Na plandekę nie wszedł ani razu, ale tupał po niej kopytem, demolował ją, zwijał i miętosił przednimi nogami, miał z tym chyba masę frajdy.

Po tym, jak zaczęłam czegoś od niego wymagać i zaczął się trochę ruszać, dostał zastrzyku adrenaliny i nagle wszystko wokół zrobiło się straszne, zaczął się denerwować i płoszyć. Raz prawie mi się wyrwał, więc stanęłam przy płocie i zaczęłam robić półkola. Ten koń ma jednak ciekawską naturę - za każdym razem, jak podchodził do ogrodzenia, tupał w nie nogą i chciał oglądać. Kiedy przełożył nogę przez drążek, przestałam mu na to pozwalać, bo bałam się, że sie zaklinuje. Półkola wychodziły nieźle, do momentu, aż zaplątał się w linę. Nagle zupełnie straciłam nad nim kontrolę, zaczął panikować i coraz bardziej się plątać, więc w końcu puściłam, żeby go nie przewrócić. Wyrwał galopem do przodu, zatrzymał się przy bramie, gdzie złapała go instruktorka. Muszę mieć jakieś strategie na radzenie sobie w takich sytuacjach... Może więcej friendly z liną?

W każdym razie wróciliśmy do półkoli (inspirowałam się filmem, gdzie Pat po raz pierwszy bawi się z Allurem) i przeszłam od nich płynnie do chodów bocznych. I to był strzał w dziesiątkę! Wcześniej sideways wychodził dosyć słabo, a tym razem poszło świetnie. Zostawiłam gdzieś carrota, więc działałam tylko liną na pysk i końcówką liny na zad i chodził ślicznie. Adrenalina cały czas dość wysoko, więc do wyjścia z padoku poszliśmy sobie bokiem, bryzgając wokół błotkiem. Przy wyjściu znów się podekscytował, więc resztę drogi do stajni pokonaliśmy tyłem. Też reagował znacznie lepiej niż ostatnio.

To była bardzo udana sesja mimo, że potem przez godzinę czyściłam siebie i sprzęt z błota. (fajne piegi miałam na twarzy...) Mam wrażenie, że Ejen jest bardziej kontaktowy, kiedy może się ruszać, namawianie go do stania w miejscu jest bez sensu, bo zmienia się szybko w szarpaninę. Na początku było to potrzebne, żeby wyrobić sobie jakąkolwiek komunikację. Teraz on już rozumie podstawowe sygnały, ja też mam pewność, że jestem w stanie go opanować i mogę sobie pozwolić na harce na długiej linie. Coś mi się widzi, że ten koń gdzieś w środku jest raczej Lewopółkulowym Ekstrawertykiem, który szybko się buzuje adrenaliną i wchodzi w prawą półkulę. Czuję, że już udało mi się złapać z nim kontakt i zrobiliśy kilka kroków w naszej wspólnej podróży. Olga (właścicielka) mówiła nawet, że da się go lonżować na kantarze, co wcześniej słabo wychodziło, bo się wyrywał. Trzymajcie za nas kciuki :)

piątek, marca 13, 2009

Koniobowość Ejena

Postanowiłam wypełnić Horsenality Chart dla Ejena. Ma on wiele cech Prawopółkulowego Ekstrawertyka, ale również sporo Lewopółkulowego Ekstrawertyka i kilka Prawopółkulowego Introwertyka. Generalnie przez większośc czasu zachowuje się jak PPE, ale cały czas się zastanawiam (na podstawie kilku przesłanek), czy to nie jest po prostu bardzo niepewny siebie i przestraszony LPE. No cóż, zobaczymy co będzie dalej.

czwartek, marca 12, 2009

Krok po kroczku...

