Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty

piątek, listopada 15, 2013

Agresja a asertywność - artykuł

Artykuł Pata Parelli, zaczerpnięty z  http://parelli-info.waw.pl, poddany lekkiej korekcie

* Koń kopie drugiego konia, który pojawia się bezpośrednio za nim.
* Niecierpliwy kowal uderza konia raszplą po żebrach.
* Osoba prowadząca konia w momencie, gdy ten się płoszy, mocno szarpie go za łańcuszek owinięty wokół nosa.
* Koń atakuje drugiego konia i mocno gryzie go w szyję.
* Trener owiązuje nogę konia i powala go na ziemię. 

Czy opisane wydarzenia są przejawem asertywności czy agresji?

Jeździectwo można opanować w sposób naturalny w oparciu o porozumienie, zrozumienie i psychologię, zamiast o pomoce mechaniczne, siłę i strach. Każdy wie, że bywają momenty, kiedy musimy być stanowczy wobec konia, podobnie jak wobec dziecka. Ale o różnicy pomiędzy asertywnością a agresją decyduje to, jakie mamy do danego wydarzenia podejście, nastawienie emocjonalne, jakie są okoliczności wydarzenia, w jaki sposób to robimy i jakie rezultaty zamierzamy osiągnąć.

Jaka jest różnica pomiędzy agresją a asertywnością?

„Agresja” to “napastliwe zachowanie, szukanie zaczepki, chęć wyładowania swojej złości”. Słowo “asertywność” oznacza „postawę odznaczająca się akceptacją samego siebie, otwartością i bezpośredniością w wyrażaniu poglądów, nie odmawiając przy tym praw innym”. Niektóre znaczenia asertywności zawierają słowo “agresywny”, tak więc warto wprowadzić rozróżnienie tego terminu w zależności od naszego stosunku do konia. Kiedy konie są spięte, kiedy się je karze, a także jeśli w celu uzyskania rezultatów stosuje się wobec nich siłę i przymuszanie, to właśnie nazywam agresją. Może się zdarzyć, że będziesz musiał być stanowczy, by być w pełni asertywnym, ale nie powinno być w tym złości, frustracji ani strachu. Największą różnicą jest sprawiedliwe nastawienie, które zawsze daje koniowi szansę na to, by odpowiedział i mógł się wykazać pozytywną reakcją.

Wiele osób ma kłopoty z odróżnieniem agresji od asertywności, ponieważ obserwując konie widzą, jak te się nawzajem atakują, kopią, gryzą, powodują uszkodzenia skóry, a czasami nawet uszkodzenia kości. Pomimo iż może to sprawiać wrażenie agresji, z perspektywy konia jest to tylko przejaw asertywności. Różnica polega na tym, że oba konie wiedzą, że ten drugi nie ma zamiaru go zjeść, a tylko go zdominować. W każdym stadzie istnieje hierarchia, która określa takie zachowania, jak: kto może się pierwszy napić wody, kto pierwszy je, kto obok kogo może stać itp. Ta hierarchia podlega zmianom każdego dnia, a zwłaszcza w momentach, gdy dorastają w stadzie młode konie lub przyłączane jest nowe zwierzę do stada. Koń alfa, czy też ten będący na szczycie drabiny, musi nieustannie od nowa ustanawiać swoje przywództwo poprzez wykazanie się asertywnością (w tym znaczeniu pewnością siebie i skutecznością), dzielnością, szybkością, siłą i najszybszym myśleniem.


Ludzie, którzy zachowują się wobec koni agresywnie, często bronią swojego stanowiska mówiąc „Nie mógłbym skrzywdzić tego konia, konie bardziej się krzywdzą nawzajem każdego dnia”. Z punktu widzenia fizycznego zagrożenia prawdopodobnie mają rację. Ale z punktu widzenia psychicznego lub emocjonalnego, koń odczuwa ogromną różnicę w sytuacji, gdy grozi mu drugi koń czy drapieżnik. Konie nie są w stanie poradzić sobie z agresją w wykonaniu ludzi (drapieżników) ponieważ boją się, że ludzie chcą je zjeść, a nie zdominować. A koń przestraszony, który wierzy, że zagrożone jest jego życie, a on nie może uciec, jest w stanie zrobić wszystko. Będzie atakował, kopał, gryzł. Będzie używał wszelkich danych mu środków obrony. Z mojego doświadczenia wynika, że konie nie są stworzone do walki, raczej wolałyby w takiej sytuacji uciekać. Odkryłem również, że najgorsze wypadki, jakie przytrafiały się ludziom przy koniach, były spowodowane strachem konia, jego frustracją, niezrozumieniem zadań albo z powodu jego znudzenia i chęci zabawy w gry dominacyjne.

Postaw się na miejscu konia

Konie są w stanie znieść bardzo dużo presji ze strony drugiego konia, ponieważ ustalanie hierarchii stadnej jest ich naturalnym zachowaniem. Urodziły się rozumiejąc, na czym polegają zabawy w dominację i przez całe życie się w nie bawią, starając się ustalić kto jest najsilniejszy, najszybszy i najsprytniejszy w stadzie. Jeśli na wolności konie się przestraszą, zbiorą się w stado i będą się nawzajem chronić. Będą patrzeć na konia alfa, czy też najsilniejszego, najbardziej dominującego konia, by im wskazał drogę i żeby je chronił. Jeśli natomiast człowiek wywiera nacisk na konia, to mamy do czynienia z całkowicie inną sytuacją. Koń (zwierzę uciekające) odbiera nacisk ze strony człowieka (drapieżnika) jako zagrożenie życia. Chce być ze swoim stadem, chce być ze swoim alfą, chce się uratować. Choćbyśmy podkreślali, że konie zostały udomowione tysiące lat temu, musimy pamiętać, że udomowienie nigdy nie zmieniło ich cech wrodzonych. Konie przetrwały setki tysięcy lat wyłącznie dzięki słuchaniu matki natury zwierząt uciekających. Nawet jeśli ty sam nie jadasz koniny, tysiące ludzi na świecie to robi. Konie zostały zaprogramowane do rozpoznawania drapieżników, które zagrażają ich życiu, a do których należą lwy, niedźwiedzie, dzikie psy, hieny, wilki, kojoty i ludzie.

Spróbuj sobie wyobrazić, co oznacza bycie zwierzęciem uciekającym. Wyobraź sobie siebie spacerującego z przyjaciółmi przez dżunglę amazońską po terenie zamieszkałym przez plemiona kanibali. Czy odczuwałbyś lekki niepokój? Czy twoje zmysły nie byłyby napięte, byś mógł jak najszybciej zauważyć zbliżanie się kanibali? Twoje przetrwanie zależałoby w tym momencie od tego, jak szybko zauważysz niebezpieczeństwo i od tego, czy będziesz w stanie uciec zagrożeniu. Jak zareagowałbyś na nagły ruch w krzakach, na niespotykany dźwięk, ruch wychwycony kącikiem oka? Powiedzmy, że jeden z twoich kolegów jest przywódcą grupy. Jest spokojny, pewny siebie, doświadczony i silny. Ufasz mu. Ilekroć usłyszysz coś niepokojącego patrzysz na niego. Jak reaguje? Jeśli on się nie niepokoi, to ty też się uspokajasz. A jeśli on wygląda na spiętego i czegoś wypatruje, jak to zadziała na twoje poczucie bezpieczeństwa? Nagle, ze wszystkich stron z krzaków wyskakują kanibale. Biegniesz z całych sił z przyjaciółmi, ale w końcu łapią cię do klatki w swoim obozowisku. Stoisz tam całą noc, boisz się, wiesz, że zjedzą cię na obiad. Następnego dnia przenoszą cię samego do drugiej klatki i jeden z kanibali próbuje się do ciebie zbliżyć. Wydaje się być przyjazny i delikatny, ale wiesz, że on zjada ludzi, więc zachowujesz dystans. Twoje żyły pompują silniej adrenalinę, jesteś na krańcu wytrzymałości nerwowej. Wszystkie zmysły są maksymalnie wyczulone. Masz wrażenie, że słyszysz, czujesz, widzisz lepiej niż kiedykolwiek w życiu, nawet masz poczucie nadludzkiej siły i wytrzymałości. Jeśli ten kanibal podejdzie zbyt blisko, uderzysz , bez względu na konsekwencje. Albo ty, albo on, tylko to się liczy. Ale ty nie wiesz, że kanibal oddzielił cię od towarzyszy, ponieważ chce się z tobą zaprzyjaźnić. Niestety, nie jest w stanie przekonać cię, byś stał spokojnie, więc idzie po linę. Zakręca młynka i zarzuca na ciebie pętlę. Co robisz? Panikujesz, walczysz, kopiesz, krzyczysz, z całych sił próbujesz się uwolnić, używając do tego rąk i zębów. Walczysz o życie, nawet nie myśląc o tym, co robisz. W tym momencie działa instynkt przetrwania! Nie ma czasu na myślenie! Liny krępują cię coraz bardziej aż w końcu owijają cię całego i obalają na ziemię, gdzie leżysz skrępowany i przerażony. Kiedy w końcu tracisz wszelką nadzieję i poddajesz się, kanibal podchodzi do ciebie i w tym momencie raz jeszcze próbujesz walki. Próbujesz gryźć. Wrzeszczysz. Kanibal uśmiecha się, unosi rękę trzymającą bat…. I delikatnie, pieszczotliwie cię głaszcze. Jak długo będzie musiał to robić, aż mu uwierzysz bez cienia wątpliwości, że nie chce cię zjeść? Tak właśnie czują się konie. Doświadczenie, które przed chwilą przeżyłeś, jest podobne do tego, jakiego doświadcza koń, którego wcześniej nie dotknął człowiek. Nie wszystkie konie takie są. Większość z nich ma do czynienia z ludźmi od urodzenia i nauczyły się, że nie muszą być przerażone przez cały czas. Jednak natura podpowiada im, że powinny być podejrzliwe i powinny się pilnować. Tak jak by było z tobą w mieście kanibali. Bardzo niewiele trzeba, by zdrapać z konia delikatną powłokę i wydobyć na powierzchnię instynkty, pozwalające mu przetrwać. Jeśli raz jeszcze wyobrazisz sobie siebie w mieście kanibali, to zdasz sobie sprawę, że nawet po latach niewiele będzie trzeba, byś pomyślał, że jednak kanibal zmienił zdanie i teraz postanowił cię zabić, a potem zjeść!