Wczoraj byłam znów u Ejena. Po drodze strasznie padało, ale na szczęście na miejscu była nie najgorsza pogoda. Planowałam ustawić na ujeżdżalni beczki, które wcześniej znalazłam, ale okazało się, że są używane jako beczki na śmieci :( W związku z tym postanowiłam po prostu pobawić się z nim na dużej ujeżdżalni, bo stoją tam jakieś przeszkody, belki itp., na tym małym padoku jest pusto i nie ma się czym bawić.

Tym razem Ejen był znacznie spokojniejszy, prawie się nie płoszył, choć nadal trudno mi było utrzymac jego uwagę. Wgapiał się w coś daleko, daleko przed nim i był tym tak zajęty, że nie zawsze chciał robić to, o co go prosiłam. Po pewnym czasie, kiedy było trochę lepiej, zdecydowała się zrobić circling. Nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, ale postanowiłam zaufać programowi i robić wszystkie gry po kolei. Okazało się, że Ejen bardzo spokojnie podszedł do tej gry, nie escytował się i nie próbował biegać. Chwilę zajęło mu załapanie o co chodzi - najpierw zrobiliśmy okrażanie bliskie, a potem dopiero dalekie. Co chwila się zatrzymywał, ale nie zadawał pytania, tylko wgapiał się w dal, więc go popędzałam, nie patrząc na niego. Dość łatwo było go przywołać przez odangażowanie zadu, ogólnie poszło nieźle.

Potem spróbowałam zgięć głowy, ale to go na tyle zaniepokoiło, że się spłoszył i prawie na mnie wbiegł. Na szczęście moja wcześniejsza z nim praca zaowocowała sporym szacunkiem do mojej strefy osobistej. Wystarczy, że zbiorę energię i on już wie, że ma nie podchodzić. Podoba mi się również to, że kiedy Ejen się płoszy, to wystarczy, że się zbiorę do machnięcia liną w jojo, a on już sam wie, że ma się cofnąć. Nie robi kroku do tyłu, ale podnosi łeb i tak jakby osiada na zadzie. Nauczył się, że moją reakcją na takie jego zachowanie jest ostre jojo i już sam się ustawia jak trzeba.

Doszłam do wniosku, że dobrze będzie mieć drugą strategię na opanowywanie jego chęci ucieczki i postanowiłam nauczyć go chodów bocznych. Dopóki miałam jego uwagę, szło nieźle. Na początek ustawiłam go przy płocie - nauczył się już, że driving za linią motoryczną oznacza ruch naprzód. Wyglądał na zainteresowanego tym, co robimy, był ciekaw, co teraz będzie i ZADAŁ MI PYTANIE! Zdarzyło się to pierwszy raz i byłam zachwycona. W ogóle w porównaniu z Fakirem on rzadko zadaje pytania i baaardzo rzadko przeżuwa, więc kiedy to robi, czuję się naprawdę nagrodzona.

Chody boczne w jedną stronę zrobił ładnie, nie zostawał z zadem tak, jak Fakir. Potem jednak kompletnie się rozproszył i chody boczne w drugą stronę szły opornie. Wróciłam więc do drivingu, ale też jakby przestał działać, bo koń za Chiny nie chciał odwrócić łba od przedmiotu zainteresowania gdzieś na horyzoncie. Po dłuższej walce udało mi się go na powrót skupić na sobie, pobawiliśmy się jeszcze w dotykanie nosem różnych rzeczy i wróciliśmy do stajni.

Z tym koniem będzie jeszcze masa pracy, byłam po tej sesji bardzo zmęczona, ale myślę, że powolutku zaczynamy do czegoś dochodzić. Nie jestem pewna, czy stosuję właściwe strategie, ale to się okaże po pewnym czasie. Wydaje mi się, że dużo się uczę, bo trzeba z nim pracować zupełnie inaczej niż z Fakirem.