Delikatna agresja a silna asertywność

Są różne stopnie agresji, podobnie jak są różne stopnie asertywności. Najważniejsze w tym momencie jest przyjrzenie się emocjom, jakie są w to zaangażowane. Agresja każdego stopnia nie oddziałuje pozytywnie na konie, ponieważ nawet jeśli osiągniesz zamierzony cel, stracisz ich szacunek i zaufanie. Przykładem delikatnej agresji będzie ciągnięcie konia, gdy go prowadzisz, by utrzymać nad nim kontrolę czy uderzenie go na odlew po nosie, kiedy próbuje cię ugryźć. Koń czuje twoją złość i frustrację i w tym momencie nastąpi jedno z dwojga:

1. Zwiększy się jego niepewność i zostaną zaprzepaszczone szanse na partnerstwo oparte na zaufaniu
2. Rozwinie się u konia opór i nie tylko niepożądane zachowanie się nie skończy, ale jeszcze się pogorszy w miarę, jak koń zacznie nam odpowiadać tym samym.

Przykładem asertywnego zachowania w takim przypadku byłoby:

W przypadku konia, który ciągnie cię na linie, gdy go prowadzisz:
Daj mu więcej luźnej liny i pozwól mu biegać wokół. Ilekroć cię wyprzedzi, uderz go końcówką liny po zadzie nie tracąc przy tym opanowania, nie wpadając w złość ani frustrację, po czym odwróć się i idź w innym kierunku. Koń szybko skojarzy przyczynę ze skutkiem i będzie szedł z szacunkiem na wysokości twojego ramienia.

Koń który podskubuje lub gryzie:
Miej oczy dookoła głowy. Ilekroć będzie chciał się odwrócić ,by cię ugryźć, zamachaj kilka razy łokciem jak skrzydłami, nawet nie patrząc w jego kierunku i bez negatywnych emocji! Jeśli będzie próbował ugryźć cię w siedzenie, zegnij nogę w kolanie i machnij stopą w jego kierunku kilka razy. Po tym, jak kilka razy natknie się pyskiem na taką blokadę skojarzy, że to on sam powoduje, że się uderza.

Asertywna, pozbawiona emocji odpowiedź działa z dwóch powodów.

1. Koń doświadcza wzmocnienia negatywnego, które zasadniczo różni się od kary. Wzmocnienie negatywne jest natychmiastowe i koń kojarzy swoje działanie z rezultatem. Tak więc nie wini ciebie tylko siebie.
2. Koń nie jest w stanie uruchomić guzika, który powoduje twoją złość! Jeśli wydaje ci się, że konie tak nie rozumują, to jest jeszcze wiele rzeczy, których musisz się nauczyć. Jak tylko koń pozbędzie się swojego wrodzonego strachu przed człowiekiem, zaczyna z nim się bawić jak z drugim koniem. Stwierdza, że skoro już jesteście w jednym stadzie, to należałoby zdecydować, kto tu rządzi.

Koń będzie darzył cię szacunkiem, jeśli potrafisz szybciej od niego myśleć, jesteś silniejszy, sprawniejszy i dzielniejszy od niego, a także jeśli jesteś w stanie kontrolować swoje emocje, zachowania i psychikę. A wracając do scen z kanibalami, pamiętaj, jakie cechy miał twój przywódca i jak na nim polegałeś. Od strony fizycznej nie możesz się z koniem równać. Ale jeśli masz odpowiednie nastawienie, wiedzę, narzędzia, techniki, savvy i doświadczenie, to możesz zapracować sobie na końskie zaufanie i szacunek.


Naucz się jak być stanowczym nie popadając w złość ani w złośliwość

Kłopot z byciem asertywnym polega na tym, że większość ludzi nie jest dość wytrzymała emocjonalnie, by wykazać się stanowczością bez popadania w złość lub w złośliwość. Niektórzy obserwując mnie, kiedy jestem wobec konia stanowczy, czasami mają wrażenie, że jestem agresywny, ponieważ nie są w stanie wyobrazić sobie siebie samych stanowczymi bez utraty dystansu. A cały sekret kryje się w odpowiednim sprawiedliwym nastawieniu. Sprawiedliwość oznacza, że małe czyny prowadzą do niewielkich konsekwencji, a duże czyny do większych konsekwencji. Konsekwencje nie zawsze oznaczają kontakt fizyczny. W wielu sytuacjach wystarczy byś wiedział, jak spowodować psychiczny, emocjonalny lub fizyczny dyskomfort konia, w momentach, gdy robi rzeczy niepożądane.

Świetnym ideałem asertywnego zachowania była moja matka. Kiedy jako nastolatek leżałem na kanapie, a na prośbę wyniesienia śmieci odpowiadałem leniwie „zaraz...” wrzucała śmieci na moją głowę nie tracąc uśmiechu z twarzy. Mawiała: „Synu, te śmieci wychodzą z tobą bez względu na to, czy ci się to podoba czy nie. Masz dwoje rąk, dwoje nóg i usta, co oznacza, że możesz powiedzieć: tak mamo z uśmiechem, wyciągnąć rękę i przyjść po torbę, by ją wynieść”. Wiedziała, jak sprawić, by mi przestało być wygodnie i nie musiała mnie przy tym bić! Do dziś dnia pukam do drzwi trzymając kapelusz w dłoni i jak tylko ją ucałuję na dzień dobry pytam: ”Mamo, są może śmieci, które trzeba wynieść?”

Przykro patrzeć, kiedy ktoś bije konia. Przemoc zaczyna się w miejscu, gdzie się kończy wiedza. Pomimo, że wiele osób zdaje się czerpać perwersyjną przyjemność z przymuszania koni, większość tych, którzy konie szarpią, walą na odlew czy krzyczą na nie działa tak z czystej frustracji. Po prostu nie wiedzą jak inaczej mogą zareagować. Bardziej niż na czymkolwiek innym zależy mi na nauczeniu was, jak być przy koniach bardziej wytrzymałym psychicznie i emocjonalnie. Próbuję pomóc ludziom zrozumieć skąd się bierze zachowanie koni, tak by mogli odpowiednio na nie reagować, przy czym uczą się nieskończonej cierpliwości. Większości osób cierpliwość kończy się po około 4 minutach. Konie to wiedzą i w miarę jak dojrzewają, uczą się z nami grać w różne gierki. Kiedy już przestaną się nas bać (zwykle około 12 roku życia) uczą się, jak nas wystrychnąć na dudka. Zwykle wystarczy, by przeczekały te 4 minuty i już wygrywają.