poniedziałek, marca 09, 2009

Pattern: Touch it

Wczoraj mieliśmy kolejną sesję z Ejenem (zdjęcia są z przed dwóch tygodni). Najpierw bawił się z nim Marcin, a później ja przejęłam linę. Koń był mocno zdenerwowany, wiejący wiatr potęgował jego poczucie zagrożenia. Nie potrafił za bardzo ustać w miejscu. Cofanie pomagało tylko na chwilę, popróbowałam przestawiania zadu i przodu, działa całkiem nieźle. Ejen jest bardzo wrażliwy i ustępuje zadem nawet na sugestię. To duża odmiana w porównaniu z Fakirem, który odsuwał się raczej niechętnie i z łaską. Za to Fakir uczył się znacznie szybciej, podejrzewam, że między innymi dlatego, że był skupiony na mnie, a nie na lwach, czających się po krzakach ;) Nie jestem do końca pewna, jaką koniobowość ma Ejen. Wykazuje mnóstwo cech Prawopółkulowego Ekstrawertyka, ale często mi się wydaje, że kiedy się uspakaja, to jest bardziej Lewopółkulowym Ekstrawertykiem. Na przykład uwielbia wszystko brac do pyska, podczas friendly bierze linę i dokładnie ją przeżywa, przesuwając sobie w pysku. Lubi też gryźć carrota, ja mu wtedy robię friendly carrotem w pysku i on to chyba lubi, bardzo się na tym skupia.





Po 10 minutach, kiedy próbowałam Ejena jakoś uspokoić albo czymś zająć, uznałam, że to nie ma żadnego sensu. Jestem w stanie opanować jego chęć ucieczki i stratowania mnie, ale jego uwagi nie jestem w stanie utrzymać. W dodatku na tym padoku nic nie ma, a płot jest pod pastuchem - wyłączonym, ale koń i tak wie, że do płotu nie należy się zbliżać. Doszłam do wniosku, że może po prostu odprowadzę go do stajni, a po drodze spróbuję pobawić się w pattern "połóż na tym nos", jeśli się uda.



Na początek próbowaliśmy drivingu z trzeciej strefy. Koń był głęboko zaskoczony, że pukam go carrotem po grzbiecie, próbował znaleźć odpowiedź, cofał się, podchodził do mnie, zadawał pytanie... W końcu załapał, że chodzi o ruch do przodu. Wyprowadziłam do z padoku, tym razem nie spłoszył się przy wyjściu, co jest dużym krokiem do przodu. Prowadziłam go po dużej ujeżdżalni, robiąc przerwy na krótkie zabawy i cofanie, kiedy zaczynał się denerwować. W końcu doszłam do miejsca, gdzie były różne ciekawe rzeczy do obwąchania. Ejen był zachwycony! Podchodził do wskazanych skrzynek, wąchał, obgryzał, podnosił, przewracał i ogólnie maltretował. Wykazywał wiele własnej inwencji, ale byłam stanowcza i pozwalałam na zabawę tylko ze wskazanymi przedmiotami. Znów podnosił drągi i nosił je w pysku. Mogłam nawet dość precyzyjnie mu pokazać, o co mi chodzi, był zainteresowany "do czego teraz podejdziemy?". Zniknęło gdzieś napięcie i strach, głowa nisko, zupełnie inny koń! Byłam zaskoczona tą przemianą i dało mi to dużo do myślenia. Jeszcze nie wiem, jak to zinterpretować, ale na pewno będę się z nim często bawić w ten pattern. Mam wrażenie, że kiedy przekieruje się energię tego konia na coś konkretnego, to mamy nagle LPE zamiast PPE.



Potem wyszliśmy tyłem z ujeżdżalni, bez większych problemów, poszło lepiej niż z Fakirem, który bał się cofania przez wąskie przejścia. Użyłam drivingu, żeby go cofnąć i kiedy przy czwartej fazie pukałam go carrotem w pierś, koń był tym dość zaskoczony i tupał przednią nogą, jakby usiłował kopnąć carrota, czasem kopał tez tylnią. Wyraźnie w stronę carrota, nie mnie. Wydaje mi się, że było to zachowanie dominujące. Przy całym swoim panikarstwie i braku pewności siebie Ejen jest tak naprawdę koniem z tendencją do dominacji. How interesting...