Cztery fazy stanowczości

Prostym sposobem na trzymanie emocji na wodzy, kiedy musimy być bardziej stanowczy, jest poznanie czterech faz stanowczości i używanie ich w efektywny sposób. Przyjrzyjmy się jak koń ostrzega przed kopnięciem:

Faza 1 – koń kładzie uszy do tyłu, marszczy nos, patrzy złym spojrzeniem
Faza 2 – macha głową i unosi nogę
Faza 3 – kopie ale nie trafia
Faza 4 – kopie raz jeszcze i trafia

Zanim koń kopnął, dał trzy wyraźnie wskazówki, że kopnięcie nadchodzi. Inne konie mogą zwykle uniknąć kopnięcia ponieważ zwracają uwagę na dawane sygnały i schodzą z drogi. Ludzie często są kopani, ponieważ nie obserwują sygnałów ostrzegawczych. Jak możemy używać faz w sposób podobny do koni? Jedną z pierwszych rzeczy, jakich uczę, jest użycie pewnego rytmu, na przykład kopnięcie nogą w powietrzu trzy razy. Trudno jest zachować złość, kiedy musisz kopnąć powietrze trzy razy. To samo dotyczy machania ramionami, kiedy koń narusza twoją prywatną przestrzeń. Rób to co najmniej trzy razy, nie wchodząc w strefę konia, tak by miał szansę na usunięcie się z twojej przestrzeni i uzmysłowienie sobie, że nie warto w nią wchodzić. Mówiąc krótko – uderzenie konia lub kopnięcie go w brzuch jest odbierane przez konia jako akt agresji, ponieważ jest nagłe i nie ma wyraźnych sygnałów ostrzegawczych, które koń mógłby odebrać. Używam też mojego “Schwiegermutter Look” (co znaczy po niemiecku spojrzenie teściowej). To spojrzenie mówi: „zostaw moją córkę w spokoju i wynoś się, zanim będzie gorzej”. Nie jestem w stanie skulić uszu do tyłu jak koń, ale mimo to moim ciałem jestem w stanie przekazać koniowi ostrzeżenie. Jest to zachowanie, które mówi, że ugryzienie, kopnięcie albo atak może za chwilę nastąpić. Tak więc, kiedy chcę odesłać konia do tyłu, przesunąć jego zad lub przód dalej ode mnie, użyję takiego spojrzenia jako fazy 1. W fazie 2 mogę unieść rękę. Przy fazie 3 zamacham liną lub bacikiem. Jako fazę 4 użyję bezpośredniego kontaktu (niekoniecznie silnego) w konkretnym miejscu tak, by miało to jakiś sens dla konia. Następnie rozluźnię się i zacznę ponownie. Konie są bardzo spostrzegawcze. Zauważają i uczą się bardzo szybko co się wydarzy, zanim to się wydarzy i wkrótce koniowi wystarczy jedynie stanowcze spojrzenie, by usunął się bez kwestionowania polecenia i co najważniejsze, także bez strachu.

Wiedza to pewność siebie

Kiedy już wiesz, że możesz być efektywny, będzie ci łatwiej zachować spokój, pogodę ducha i umiejętność patrzenia na świat z perspektywy konia. Jedno pytanie, które powinieneś sobie stale zadawać, to czy to, co robisz, robisz koniowi czy dla konia? Jeśli nigdy nie przekroczysz linii agresji, twój koń nauczy się odpowiadać z szacunkiem bez strachu. Lepiej jest zapobiegać niż karać konia za robienie rzeczy, które według ciebie są nieodpowiednie. Tylko gdy naprawdę zrozumiesz psychologię zachowania konia, zrozumiesz, że kara nie jest odpowiednia, ponieważ nie możesz mieć pretensji do konia, że zachowuje się jak zwierzę uciekające. Konie są proste, kiedy już je zrozumiesz i kiedy masz odpowiednie savvy. Jeśli naprawdę zainwestujesz w nauczenie się jak najwięcej na ich temat, a nie tylko na temat tego jak prosto siedzieć, trzymać wodze i gdzie przyłożyć którą nogę. Jeśli nauczysz się jak to się dzieje, że konie „załapują”, co jest dla nich ważne, jak rozumują, dlaczego robią to co robią i jak zdobyć ich zaufanie i pewność siebie, nigdy więcej nie poczujesz frustracji ani nie zabraknie ci odpowiedzi. Pracuj nad sobą, byś mógł lepiej cieszyć się swoim koniem.


Garść parellizmów które pomogą ci w utrzymaniu zdrowego rozsądku!

* Tylko sprawiedliwe nastawienie jest efektywne.
* Bądź efektywny, by być zrozumiałym, bądź zrozumiały, by być efektywny.
* Kara nie działa na zwierzęta uciekające, ale działa na nie program prewencyjny.
*Spraw by rzeczy niepożądane były trudne, pozwól by pożądane były łatwe
* Nie rób ani nie każ – sprawiaj i pozwalaj. Poznaj różnicę.
* Przejdź się milę w butach swojego konia.
* Nigdy nie widziałem, by cokolwiek trwało dłużej niż dwa dni!
* Bądź uprzejmy i wykaż bierną stanowczość w prawidłowej pozycji.
* Bądź tak delikatny jak możesz ale też tak stanowczy jak tego wymaga sytuacja. Kiedy jesteś stanowczy, nie popadaj w złość ani w złośliwość, a kiedy jesteś delikatny, nie bądź byle jaki.
* Nie przekupuj ich marchewkami. Nie bij ich bacikiem. Znajdź metodę środka.
* Nie bądź wielkim bęcwałem na końcu liny.
* Nie reaguj jak drapieżnik: stań się sprawniejszy psychicznie, emocjonalnie i fizycznie.
* Kiedy wejdziesz między konie, musisz działać jak i one.
* Myśl jak koń. 

piątek, czerwca 14, 2013

Co koń chce nam powiedzieć, kiedy otwiera pysk?

Artykuł Lindy Parelli, zaczerpnięty z  http://parelli-info.waw.pl

Każdy to widział... Koń otwiera pysk, kiedy jeździec ciągnie za wodze. To dlatego nachrapniki i skośniki są tak popularne - maskują one nieładne i ambarasujące skutki posiadania ciężkich, niewrażliwych i pozbawionych savvy rąk a także ukrywają fakt, że koń nie został nauczony ustępowania od nacisku. Ale co z tymi końmi, które są lekkie, a mimo to nerwowo żują wędzidło i otwierają pysk nawet wtedy, kiedy wydaje się, że nie ma żadnego napięcia na wodzach?

Ludzie eksperymentują z różnymi wędzidłami, różnymi sposobami używania wodzy i mają mnóstwo teorii, dotyczących stanu uzębienia konia, kąta ustawienia szyi i możliwości jej wyginania, z których to niektóre teorie są do pewnego stopnia słuszne. Jednak jedno jest pewne, jeżeli problem znika, gdy wypuścimy konia na swobodę, albo damy innemu jeźdźcowi, to uwaga zdecydowanie kieruje się na nas. Auć! Otwarty pysk to forma "zachowania zastępczego", mającego źródło w umyśle, emocjach lub ciele konia - on jest z czegoś niezadowolony!

Przez ostatnie kilka miesięcy oglądałam, jak Pat jeździł na koniach kilkorga studentów poziomu czwartego. Chciał ocenić postępy swoich uczniów. Trzy z tych koni wykazywały takie właśnie zachowanie zastępcze, podczas jazdy na kontakcie. Nic takiego nie miało miejsca przy jeździe bez ogłowia lub na rzuconej wodzy. Konie były "lekkie" na wodzach, a mimo to prawie cały czas otwierały wargi i zęby, przekładały język nad wędzidłem.


Kiedy wsiadał na nie Pat, zachowanie zastępcze znikało... w kilka minut. To było fenomenalne. W czym tkwiła różnica? Pat nie ciągnął za wodze i nie pozwalał umysłowej, emocjonalnej i fizycznej "masie" znaleźć się przed nim, jeździł z wielkim skupieniem uwagi, wyczuciem, taktem i wykorzystując swoje przywództwo. Hmmm!

Obserwowałam z bliska, co się działo (i zadawałam pytania Patowi za każdym razem, gdy bawił się z koniem i doprowadzał do dużej zmiany) i myślę, że zaczynam być w stanie opisać wam, co Pat robi. To nie znaczy, że łatwo nam będzie tak od razu zacząć go naśladować - to wymaga pewnego poziomu savvy i wyczucia, które musimy rozwinąć. Są trzy płaszczyzny, na które powinniśmy zwrócić uwagę: umysłowa, emocjonalna i fizyczna. Przyjrzyjmy się więc przyczynom i skutkom, oraz tym kilku rzeczom, które musimy nauczyć się wykonywać lepiej (i z savvy), aby stać się lepszymi dla naszych koni.

Aspekt umysłowy/emocjonalny

Ciekawe, że większość koni u których ma miejsce takie zachowanie zastępcze, to konie gorącokrwiste, nerwowe oraz nadwrażliwe. To nie ten rodzaj koni, z którymi ludzie łatwo się dogadują, bo dla nich błędy człowieka stanowią problem.

Są to konie delikatne i jeżeli chodzi o umysłowość i emocje, wiele się u nich dzieje. Ich umysły nieustannie pracują, gdy tymczasem ludzie mają skłonność do bycia nieco nudnymi, budzącymi zakłopotanie, przerażającymi lub frustrującymi. Jeżeli nie jesteśmy przez cały czas w pełni świadomi tego, co robimy, jeżeli nasze przywództwo jest niepełne, bo brakuje mu skupienia i zaangażowania, jeżeli nasze wyczucie czasu jest o mili-sekundy chybione - te konie będą miały z nami problem! A gdy w grę dodatkowo wchodzi koń źle traktowany w przeszłości, to masz niezły pasztet!

Co robić? Zdobądź więcej savvy! Pat często powtarza - jeżeli wybrałeś konia tego rodzaju, to wybrałeś również stromą krzywą nauki. To może być najlepszy koń, jakiego kiedykolwiek posiadałeś... albo najgorszy. Wszystko zależy od ciebie. Nie, żeby tego nie dało się zrobić. Zostanie takim przywódcą, jakiego ten koń potrzebuje wymaga od właściciela wielkiego rozwoju osobistego jako koniarza. Posługując się kategoriami Pata, będzie to co najmniej poziom 3, a w bardziej skrajnych przypadkach 4, 5 lub 6!


Aspekt fizyczny

Są rzeczy, które jeźdźcy robią w sposób niezamierzony i nieświadomy, a które naprawdę denerwują niektóre konie. Oto kilka obszarów, którym trzeba się przyjrzeć:

1. Przestań ciągnąć. Niemal każdy jeździec, który boryka się z tym problemem, w jakiś sposób ciągnie do tyłu za wodze. Tylko odrobinę, niemal niezauważalnie, a jednak w sposób nie do zaakceptowania przez konia. Ilekroć używasz wodzy, stosuj ruch do góry/unoszenia oraz bądź konsekwentny w swoim dosiadzie, albo będziesz dawał sprzeczne pomoce (jak przy ściskaniu siedzeniem i ciągnięciu za wodze do tyłu, by zatrzymać lub "zebrać" konia). Nie ma w jeździectwie uzasadnienia dla ciągnięcia za wodze, ani dla dawania sprzecznych sygnałów wodzami i dosiadem.

Pat rzadko kiedy używa wodzy i to tylko jako wsparcia. Pamiętaj "Najpierw dosiad, potem wodze (a także najpierw dosiad, potem nogi)". Jeżeli używasz wodzy zanim użyjesz dosiadu i nóg, twój koń otworzy pysk, ponieważ pierwszą rzeczą, którą poczuje, będzie nacisk w tym miejscu. Jeżeli jego umysł wciąż idzie naprzód a ty powstrzymujesz jego ciało, to zrozumiałe, że otworzy pysk w sprzeciwie. Naucz się posługiwać dosiadem i "życiem" czy też energią ciała, by zakomunikować koniowi czego chcesz. Wspieraj to działaniem wodzy, tylko jeżeli jest to konieczne.

Nauka posługiwania się dosiadem do komunikowania z koniem zaczyna się na poziomie pierwszym. Jest kontynuowana na poziomie drugim i rozwijana ku większej finezji na poziomie trzecim. To dlatego powinieneś robić system Pata po kolei. Jeżeli przeskakujesz jakieś etapy, będzie ci brakowało części fundamentów! To jest szczegółowy plan rozwijania swoich umiejętności jeździeckich do wysokiego poziomu, a ty nie chcesz mieć luk w podstawach!

Oto myśl do zapamiętania: "Im więcej używasz wodzy, tym mniej koń używa swojego mózgu". Jeżeli nadal używasz wodzy do jakiejkolwiek kontroli, to właśnie to jest problemem. Kontrolę powinniśmy sprawować odwołując się do psychologii i połączenia przy pomocy dosiadu, nie do wędzidła. A poza tym jest tylko jedno kiełzno, które potrafi kontrolować końskie emocje... nazywa się: savvy!

2. Bądź świadomy, gdzie znajduje się ciężar ciała konia (to jest savvy z poziomu 3 i 4). Kiedy konie są impulsywne, przerzucają swój ciężar ciała na przód. Kiedy są leniwe, wieszają się na przodzie. Najlepszym sposobem na poprawienie tego jest wyrobienie odpowiedniego impulsu oraz poprawienie cofania. Zachowania zastępcze wyrażane głową, pyskiem, ogonem, są przejawami braku szacunku i braku impulsu. Konie impulsywne zwykle demonstrują je otwierając pyski lub potrząsając głową, jako reakcje na przytrzymywanie. Konie leniwe raczej machają ogonem, protestując przeciwko mocnej łydce lub nadużywaniu nóg (zwłaszcza z ostrogami!).

Najlepsze strategie:

a) Naprawdę przerobić programy impulsu z poziomu 2. "Naprawdę przerobić" oznacza wykonać całościowy program, a nie tylko spróbować ich raz czy dwa! Będziesz zdziwiony, jak wiele się dzięki temu zmieni.

b) Upewnij się, że wasze cofanie jest doskonałe. Większość ludzi ma beznadziejne cofania, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, jakie są możliwości konia. Im lepiej twój koń idzie do tyłu (i w bok!), tym lepiej robi wszystko inne. Cofanie zmusza konia do prawdziwego podstawienia zadu i zaokrąglenia pleców. Czyni przód lżejszym i rozwija atletyczność. A teraz zdradzę pewien sekret: cofanie musi się udawać bez wodzy, jedynie przy użyciu stóp i carrot sticka (poziom 2)! Jeżeli potrafisz cofać tylko używając wodzy, najwyższy czas to poprawić! Oto dlaczego jazda z carrot stickami jest tak ważnym elementem rozwoju umiejętności jeźdźca w naszym programie.


3. Posiadanie niezależnego dosiadu. Koń ma pełne prawo nie szanować jeźdźca, który ma kiepski dosiad, czucie, wyczucie czasu i równowagę. Jeżeli pozostajemy poza równowagą, jest to denerwujące dla wrażliwego konia. Dlatego musisz się nauczyć pozostawać w równowadze i w harmonii z każdym ruchem konia.

Na każdym poziomie naszego programu będziesz wykonywać ćwiczenia na niezależny dosiad. Jednym z najlepszych jest jazda pasażerska w stępie, kłusie i galopie (na poziomie 2) oraz z górki i pod górę, a także przez przeszkody (na poziomie 3)... Stanie się częścią konia nie jest czymś, czego można się nauczyć na zwykłych lekcjach jazdy konnej, tę umiejętność zdobywa się przez doświadczenie, próbując naśladować konia w tym, jak się nosi, jak rusza, jak wykonuje poszczególne manewry. Poświęcając temu trochę czasu i wysiłku, rozwiniesz najbardziej niezwykły dosiad. A twój koń to doceni!

Podsumowując! Zachowanie zastępcze jest czymś, co trzeba zauważyć i przeanalizować. Prawdziwą odpowiedzią nie jest zamykanie koniowi pyska i udawanie, że nie ma problemu, ale słuchanie, co koń stara się powiedzieć i dążenie za wszelką cenę do znalezienia rozwiązania. Krótko mówiąc - potrzeba więcej savvy!

poniedziałek, czerwca 03, 2013

Konie, które nie lubią dopinania popręgu

Artykuł Lindy Parelli, zaczerpnięty z http://parelli-info.waw.pl

Problemy przy zapinaniu popręgu są bardzo częste. Konie mają klaustrofobię, a ludzie działają prostoliniowo i się śpieszą... Ot, przepis na problemy. Na szczęście rozwiązanie jest proste. Musisz jednak wiedzieć, dlaczego twój koń ma problem z popręgiem... Czuje się urażony, czy może się boi?