Do stajni prowadziłam go okrężną drogą, ponieważ kiedy Ejen wie, że zaraz wraca do boksu, strasznie się ekscytuje. Dlatego staram się zmienic ten pattern, prowadzałam go z trzeciej strefy po podwórku, nawet zaczął się paść. W pobliżu wejścia do stajni zaczął trochę wariować, ale w końcu udało się go dość spokojnie wprowadzić do stajni.



Rozmawiałam też z ludźmi w Sawance, mam wrażenie, że pokładają duże nadzieje w naszych umijejętnościach. Mają tam bardzo problematycznego konia i jeśli uda nam się poradzić sobie z Ejenem, będą chcieli nam ją oddać w "trening". Z jednej strony bardzo bym chciała pracować z tą klaczą, wydaje się bardzo ciekawym koniem, ale z drugiej strony nie jestem pewna, czy dałabym sobie radę. Cóż, zobaczymy na przykładzie Ejena na ile moje umiejętności na coś takiego pozwolą.


sobota, marca 07, 2009

Kilka zdjęć Ejena

Czego ci dziwni ludzie ode mnie chcą?


Cofamy, cofamy... Przy tym koniu naprawdę doprowadzę moje jojo do perfekcji...


No już dobrze, dobrze, cofnę się. Ale ty jesteś uparta...

czwartek, marca 05, 2009

Zabawy z Ejenem

Tak jak obiecałam, opiszę poprzednią sesję z Ejenem, a przy okazji to, co robiliśmy w środę.

Zaczynając od niedzieli... Udąło nam się wreszcie trafić na ładną pogodę, błoto na ujeżdżalni prawie podeschło, nie było bardzo zimno i świeciło słońce. Najpierw Marcin jakiś czas się z nim pobawił, potem ja przejęłam linę. Muszę powiedzieć, że jeśli uda się skupić na sobie uwagę Ejena, to całkiem szybko się uczy. Ustępowanie od jeża idzie mu znacznie lepiej niż Fakirowi, któremu nie chciało się za bardzo ruszyć zadu. Dużo czasu poświęciłam na naukę ustępowania przodem, przyglądali się temu Sylwia z Maćkiem i śmiali się, że tak "walczę" z koiem, który generalnie bardzo starał się znaleźć odpowiedź, ale najlepiej bez poruszania nogami :) W końcu jednak uwało nam się zrozumieć i po chwili już od drugiej fazy ustępował przodem (ku zaskoczeniu widowni). Potem chwila zabawy na drugą stronę - niesamowite, że konia trzeba osobno uczyć każdej zabawy z obu stron!

Pobawiłam się z nim też chwilę w driving na przód, na początku nie rozumiał o co chodzi i musiałam kilka razy dojść do fazy czwartej. Staram się być stanowcza, bo podobno dla Fakira byłam zbyt delikatna i przez to mnie olewał. Trzeba przyznać, że nieźle podziałało i Ejen po kilku próbach ładnie ustępował. Potem chwila yoyo, ale później widownia zmarzła i skończyliśmy sesję.

W środę pogoda również była nienajgorsza, ale pojawiło się utrudnienie w postaci budowy hali. Cieszę się, że już niedługo będzie opcja ćwiczeń pod dachem, ale konie oczywiście wariowały na widok dziwacznego szkielety, dźwigu i strasznych odgłosów. Nawet spokojne, szkółkowe konie były mocno zaniepokojone, więc byłam ciekawa jak zareaguje Ejen.