Czuje się urażony?
Zwykle dotyczy to koni lewopółkulowych, które szybko okażą ci swoje niezadowolenie, jeśli ich zdaniem działasz zbyt pośpiesznie, bez przygotowania lub jeśli siodło sprawia im przykrość*! Pamiętaj, konie protestują tylko wtedy, jeśli coś co robisz, im przeszkadza.

Rozwiązanie:
  • Zwolnij... Naprawdę zwolnij. Głaszcz konia często w trakcie całej procedury siodłania. PNH uczy podciągania popręgu na raty, zamiast dociągania go od razu do oporu (obejrzyj DVD Safe Ride z Succes Series albo materiały do poziomu pierwszego i drugiego). Pomyśl o tym z punktu widzenia konia. Jak możesz sprawić, by siodłanie było przyjemniejsze?
  • Upewnij się, że koń jest w odpowiednim nastroju do siodłania. To po to zdobywasz umiejętności związane z obchodzeniem się z końmi na ziemi (wykorzystanie siedmiu gier do zabawy z koniem oraz ustalenie przywództwa). Niektóre lewopółkulowe konie nie chcą nawet żebyś je czyścił, więc co dopiero mówić o siodłaniu... Tak naprawdę wszystko co im „robisz” będą źle widziały, chyba że zaczną widzieć w tobie godną zaufania i szanowaną alfę.
  • Zrób coś przeciwnego: zamiast dawać koniowi klapsa za to, że próbował cię ugryźć, podaj mu marchewkę albo inny smakołyk. To go zadziwi! Bo będzie nieoczekiwane. Niektórzy ludzie niepokoją się, czy to nie nauczy konia gryzienia, ale sam spróbuj nakrzyczeć na kogoś, kto właśnie dał ci czekoladkę. Naszym celem jest całkowita zmiana nastawienia do zapinania popręgu oraz do ciebie. Chcemy, by siodłanie stało się raczej przyjemną niż obmierzłą czynnością.
  • Zrób coś nieoczekiwanego: zamiast zakładać koniowi czaprak na grzbiet, załóż mu go na szyję, głowę lub zad. To zaintryguje i zaciekawi konia, skutecznie przerywając negatywny schemat. Koń tego typu wie, co się dzieje, zanim się dzieje to, co się dzieje. A ponieważ ludzie są stworzeniami nawyków, konie wiedzą dokładnie, co zamierzamy zrobić i irytują się już przy pierwszych przymiarkach do siodłania. Działając niestandardowo przy pierwszych dwu czy trzech krokach, przełamiesz schemat i sprawisz, że będzie ono bardziej interesujące i mniej denerwujące dla konia.
* Częsty problem to zbyt wąskie siodło lub położone za bardzo z przodu – tak, że uwiera w łopatki. Niektóre konie reagują na to odczucie już w momencie położenia siodła na grzbiecie, inne zaczynają protestować dopiero przy dociąganiu popręgu, kiedy zwiększa się i nacisk, i niewygoda. Po więcej informacji zajrzyj na stronę parellisaddles.com


Typowe objawy lewopółkulowych problemów z podciąganiem popręgu:
  • koń nie stoi w miejscu
  • rzuca głową
  • kuli uszy
  • obraca się, jakby chciał ugryźć
  • gryzie
  • kopie
A może się boi?
Zwykle będzie to koń prawopółkulowy, a zwłaszcza prawopółkulowy introwertyk. Takie konie mają silną klaustrofobię, tendencję do zamierania w bezruchu, kiedy są zaniepokojone, odsadzania się, stawania dęba z przewracaniem. Mogą również brykać, kiedy poprosisz je o ruch po dociągnięciu popręgu.

Rozwiązanie:
Te konie doświadczyły zwykle zbytniego pośpiechu podczas pierwszego siodłania w młodości. Ich ciche posłuszeństwo jest błędnie odczytywane jako akceptacja, ale to tylko kwestia czasu, kiedy powstrzymywany strach wybucha. Są jak bomba zegarowa i rada to cierpliwe czekanie na końską akceptację.
  • Przygotowania – przygotowania – przygotowania. Wprowadź konia w odpowiedni nastrój i upewnij się, że umiesz określić, kiedy jest spokojny i kiedy ci ufa. Wtedy powinieneś być w stanie wysłać go do siodła, żeby je powąchał, trącił nogą, poprzesuwał. Niestety, musisz poświęcić siodło, które pozwolisz tak potraktować, albo koń nie poradzi sobie do końca ze swoim strachem.
  • Symulacje – symulacje – symulacje! Zamiast zakładać siodło i dopinać popręg, wykonaj symulację, łącząc kilka savvy stringów i zawiązując je w miejscu popręgu (z początku na tyle luźno, żeby zmieściła się pod nimi pięść). Pobaw się z koniem z ziemi, pozwalając by przyzwyczaił się do odczucia „popręgu”. Za każdym razem mocuj „popręg” ciut ciaśniej. Możesz również zawiązać jeszcze jeden savvy string naokoło szyi konia i połączyć je. Zapobiegnie to zsuwaniu się całości do tyłu, w stronę słabizn. Kolejna technika wykorzystuje siedmiometrową linę z pierścieniem na końcu. Przekładasz koniec liny przez pierścień, trochę jak przy dopinaniu westowego popręgu. Możesz wtedy popuszczać nacisk, stopniowo zwiększając tolerancję konia i radząc sobie z kolejnymi progami. Już wkrótce będziesz mógł pewnie i solidnie dopiąć popręg, nie niepokojąc tym konia zupełnie.
  • Powtarzanie – powtarzanie – powtarzanie! Nie tylko musisz spokojnie i powoli wszystko powtarzać tak, by koń nabrał pewności siebie, musisz powtarzać to przez szereg dni, aż koń nie będzie przy tym w ogóle zaniepokojony. Może minąć aż 21 dni, zanim zmienią się negatywne końskie przekonania, tak więc bądź zachwycony, jeśli zajmie wam to choć trochę mniej czasu. Radzimy również, byś powstrzymał się od jazdy, dopóki koń nie przestanie być nadwrażliwy przy zapinaniu popręgu. Do tego czasu jest ryzyko, że bomba wybuchnie, kiedy będziesz w siodle, dlatego warto spędzić na powtórzeniach tyle czasu, ile potrzeba.
  • Tu nie chodzi o popręg. Wszystko jest kwestią zaufania i pewności siebie. Dlatego bądź cierpliwy! Naprawdę warto. Będzie to miało wpływ na całokształt waszej relacji; koń zobaczy cię w innym świetle.
  • Kiedy koń nabierze już pewności siebie, uważaj, by nie wrócić do pośpiesznych czy niecierpliwych nawyków. Niewiele trzeba, by przypomnieć koniowi o szramach emocjonalnych nad których zabliźniem tak ciężko pracowałeś.
Typowe objawy prawopółkulowych problemów z podciąganiem popręgu:
  • Koń podczas siodłania stoi grzecznie, ale jest spięty. Głowa wysoko, oczy zamglone lub wytrzeszczone.
  • Ze strachu wstrzymuje oddech.
  • Zamiera a potem wybucha. Odsadza się, wspina i przewraca lub bryka nie do opanowania. Brykanie będzie raczej w miejscu/góra-dół, na sztywnych nogach. I znowu: oczy przesłonięte lękiem.

wtorek, maja 21, 2013

Co przez to rozumiesz.... mój koń jest moim odbiciem?


Artykuł Lindy Parelli, zaczerpnięty z http://parelli-info.waw.pl

Zabawne. Tak naprawdę nigdy nie zauważyłam, że wszystkie cztery konie, które posiadałam miały ten sam problem... wszystkie były nadpobudliwe i skore do ponoszenia.

Myślałam tylko „Dlaczego wciąż wybieram konie w jednym typie?” Teraz wiem, że to nie był przypadek. Moje konie starały się mnie czegoś nauczyć, gdybym tylko miała w sobie dość pokory, żeby ich wysłuchać. W końcu je wysłuchałam i tu zaczyna się moja historia o poczuciu odpowiedzialności.

Z jakiegoś powodu lubiłam konie trudne. Było coś podniecającego w siedzeniu na 600 kg końskim żywiole tańczącym i podskakującym pode mną. Przez lata wygrywałam zawody w skokach i w krosach, podczas których dzielnie sterowałam tymi pociskami. Moje bicepsy były imponujące. Kiedyś masażystka spytała mnie, czy dźwigam ciężary! Byłam dumna ze swojej siły. Nie zdawałam sobie sprawy, że jeśli chodzi o konie, to wyrobiłam sobie mięśnie w nieodpowiednim miejscu.

Wszystko było w porządku dopóki nie zabrałam się do ujeżdżenia. Kiedy zaczęłam prosić konia o koncentrację i pozostawanie w harmonii ze mną wszystko zaczęło się rozpadać.

„Spróbuj innego wędzidła”. „Wypnij go na czarną wodzę”. „Lonżuj go w czambonie” „ Użyj tego wytoku” „Mocniej zepnij nachrapnik, żeby nie mógł otwierać pyska”.

Skorzystałam ze wszystkich rad. Spróbowałam wszystkiego. Mogłam utrzymać pysk konia zamknięty, ich głowy były zganaszowane, tak że pracowały w prawidłowym ustawieniu. Ale moje konie nie były szczęśliwe...

Jeden z nich, Regalo był coraz gorszy. Im bardziej starałam się zmusić go do współpracy, tym bardziej stawał się wybuchowy. Drugi, Siren, stopniowo robił się coraz bardziej ciężki. Tak, jakby jego naturalny wigor i siły witalne były stopniowo z niego wypompowywane. Jednak w końcu zaczęłam wygrywać na nim zawody!

W miarę jak mijały kolejne miesiące a problemy Regalo się pogarszały, słyszałam coraz częściej :”To nie twoja wina, to koń. On wymaga męskiej ręki.” Powiedziano mi, że powód dla którego nie progresujemy nie leży we mnie, w tym że się nie staram.

Stanęłam przed decyzją: sprzedać go, wysłać na emeryturę (miał 8 lat!) albo wysłać go do trenera. No cóż, w moim poczuciu to ostatnie nie wchodziło w grę. Widziałam zbyt wiele nieposłusznych koni, które moi znajomi wysłali do „odrobienia” lub „naprawienia”. Nie miałam zamiaru wystawiać mojego konia na takie przejścia.

I właśnie w tym momencie, gdy sądziłam już, że wszystkie drzwi są przed nami zamknięte, pojawiło się coś, co wydało mi się niemożliwe.



Zobaczyłam na wideo Pata Parelliego galopującego, zakręcającego, robiącego lotne zmiany nogi i zatrzymującego się w pełnym pędzie.... bez ogłowia. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam. Byłam potrójnie pod wrażeniem, ponieważ zdawałam sobie sprawę, co by się ze mną stało, gdybym spróbowała zdjąć ogłowie z któregoś z moich koni!

Nieważne, że ten człowiek miał na głowie kapelusz kowbojski, musiałam się o nim czegoś więcej dowiedzieć. Naprawdę uwierzyłam, że może mieć odpowiedź na problemy moje i Regalo.

Smutne, że musiałam dojść do ściany, żeby zacząć poszukiwać prawdy. Gdybym nie napotkała na tak poważne problemy z moimi końmi, pewnie nigdy nie zainteresowałabym się systemem szkoleniowym Pata. Tak bardzo odległy był od moich zainteresowań ujeżdżeniowych... lub przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Na klinikę z Patem Parelli przybyłam dobrze przygotowana. Nawet przywiozłam ze sobą listę wszystkiego, co mi nie wychodziło z moim koniem, tak aby móc znaleźć odpowiedź na każdy z moich problemów.

Ale nic nie przygotowało mnie na spotkanie prawdy.

W czasie pierwszych dziesięciu minut dowiedziałam się, że mój koń jest tylko koniem (zwierzęciem prześladowanym, ofiarą) i tu właśnie zaczynają się moje kłopoty. Oczywiście Pat nie wskazał na mnie palcem, ale gdy zaczął mówiąc co ludzie sądzą na temat koni i jak się wokół nich zachowują, zobaczyłam siebie próbującą nakłonić mojego konia do współpracy w zamian uzyskując negatywne odpowiedzi.

Szczerze mówiąc, pomimo, że te informacje były naprawdę niesamowite, było też trudno mi je przyjąć do wiadomości. To ja powodowałam, że moje konie ponosiły. To ja ponosiłam klęskę za klęskę w komunikacji z koniem. Jak to możliwe, że jeśli nie wiedziałam na temat koni dość dużo, żeby skorygować ich błędy, to mimo to wygrywałam zawody?

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że może być coś nie tak, kiedy któryś z moich koni ciągnął mnie na uwiązie, kiedy nie chciał stać spokojnie przy rozczyszczaniu... siodłaniu.... wsiadaniu, lub gdy nie chciał wsiąść do przyczepy. Tak, naprawdę dużo się nauczyłam.

W momencie, gdy w końcu stanęłam z prawdą twarzą w twarz, rozpoczęłam lekcje poczucia odpowiedzialności.

Lekcja numer 1: najpierw przyjrzyj się sobie.

Musiałam przejść przemianę w sposobie podejścia. Najpierw musiałam się nauczyć przyjąć punkt widzenia moich koni i spojrzeć na świat ich oczami. Jak wyglądam kiedy zbliżam się do nich na pastwisku? Jak je przygotowuję do siodłania? Czy w ogóle je przygotowuję? Jak koń patrzy na nasze jazdy? Czy jest to dla niego doświadczenie stymulujące?

Niełatwo było poruszać się w kręgu nowego poczucia odpowiedzialności. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że może bycie ze mną nie stanowi dla moich koni czegoś, czego oczekują. Teraz przyszedł czas na pytanie „Jak?” Jak odpowiednio zachowywać się przy koniach?

Odpowiedź leżała w prostym stwierdzeniu, musiałam zacząć myśleć jak koń. Aby to zrobić musiałam zgłębić ich psychologię... dlaczego zachowują się tak, jak się zachowują. Musiałam nauczyć się komunikować z końmi w taki sposób, jak to robią konie: używać mowy ciała; zrozumieć, że dla koni motywacją jest poczucie wygody (a nie pochwała).



Musiałam sobie zdać sprawę, że konie to zwierzęta chętne do zabawy i potrzebują stymulacji umysłowej, a nie nudnej fizycznej pracy. Nauczyłam się z nimi bawić. Zaczęłam stawiać przed nimi zadania, które prowokowały je do myślenia; zadania stymulujące zarówno ich ciała, jak i umysły; które powodowały, że stawały się odważniejsze. Zaczęłam wysyłać je nad, pod i przez przeszkody które wcześniej by wywołały w nich przerażenie!

Kiedy w końcu przestałam być tak surowa i krytyczna w stosunku do moich koni, przestały być tak spięte. Spędzanie czasu ze mną zaczęło sprawiać im przyjemność. Dla odmiany zaczęły mnie witać przy bramie padoku!

Lekcja numer 2: nie zrzucaj winy na konia.

Chyba najtrudniejszym zadaniem było nauczenie się nie zrzucania winy na konia. Musiałam się oduczyć przyklejać łatki opisujące konie. Musiałam przestać je oceniać według kryteriów: ciągnący, ponoszący, kopiący, płoszący się, itd. Powiedziałam sobie „Jeśli koń nie robi żadnej z tych rzeczy, kiedy nie ma mnie obok niego, to może odpowiedzialność za takie zachowanie spoczywa na mnie”. Hmmmm... była to trudna do zaakceptowania myśl.

Kiedyś podczas seminarium (nie mającego nic wspólnego z końmi) nauczyłam się, że jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, to prawdopodobnie jesteś częścią problemu. W końcu musiałam przyjąć, że w moim przypadku jest to prawdą w przypadku koni. Nie mogłam więcej zrzucać na nie winy. Kiedy ja szukałam mocniejszych wędzideł i ciaśniejszych wytoków, traciłam okazję, aby zdobyć wiedzę.

Aby stać się częścią odpowiedzi musiałam zrozumieć, dlaczego moje konie zachowywały się w niepożądany sposób. Konie są niebywale wrażliwymi zwierzętami. Ich pierwszą myślą obronną jest ucieczka. Ich drugą myślą jest stój i walcz. Strach, frustracja i niezrozumienie powodują taką samą odpowiedź u wszystkich koni. Po raz pierwszy zobaczyłam, że moje konie nie były złe.. były sfrustrowane i skonfundowane.

Odkryłam, że mój sposób komunikacji nie był jasny. Nawet nie używałam przy koniach dobrego „języka”. Posługiwałam się tylko serią kopnięć i pociągnięć za wodze. Moje ręce i nogi mogły pomóc kierować koniem, ale konie nie rozumiały, gdy używałam wodzy aby je zatrzymać, ponieważ moje ciało wciąż mówiło im, że mają iść do przodu. Ono nigdy nie przestawało jechać.

Prawdą jest, że nigdy nie wierzyłam, że moje konie się zatrzymają. Mięśnie pośladków miałam wciąż napięte! W głębi zakładałam, że koń poniesie, jak tylko będzie miał ku temu okazję, w związku z tym moje emocje były wciąż napięte, podobnie jak moje siedzenie. Musiałam nauczyć się jak zamienić się na koniu w worek kartofli... przesadzać, jak gdyby w moim ciele nie było życia. Czy wiecie jak trudno jest nauczyć jeźdźca trenującego ujeżdżenie jak zmienić się w worek kartofli?

Z drugiej strony, jeśli moje konie napierały na wędzidło, to była to moja wina, że nie potrafiłam pomóc im przemóc ich klaustrofobię i nauczyć je jak ustępować od ucisku zamiast napierać nań.

Żadna z lekcji jeździeckich, jakie miałam odkąd ukończyłam 9 lat nie nauczyła mnie jak tego dokonać. Nauczył mnie tego Pat Parelli.



Lekcja numer 3: odpuścić sobie!

Musiałam się nauczyć jak trzymać emocje, myśli i ciało pod kontrolą bez względu na wszystko. Musiałam udowodnić moim koniom, że nie zacisnę mięśni, nie będę zła ani niesprawiedliwa wobec nich bez względu na wszystko. W końcu zaczęłam rozumieć, że ich tak zwane złe zachowanie było tylko ich mechanizmem obronnym. Zachowywały się źle, ponieważ były przestraszone lub sfrustrowane moją nieumiejętnością zrozumienia ich i nieumiejętnością przekazania im tego, co chcę.

Musiałam też nauczyć się korygować ich zachowanie wynikające z braku szacunku nie stając się przy tym niesprawiedliwa. To ogromna sztuka – dochodzenie do bycia prawdziwym jeźdźcem – w sposób naturalny.

Odkryłam, że im więcej dowiadywałam się na temat psychologii końskiej, technik porozumiewania, narzędzi porozumiewania (zamiast sztucznych gadżetów) tym bardziej nabywałam pewności siebie. W końcu zaczęłam wyczuwać kiedy rzeczy się nie układały... i przestałam zaciskać mięśnie.

Podoba mi się jeden określony typ konia... wielki, wrażliwy, pobudliwy. Absolutnie nieodpowiedni typ dla kogoś, kto nie jest prawdziwym jeźdźcem! Ale z drugiej strony, gdybym nie stanęła przed problemami, których nie potrafiłam rozwiązać, to nigdy nie wyszłabym poza plac ujeżdżeniowy i z pewnością nie przyszłoby mi nawet do głowy, aby zostać jeźdźcem z prawdziwego zdarzenia. Nawet nie zdawałabym sobie sprawy, że nim nie jestem.

Z tego powodu jestem wdzięczna moim koniom. Pomogły mi otworzyć mój umysł. Pomogły pokonać barierę między angielską i westernową szkołą jazdy. Nauczyły mnie wiele o tym, jaka jestem. Kto by pomyślał, że tak wiele moich najcenniejszych życiowych doświadczeń będzie spowodowanych przez moje konie? Pozostaje jeszcze mój dług, jaki zaciągnęłam wobec człowieka, który poprowadził mnie do źródła prawdy, Pata Parelliego.

Nie, nie zarzuciłam ujeżdżenia. Po prostu zmieniło się moje podejście. Teraz ćwiczę ujeżdżenie w sposób naturalny, używając strategii „poziomych” oraz zadań, które rozwijają harmonię i udoskonalają nasze relacje tak, aby uzyskiwać radosną odpowiedź na każdą prośbę... lotne zmiany nogi, ciągi, płynne zatrzymania... to wszystko przy ucisku nie większym niż 125 g. I zarówno ja, jak i moje konie czerpiemy radość z wykonywania tych zadań!

Jeśli chcecie zapytać, jak mi idzie, spójrzcie na moje konie. One wam powiedzą. Ponieważ one stanowią moje odbicie. Pokażą wam, jak świetnie sobie radzę w mojej podróży do stania się jeźdźcem z prawdziwego zdarzenia.

A tu zdjęcia z warsztatów na Anka Rancho, które dobrze obrazują powiedzenie "Twój koń jest Twoim odbiciem":


czwartek, kwietnia 25, 2013

Kiedy ugryzie cię koń powiedz: Auć!


na podstawie książki Pata Parellego, artykuł zaczerpnęłam ze strony www.spnh.pl

Przygotuj się - nie na ugryzienie, ale na całkiem inną perspektywę patrzenia na przyczyny gryzienia i sposoby radzenia sobie z nim. Możesz się założyć, że w świecie Parellich będą one przeciwieństwem tych, których używa się normalnie!

Konie ze skłonnościami do podskubywania mają zwykle silny pociąg do zabawy

Jeżeli popatrzysz, na bawiące się konie, zauważysz, że napierają na siebie ciałem, stają dęba, uderzają się i kopią oraz GRYZĄ. Oczywiście to się dzieje w zabawie i złapanie zębami za skórę nie jest wielkim problemem - o ile nie jest to skóra człowieka. Bo nas to boli! Koń, który usiłuje cię podskubywać, zwykle po prostu wyraża swoją chęć zabawy, nie rozumie jednak, że skóra człowieka nie jest tak twarda, jak u innego konia. Z jednej strony to komplement, jeżeli twój koń chce się z tobą bawić, z drugiej to czytelny sygnał, że nie widzi w tobie osobnika alfa.



Koń nigdy nie gryzie swojej alfy!
Czy wiesz, jak rozpoznać konia alfa w stadzie? Tylko on, lub ona, nie ma śladów po ugryzieniach! Konie nie gryzą swoich alf. W grze o dominację wygrywa ten, kto jest najlepszy w gryzieniu. Kiedy konie bawią się i podskubują nawzajem, one właśnie doskonalą swoje umiejętności dominowania i ćwiczą strategie przejmowania kontroli.

To ludzie sprawiają, że pełne chęci do zabawy konie zmieniają się w agresywne, gryzące zwierzęta.


Większość ludzi uderza konia za gryzienie. Jednak to nie działa, ponieważ zwierzęta uciekające nie rozumieją kary. Ich zdaniem teraz to człowiek gryzie i tak zaczyna się wymiana ugryzień i sprawdzanie, kto „wygra” grę o dominację
W koniolandii wygrywa najdzielniejszy, najbystrzejszy i najszybszy koń. Koń alfa jest spokojny, pewny siebie i nie kieruje się emocjami. Jest on również gotowy zrobić wszystko, co będzie konieczne, by utrzymać pozycję alfy. Tak więc kiedy koń cię ugryzie, a ty dajesz mu klapsa, on po prostu staje się coraz lepszy w te klocki – uczy się, jak szybciej skubnąć i wycofać się unikając klapsa.
Z czasem podskubywanie zamienia się w gryzienie, ponieważ koń jest coraz bardziej stanowczy w próbach zdominowania ciebie. W dodatku, kiedy koń przekona się, że może wywołać w tobie pewne emocje – zaskoczenie, złość, strach – to wie, że na pewno nie nadajesz się na alfę. Wyraźnie brak ci wystarczającego spokoju, bystrości i odwagi!

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Pat Parelli, zapytany, co robi, kiedy ugryzie go koń, odpowiada „Mówię auć i rozcieram bolące miejsce, aż przestanie boleć!”. A ty, co byś zrobił? Danie klapsa nie działa i z pewnością nie poprawi też relacji między wami. Jeżeli zostałeś ugryziony, to twoja wina. Teraz powinieneś znaleźć sposób, jak temu zapobiegać. Po ugryzieniu „odwet” jest bezowocny.



Jak sprawić, by koniowi nawet nie przyszło do głowy cię gryźć?