Wzięłam go na ujeżdżalnię i prowadiłam raz bliżej hali, od hali (przybliżanie-oddalanie), przyglądał jej się z dużym przestrachem. Udało mi sięgo trochę uspokoić, mna tyle, że zaczął oglądać drągi na ujeżdżalni. jeden pomacał kopytkiem, potem chwilkę poobgryzał, a potem wział go do pyska i zaczął nosić :) Wyglądało to przezabawnie. Kolejny drąg turlał nogą. Widzę, że zaczyna się zachowywać jak Fakir pod tym względem. Nie wiem, czy to kwestia naturalnej ciekawościkońskiej, czy też to ja wyzwalam w nich takie instynkty ;)

Potem hala ewidentnie rzuciła się aby pożreć Ejena. Koń się totalnie spłoszył, próbowałam go wycofac, ale jeszcze bardziej go chyba przestraszyłam, bo się wyrwał i pobiegł w kierunku bramy ujeżdżalni. Tam dał się spokojnie złapać Marcinowi. Zaczęliśmy wycieczkę po padoku po raz kolejny...

Generalnie starałam się go cofać, kiedy zaczynał się niepokoić, szukałam jego "tresholdów" i tam pozwalałam mu się zatrzymać, pomyśleć, a jeśli to nei pomagało, bawiliśmy się chwilę, odangażowywałam zad, robiłam jeża. Tą metodą udało nam się przez trochę utrzymać spokój. Potem znów się spłoszył, ale tym razem udąło mi się go utrzymać. Przypomniały mi się wszystkie "savvy arrows", o których Linda tyle mówiła, a które przy lewopółkulowym koniu były mało przydatne. Kiedy się do mnie odwrócił zadem, najpierw instynktownie uciekłam, ale za drugim razem ściągnęłam końską głowę na siebie i byłam bezpieczna. Dzięki, Linda :)

Po zabawach porozmawiałam z instruktorką, która prowadziła w tym czasie jazdę na ujeżdżalni. Szczerze mówiąc byłam trochę podłamana, koń mi się wyrwał i był niespokojny, czułam, że sobie kiepsko poradziłam. Ale instruktorka była w szoku, że Ejen taki spokojny, ponoć jak na niego zachowywał się nad wyraz dobrze. How interesting...

Ciekawe, czy uda mi się na tyle ułożyć sobie relację z tym koniem, żeby mnabrał pewności siebie i nie reagował na wszystko tak nerwowo.

środa, lutego 25, 2009

Ejen, odsłona druga

Dziś pojechaliśmy kolejny raz do Ejena. Im bliżej byliśmy stajni, tym mocniej padał deszcz ze śniegiem... Nasz entuzjazm malał z minuty na minutę, ale postanowiłam nie dawać za wygraną. Na ujeżdżalni rozmarzający śnieg + woda, ale to chyba i tak lepsze niż błoto po kolana... Przynajmniej tak sobie mówię, kiedy moje rzeczy po jeździe (kurtka, spodnie, lina, rękawiczki) kończą właśnie wirowanie w pralce :P

Olga prosiła, żeby wkręcić Ejenowi hacele, co było chyba słuszne, biorąc pod uwagę warunki. Nigdy w życiu tego nie robiłam (choć czytałam co nieco na necie), ale poradziłam sobie na szczęście bez większych problemów. Spotkałam przy okazji w stajni Heńka, który zajmuje się teraz podkuwaniem koni, a dawno dawno temu uczył mnie jeździć w Szarży. Poznał mnie i fajnie się gadało o starych, dobrych czasach :) Przy okazji poprzyglądałam się kopytom sawankowych koni i doszłam do wniosku, że wyglądają znacznie lepiej niż te, które widziałam w Iskierce. Nie wiem, czy to kwestia kowala, diety, podłoża czy czego, ale faktem jest, że są bardziej zadbane.

Przy czyszczeniu Ejen stał spokojnie, dał sobie wszystko zrobić bez problemu. Przy okazji zalałam wodą połowę stajni - trochę minęło zanim odkryłam, że taki śmieszny kranik przy jego boksie ma tylko jedną pozycję, w której nie leci woda, a jak wajha jest ciut za bardzo w prawo albo w lewo to leci taki potężny strumień...

Potem zabrałam konia na jeszcze bardziej mokry padok. Szedł grzecznie z tyłu, nie próbował mnie wyprzedzać ani szaleć, widzę, że się szybko uczy. Na bocznym, małym padoku zaczęłam bawić się we Friendly Game. Najpierw machałam carrotem z savvy stringiem, ale po dwóch machnięciach sznurek stał się ciężki od wody i rozmiękłego śmiegu. Jak pomyślałam, że mam ten sznurek zarzucić przyjacielsko na konia, to zrezygnowałam z tego pomysłu i odczepiłam string. Do reszty zabaw użyłam samego carrota.

Ejen był bardzo rozproszony, nie mogłam zupełnie zdobyć jego uwagi. Non stop się rozglądał, uszy chodziły na szystkie kierunki. Do plusów należy zaliczyć to, że stał dość spokojnie, nie panikował. Po jakims kwadransie wymachiwania na różne strony carrot stickiem osiągnęłam wielki sukces - koń bardzo ostrożnie i delikatnie wziął patyk do pyska! Innymi słowy udało mi się uzyskać jego zainteresowanie tym dziwnym czerwonym pręcikiem ;) Potem z własnej inicjatywy wziął do pyska linę i z głębokim namysłem ją przeżuwał. Myślę, że kluczem do sukcesu było bardzo energiczne głaskanie go carrotem, takie aż do przesady. Fakir byłby już wkurzony, a Ejen dopiero wtedy mnie w ogóle zauważył. How interesting...

Potem już nieco śmielej zaczął eksplorować carrota, podgryzać i oglądać ze wszystkich stron. Marcin pobawił się z nim chwilę, ale poziom błotnistości podłoża szybko go zniechęcił. Muszę przyznac, że też nie byłam zachwycona, musząc brać do ręki nasiąkniętą potwornie zimną wodą linę. Spróbowałam zabawy w jeża, szły bardzo dobrze, Ejen jest bardzo wrażliwy na bodźce. Dość szybko zrozumiał o co chodzi. Gdybym jeszcze miała jego uwagę na dłużej niż 3 sekundy na raz... Znacznie rzadziej niż Fakirowi zdarza mu się przeżuwać po różnych ćwiczeniach, po prostu trudniej mu się myśli, kiedy cały czas jest skupiony na "niebezpieczeństwach" wokół.

Potem zabrałam go z powrotem do stajni. Jak wyprowadzałam go z małego padoku, to się strasznie podekscytował, ale chwila energicznego cofania pomogła. Myślę, że ten koń ma bardzo mocno zakorzenione schematy i wie, że teraz koniec "jazdy", wracamy do stajni. Trzeba go nauczyć, że nie powinien zakładać, co się zaraz stanie. W związku z tym naszam droga do stajni była dłuuuga i okrężna, z licznym cofaniem i przystankami. Pod koniec opuścił wreszcie łeb i zaczął zjadać śnieg, a potem oglądać samochód - ciekawość to znak, że się chyba odrobinkę rozluźnił :)

Szkoda, że w Sawance nie ma hali, to mocno utrudnia zabawy z koniem. Ale atmosfera tam jest tak fajna, że i tak byłam szalenie zadowolona.

środa, lutego 18, 2009

Ejen

Ostatnio w ogóle nie jeżdżę do stajni :( Najpierw przez tydzień byłam chora, a teraz mamy z Marcinem maaasę pracy, dopiero w okolicach weekendu pewnie będzie chwila luźniejsza.