Może słyszałeś historię o Pacie i pewnym ogierze pełnej krwi angielskiej, który był tak narowisty, że trzeba go było przywiązywać do słupa i zakładać mu kaganiec, by móc go oporządzić. Jednak nikt nie zauważył, że to nie było zachowanie agresywne - ten koń działał w obronie własnej. On tak bardzo bał się dotykania okolic głowy (ten lęk rozwinął się od czasu odsadzenia), że był przekonany, że musi cię dopaść, zanim ty dopadniesz jego. Interesujące, że zarówno człowiek, jak i koń bali się, że stanie im się krzywda!

Pat zmienił tę sytuację, wykorzystując hektolitry zrozumienia i zabawy w przyjaźń (miłość), bawiąc się w siedem gier, dzięki czemu zdołał przekonać konia, że nic mu nie grozi (język) oraz wygrywając w te gry i zasługując na pozycję alfy (przywództwo). Ten koń zmienił swój sposób postrzegania ludzi na tyle, że można było przestać używać kagańca. Trudność polegała na tym, by utrzymać ten stan i nie dopuścić do regresu, co wymagało trochę zaangażowania ze strony ludzi zajmujących się koniem. Inny trener wcześniej radził usunąć koniowi zęby. Jednak to nie zęby były problemem tylko relacja oparta na strachu i braku zaufania. Co za szczęście, że wezwali Pata...

Zaspokoić chęć zabawy
Wiele gryzących koni żyje w środowisku pełnym ograniczeń, na przykład w stajniach, na małych wybiegach i w izolacji od innych koni. To zrozumiałe, że czują się stłamszone a ich potrzeba interakcji społecznej się wzmaga. A ty możesz być jedynym co im zostało!
Siedem gier uczy cię, jak wchodzić w interakcje z koniem w sposób konstruktywny i zabawowy, pozwalając ci jednocześnie potwierdzać twój status przewodnika w sposób zrozumiały dla koni. Konie dominujące przestawiają pozostałe konie z miejsca na miejsce i tego właśnie uczy cię siedem gier. Zasada tej gry to "kto przesuwa kogo?". Jeżeli koń może zmusić cię do przestawienia stóp, wie, że strącenie cię z twojej grzędy to tylko kwestia czasu. Konie są uparte w dążeniu do dominacji i im się nie spieszy!

Kiedy bawisz się w siedem gier, posługuj się nimi twórczo, zamiast bawić się w nie zawsze w ten sam sposób. Jeżeli bawimy się w nie ciągle tak samo, to zamieniamy "siedem gier" w "siedem prac" a znudzone konie stają się naprawdę pełne inwencji! Spróbuj pobawić się używając przeszkód tak, żeby koń miał dużo różnych rzeczy do zrobienia - od skakania przez przeszkody, wchodzenia na nie, aż do przechodzenia nad nimi okrakiem, przechodzenia nad nimi bokiem, cofania się do nich itd.

Następnie rozważ bawienie się na dłuższych linach. Musisz iść dalej, odejść od liny 3,7 metrowej z poziomu pierwszego całkiem szybko, albo stanie się ona czynnikiem ograniczającym. Liny 7 i 14 metrowa dają koniowi więcej miejsca, koń może się poruszać szybciej, może wykazać się ekspresją - a jednocześnie pozostawać w łączności z tobą. Dłuższe liny rozwijają również twoją umiejętność wpływania na konia z większych odległości. Powtórzę jeszcze raz, nie utknij w grze w okrążanie. Wykorzystaj przeszkody, używaj ich do różnych celów i przez cały czas zajmuj umysł swojego konia. Spraw, żeby myślał, niech się zastanawia, o co go poprosisz tym razem!

Wykorzystaj talent!
Podskubujące konie, “paszczaki”, wykazują potrzebę interakcji oralnej. Baw się dużo z jego pyskiem, więcej nawet niż on ma na to ochotę: masuj go energicznie dłońmi, poruszaj naokoło jego wargami (w sposób zabawowy, oczywiście!), głaszcz mu język carrot stickiem, naucz się prowadzić go za język (poziom drugi). Naucz go podnosić twój kapelusz, carrot stick, lub wiadro. Niech jego oczywisty „talent” zostanie dobrze wykorzystany.
W Australii pewna studentka Parellego nauczyła bardzo skubiącego młodego konia, że jeżeli spadnie jej w czasie jazdy kapelusz, to koń ma go złapać i jej podać. Nauczył się on również pomagać przy siodłaniu, wręczając Sharon najpierw czaprak, a potem samo siodło!



Pozostań poza strefą gryzienia
Większość koni gryzie, bo są zbyt blisko ciebie. Na poziomie pierwszym i drugim uczymy cię odsyłać konia daleko od siebie i utrzymywać go poza strefą osobistą człowieka. Konie ze skłonnościami do gryzienia, mają również tendencję by włazić w twoją przestrzeń, są nadmiernie przyjazne, napierające i pewne siebie. Zwykle samo poproszenie konia, by się odsunął na odległość wyrażającą szacunek, może spowodować wielką zmianę w jego "paszczakowym" zachowaniu. Pamiętaj, jeżeli koń nie może cię dosięgnąć, nie może też cię ugryźć!

Zamiast klapsa - cofanie
Jeżeli czujesz, że skubnięcie się zbliża, cofnij konia szybko i z przekonaniem. To powoduje zmianę w ich umysłach, ponieważ teraz to ty wykonujesz ruch dominujący. Daj sobie spokój z klapsami. To nie działa i może stworzyć nieznośnego konia. Włącz więcej cofania do codziennych kontaktów z koniem i, co najważniejsze, nie pozwól mu ładować się w twoją przestrzeń.

Ważne: Spowoduj, by koń poruszał swoimi nogami, gdy ty będziesz trzymał swoje nieruchomo i nie będzie w tobie żadnego emocjonalnego napięcia. Nawet to, że nie będziesz patrzył wprost na konia może pomóc. A gdy tylko koń się cofnie, uśmiechnij się i rozluźnij. Kolejna podpowiedź: Jeżeli koń zachowuje się agresywnie, nie bądź po tej samej stronie płotu, co on! Baw się z nim przez ogrodzenie, bramę albo nad drzwiami boksu. Musisz zdobyć jego zaufanie, zanim znajdziesz się bliżej niego.

Konie gryzą tylko tych ludzi, których nie lubią, których nie szanują lub którym nie ufają

Pamiętaj, że konie to zwierzęta uciekające. One są bardzo przejęte kwestią własnego bezpieczeństwa. Niektóre konie gryzą, bo się boją lub brak im pewności siebie (działanie prawopółkulowe); inne gryzą, bo próbują dominować (działanie lewopółkulowe). W obu przypadkach pomaga cofanie. I w obu działa poprawienie relacji. Konie, tak jak ludzie, chcą być lubiane i szanowane.

Sukces w postępowaniu z końmi płynie z wiedzy, jak rozwinąć i utrzymać przyjaźń i szacunek. Uczy cię tego siedem gier, gdy przechodzisz z poziomu na poziom. To sztuka równoważenia. Nie możesz sprawić, by koń cię szanował, karząc go; w rzeczywistości to daje odwrotny rezultat. Agresywni ludzie mogą spowodować, że koń przestanie gryźć, ale nie uda im się zdobyć końskiego serca.
Stań się taką osobą, którą konie lubią, szanują i której ufają. A to oznacza:
  1. Baw się dużo w grę w przyjaźń. Spraw, by koń cię lubił i dobrze o tobie myślał, gdy cię zobaczy. Przynoś mu łakocie i marchewki (w prezencie, nie jako przekupstwo!). Zrozum, jak wygląda życie z jego perspektywy, naucz się, jak buduje się w nim szacunek dla ciebie a także bierz pod uwagę jego potrzeby.
  2. Rozwiń swoje umiejętności przywódcze do przynajmniej poziomu drugiego, żebyś wiedział jak zdobyć koński szacunek, w którym nie będzie strachu. Konie potrzebują alfy, w przeciwnym razie wezmą tę rolę dla siebie.
  3. Baw się dużo w siedem gier! Udowodnij swojemu koniowi, że nie jesteś drapieżnikiem i że może ci ufać niezależnie od sytuacji. Jest subtelna różnica między zmuszeniem konia, by robił, o co go prosisz a zachowaniem jego pewności siebie.

Program Parelliego zbudowany jest na bazie miłości, języka i przywództwa – w tej kolejności i w równych proporcjach. To klucz do zapobiegania problemom i rozwiązywania ich. Dzięki temu twoja relacja z koniem może być taka, o jakiej zawsze marzyłeś.