A od marca zaczynamy dzierżawić innego konia, Ejena. Stoi w Sawance w Truskawiu, latem jeździłam tam rekreacyjnie i moi znajomi nadal tam jeżdzą. Super atmosfera i ludzie, bardzo lubię tam przebywać, jest tak sympatycznie i swojsko. Będzie mi żal rozstać się z Fakirem, ale po piersze, nie mogę się do niego za bardzo przywiązać, bo to przecież nie jest mój koń, a poza tym oboje z Marcinem chcemy spróbować zabaw z koniem o innej koniobowości, żeby zobaczyć jaki typ nam najbardziej odpowiada. W końcu planujemy za jakiś czas nabyć własnego rumaka i musimy wiedzieć czego chcemy :)

Ejen jest 6-letnim wałachem rasy wielkopolskiej, skarogniady, 170 cm w kłębie, wychowywany na butelce. Po pierwszym spotkaniu wydaje mi się, że to prawopółkulowy ekstrawertyk, czyli straszny panikarz i biegoholik. Jego właścicielka jest bardzo przejęta faktem, że musi wydzierżawić swojego pupila, to jej pierwszy raz i nie jest chyba pewna, czy nie zrobimy mu krzywdy. Mam nadzieję, że z czasem nabierze do nas zaufania. Już na początku ostrzegła nas, że Ejen się strasznie wyrywa podczas lonżowania, a ludzie w stajni też opowiadali nam historie o tym, że kiedyś przy zabieraniu go z pastwiska trzeba było stać z batem, bo inaczej przebiegał po człowieku. Zdarzało mu się też wyrywać właścicielce i tratować ludzi na ujeżdżalni.

Ostrzeżona o jego wesołych pomysłach, wzięłam go od razu na halter i linę 3,7 m. Na początku koniecznie chciał mnie wyprzedzić, kręcił się wokół mnie i panikował, w związku z tym odangażowałam zad (bez problemu, chociaż nigdy nie bawiłam się z nim w 7 gier), wycofałam i ruszyłam znowu. Jak tylko podbiegł, zaczęłam machać liną wokół głowy, żeby mu pokazać, że nie wchodzi się w moją strefę osobistą. Dostał liną parę razy po nosie i zaczął iść grzecznie za mną. Postanowiłam wykorzystać manewr Pata, który widziałam ostatnio na filmiku - co kilka kroków stawałam i wycofywałam go 2-3 kroki, potem ruszałam znowu. Zastosowałam ten manewr podczas prowadzenia go na padok i z powrotem i ani razu nawet nie spróbował mi się wyrwać, szedł bardzo grzecznie.

Na padoku puściliśmy go luzem i usiedliśmy na przytarganej tam wcześniej przez Marcina ławeczce. Koń biegał jak szalony, zastanawialiśmy się, czy wyskoczy z padoku, ale na szczęście nie przyszło mu to do głowy. Co jakiś czas podchodził do nas i nas obwąchiwał, co jakiś czas musieliśmy bronić naszych "baniek", bo się nachalnie wpychał. Widać było, że zupełnie nie może się odnaleźć w nowej sytuacji, nie wie co ma ze sobą zrobić. Przyszli ludzie, wzięli go, a teraz siedzą i nic nie chcą... Dziwne...

A potem w okolicy zaczął latać helikopter, który jak wszyscy wiedzą jest potworem wybitnie koniożernym. Ejen szalał, potem stawał i wąchał, a brzmiało to mniej więcej jak wielki odkurzacz ;) Zastanawiałam się, czy damy radę go złapać, ale Marcin wykazał się dużym savvy, podszedł do konia kawałek, a potem koń po chwili namysłu podszedł do niego i bez problemu dał się wziąć na linę. Trochę poświrował, bo znów nadleciał helikopter, więc znów go pocofałam, odangażowałam zad i zaprowadziłam do boksu w opisany wyżej sposób.

Ejen to zupełnie, totalnie inny koń niż Fakir i bardzo mnie to cieszy, bo mam nadzieję, że dużo się od niego nauczymy, a przy okazji będziemy mieć nowe wyzwanie.

Wrzucam jeszcze kolejne filmy z naszej sesji z Fakirem: