Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barok. Pokaż wszystkie posty

wtorek, listopada 17, 2009

Ostatnie spotkanie z Barokiem

Wczoraj pojechałam po raz ostatni pobawić się z Barokiem. Postanowiłam spróbować techniki, którą ostatnio widziałam na filmiku z Lindą, czyli "Me and my shadow." To taka wersja lekcji pasażera na linie. Idzie się koło konia i naśladuje jego zachowanie, poziom energii itp. Sporo się w związku z tym nabiegałam, bo były kłusy, galopy, wariactwo na linie, no to musiałam robić to samo. Zmęczyłam się, ale w końcu koń się całkiem rozluźnił, wytarzał kilka razy (cały czas na linie) i ogólnie zszedł z poziomu adrenaliny. Nie była to może bardzo duża zmiana, ale jednak łeb miał poniżej kłębu, co mu się bardzo rzadko zdarza. Mam wrażenie, że takie sesje by mu się częściej przydały, bo udało mi się go troszkę przekonać, żeby wziął na siebie choć trochę odpowiedzialności za to, gdzie idziemy. A to niezbędne, żeby wytworzyło się partnerstwo.

Ten mały sukces nie zmienił mojego ogólnego poglądu - że Barok wymaga co najmniej roku cierpliwej, rzetelnej pracy z ziemi, zanim zacznie nadawać się do jazdy i nabędzie większej pewności siebie oraz zrównoważenia.

wtorek, listopada 10, 2009

Co dalej?

Niedługo kończy się dzierżawa Baroka i zastanawiam się co dalej. Póki co nie zapowiada się, żebym zdecydowała się wreszcie na kupno konia, więc doszłam do wniosku, że poszukam sobie kolejnego konia do dzierżawy (ale tym razem pełnej, nie współdzierżawy). Dzięki temu dowiem się więcej o koniach, nauczę się nowych rzeczy, będę miała szansę popracować z innym zwierzakiem, to zawsze fajna zabawa i nowe doświadczenia. Może któryś z takich koni mi przypadnie do gustu i będę go chciała kupić? To zawsze lepsza opcja, móc poznać konia bliżej i mieć więcej czasu na podjęcie decyzji.

piątek, listopada 06, 2009

Chwila w siodle

Wczoraj po raz pierwszy osiodłałam Baroka i na chwilę na niego wsiadłam. Samo siodłanie przeszło spokojnie, chwila friendly i koń nie wyglądał, jakby miał coś przeciwko. Jakieś 40 minut bawiliśmy się we friendly z liną, z prawej strony konia mogłam nią machać i zarzucać mu na głowę, ale z lewej strony jest znacznie gorzej i wymaga to jeszcze sporo pracy. Zresztą chody boczne też słabo wychodzą, jak jestem z lewej strony, na driving on reaguje wtedy jak na atak. Z drugiej strony jest zupełnie dobrze.

Dziś także Marcin chwilę bawił się z Barokiem i stwierdził, że ten koń wymaga jeszcze bardzo dużo pracy, że kontakt jest z nim minimalny - miał podobne odczucia jak ja. Mi się co prawda udało teraz lekki kontakt z nim złapać, ale nadal nie jest to dużo.

Potem na chwilę wsiadłam na Baroka. Przy wsiadaniu stał spokojnie, ale potem od razu ruszył z miejsca. Na zgięcie boczne bez problemu się zatrzymał. Po 2-3 razach nauczył się stać spokojnie. Ruszył na delikatny sygnał, a potem zaczął się rozpędzać. Kiedy ruszył kłusem, znów go zatrzymałam i tak kilka razy. Przy każdym zgięciu bocznym uważnie oglądał mojego buta - myślę, że doszedł do wniosku, że o to chodzi w tym ćwiczeniu :P

Po 5 minutach zsiadłam. Ten koń jeszcze kompletnie nie jest gotowy na jazdę. Wiedziałam, że nie będzie idealnie, ale widzę, że Barok wymaga według mnie przynajmniej roku rzetelnej, spokojnej pracy z ziemi (przynajmniej przy moim poziomie umiejętności), zanim zacznie być dobrym partnerem pod siodło.

środa, listopada 04, 2009

Piłka

Po kilkudniowej przerwie w zabawach byłam wczoraj znów u Baroka. Przywiozłam ze sobą tym razem piłkę do zabawy. Koń na mój widok wyraźnie się ożywił (co prawda efekt popsuło chwilę później siano, podane przez stajennego) - pierwszy raz widziałam, żeby jakoś zareagował na mój widok. Przy czyszczeniu odkryłam, że na jednej nodze przekręciła mu się podkowa, na szczęście na zewnątrz, więc nie przeszkadzała mu w chodzeniu. Pokazałam to p. Karolinie, która od razu zadzwoniła do kowala, żeby go umówić na korektę "obuwia". Podobno zresztą Barok wygląda wyjątkowo dobrze i jest w świetnej formie - tak twierdzi p. Karolina, która go ponad tydzień nie widziała. Cóż, Parelli twierdzą, że kiedy ćwiczy się koński umysł i emocje, ciało podąża za nimi - to najwyraźniej prawda.

Na początku koń trochę poszalał (aż go wzięłam na długą linę) - nadmiar energii plus silny wiatr, który łopotał halą. Trochę biegania koniowi nie zaszkodzi, zwłaszcza, że on się nie wyrywa, tylko galopuje wokół mnie. Potem się trochę uspokoił.

Zabawy z piłką wyszły całkiem nieźle, Barok się jakoś specjalnie nie bał nowego obiektu, karnie trykał piłkę nosem, kiedy podchodziliśmy. Zrobiłam z nim nawet jojo pomiędzy ścianą a piłką, sprawiło mu to trochę trudności, ale w końcu wyszło ładnie. Wyglądał na zdziwionego, że umie TAKIE rzeczy robić :P

Znacznie gorzej szło friendly z liną. Zaczęłam to już na poprzedniej sesji i wcZzraj kontynuowałam. Mogę zarzucać mu linę na szyję, stojąc przed nim, ale już kiedy stoję przy łopatce, to jest to zbyt duża presja. Po dłuższych testach jestem w zasadzie przekonana, że chodzi tu nie tyle o linę, a o moją energię. Kiedy jestem blisko i mam pępek skierowany w jego stronę, on czuje presję, a ja nie umiem wystarczająco "wyłączyć" energii. Muszę to poćwiczyć.

W związku z powyższym odkryciem p0obawiłam się we friendly "z człowiekiem". Zrobiłam Barokowi masaż nóg i grzbietu oraz zadu, rozluźniałam mu ogon (ma zawsze strasznie spięty, wciśnięty w pośladki niemal). Chyba mu się podobało, oglądał się na mnie co jakiś czas i trochę się rozluźnił. Potem podskakiwałam i machałam łapami w wersji uśmiechnięto-zrelaksowanej. Na początku koń zareagował odsuwaniem się, myślał, że o to mi chodzi. Po jakimś jednak czasie chyba zrozumiał, że to nie jest skierowane do niego, tylko że tak sobie po prostu majtam się po hali.

Potem jeszcze chwila friendly z liną i w pewnym momencie (nie jestem do końca pewna czemu) koń zaczął ziewać, wypuszczając adrenalinę. Ziewał i ziewał i ziewał... Głowa w dół i pełny luz. To było bardzo fajne. W związku z tym zakończyliśmy na tym sesję, dałam mu jeszcze 5 minut "wolnego" na tarzanko i biegi po hali i wróciliśmy do boksu.

poniedziałek, października 26, 2009

Przełom

Dzisiejsza sesja była zupełnie inna niż poprzednie i to aż z kilku względów. Po pierwsze okazało się, że na hali pracują panowie, montujący widownię (przy użyciu strasznych przyrządów do spawania). W związku z tym wszystkie moje plany wzięły w łeb i przez pół godziny ćwiczyliśmy approach, retreat and reapproach (w sensie podejście, wycofanie, ponowne podejście) we wszystkich możliwych konfiguracjach, przy okazji szlifując z dużym powodzeniem driving (w sensie prowadzenie). Po tym czasie Barok był bardziej rozluźniony niż zazwyczaj podczas naszych zabaw, co dało mi trochę do myślenia. Może poprzednio dawałam mu za mało czasu na poznanie otoczenia, a może to po prostu kolejny etap budowania naszej relacji...

Po drugie przekonałam się, że worki z fizeliną świetnie zastępują beczki i nadają się do schematu ósemki znacznie lepiej niż drążki od przeszkód. Kiedy Barok wyluzował się na tyle, że byliśmy w stanie cokolwiek robić, zaczęłam się bawić z tymi workami, rozkładając figurę ósemki na części pierwsze (przeciskanie między mną a workami, przeciskanie między dwoma workami, kółko wokół jednego i drugiego worka). Po takim przygotowaniu figura wyszła świetnie już po 2-3 próbach. Szczerze mówiąc, gdyby Fakir kiedykolwiek zrobił tak dobrze ósemkę, umarłabym ze szczęścia ;P Barokowi zdarzyło się kilka razy podkłusować, ale po chwili sam przechodził do stępa. Reaguje już trochę mniej panicznie na driving carrotem, chody boczne wychodzą coraz lepiej. I tu znów ta sama uwaga: chody boczne w wykonaniu Baroka wyglądają o niebo lepiej niż kiedykolwiek w wydaniu Fakira. Żadnego zostawania zadem, guzdrania się, ładne krzyżowanie nóg, pozycja prostopadła do ściany - super :)

Po trzecie Barok zaczął się ze mną synchronizować. To znaczy kiedy prowadzę go z trzeciej strefy, to idzie ze mną równo, nie wyprzedzając (no może czasem, jak się czymś zdenerwuje). Kiedy skręcam, on skręca ze mną - jak jest po zewnętrznej, to na drobny sygnał carrotem dokłusowuje, jak jest po wewnętrznej, to ustępuje przodem po ciasnym kole (choć to drugie nie zawsze jeszcze idealnie wychodzi). Zaczęliśmy też robić początki prowadzenia w kłusie, na razie udaje nam się wspólnie zakłusować, jednak Barok po chwili się nakręca, wyprzedza mnie i zaczyna iść bokiem. Z przechodzeniem do stępa też jeszcze nie jest idealnie, ale pracujemy nad tym. Taka synchronizacja z koniem jest szalenie przyjemna i satysfakcjonująca, mam nadzieję, że to się będzie jeszcze pogłębiać.

W każdym bądź razie dzisiaj było super, świetnie się bawiłam z Barokiem - mam nadzieję, że on też tak czuł. Pod koniec znów go puściłam na hali na tarzanie i bieganie - nie było tak ekstremalnie jak wczoraj :) Doszłam do wniosku, że jeszcze kilka spotkań i byłabym w stanie nakręcić film na zaliczenie L1 z Barokiem. Coś, co z Fakirem zajęło mi pół roku, tutaj trwało 2 tygodnie. Oczywiście, Fakir był spokojny i opanowany sam z siebie, a z Barokiem nie udało mi się tego jeszcze osiągnąć, ale jeśli mówimy o poziomie komunikacji, to jest świetnie.

Hiszpańska krew

Wczoraj Barok (zgodnie z moimi przewidywaniami) zaczął pokazywać różki. Wynika to pewnie głównie z faktu, że cały dzień stoi w boksie i ma nadmiar energii, ale też pewnie przekonał się, że nie mam zamiaru go zabić i zaczął sobie na więcej pozwalać.

Na początek spędziłam 15 minut na undemanding time w boksie, bo Barok niedawno dostał obrok i chciałam dać mu trochę czasu na przetrawienie. Na hali nikogo nie było (przyjeżdżam zazwyczaj wieczorem, wtedy jest na to większa szansa), ustawiłam sobie dwa stojaki do przeszkód, które znalazłam na zapleczu, w charakterze obiektów do dotykania i schematu ósemki. Są na to niestety trochę za wysokie, ale lepsze to niż nic. Ćwiczyliśmy dziś grę w prowadzenie, bo Barok trochę panicznie reaguje na próby przestawiania przodu. Po kilku podejściach do stojaków zaczął się przy nich zachowywać dość spokojnie, prosiłam go potem o przeciskanie między mną a stojakami i pomiędzy dwoma stojakami, po kilku powtórzeniach robił to dość pewnie. Po tym całym ćwiczeniu prowadzenia udały mi się nawet chody boczne!

Bawiliśmy się też trochę w okrążanie, kiedy chciałam go cofnąć przy użyciu driving game, Barok zaczął intensywnie machać przednimi nogami. Ponieważ wcześniej ostrzegano mnie, że był uczony kroku hiszpańskiego na sygnał batem, postanowiłam mu odpuścić - nie wiem, czy to była próba zaatakowania carrota, czy też myślał, że proszę go właśnie o krok hiszpański. Podczas okrążania koń zaczął trochę wariować na linie, ale szybkie cofanie pomogło. Zdaje się, że to go bardzo zdenerwowało, bo potem wypuszczał adrenalinę kaszląc (jak RBE na filmiku z Patem, chyba z lipca 2009). Przesiadłam się na długą linę, żeby koń miał więcej "dryfu", co później okazało się dobrym pomysłem. Kiedy już Barok się uspokoił, zaczął z kolei zatrzymywać za mną po połowie kółka. Uśmiechałam się, głaskałam i odsyłałam ponownie. Jojo wychodzi już od 1-2 fazy (choć po jednym kroczku na razie). Po paru odesłaniach koń chyba zrozumiał o co chodzi i zrobił ładne trzy kółka, po czym go przywołałam i pochwaliłam.

Później miał jeszcze moment, kiedy znów wzięła go ochota na bieganie, stanęłam pod ścianą i wykorzystałam technikę "Chcesz biegać? Proszę bardzo, pomogę ci!". Wysyłałam go na półkola, żeby biegał i musiał co kilka kroków zawracać. Po paru zwrotach widziałam, że ma już mniejszą ochotę biegać, ale odpuściłam mu dopiero, kiedy widziałam, że trochę się rozluźnił. Opuścił głowę, przeżuł i przestał wariować do końca naszych zabaw.

Na koniec postanowiłam znów dać mu trochę "wolnego" i puściłam go luzem na hali. Na początek gruntownie się wytarzał, wydając z siebie pojękiwania rozkoszy. Potem ujawniła się w nim w pełni hiszpańska krew - zaczął dzikie galopy po całej hali (aż się bałam, czy sobie nie zrobi krzywdy). W rogu hali są zawieszone lustra i Barok uważa je zdaje się za wrogi obiekt, bo podbiegał do niego, ustawiał się tyłem i walił kilka razy z zadu w kierunku lustra. W ogóle w zachowaniu przypominał mojego kota, który też zdecydowanie jest RBE :P

Po kilku minutach takich harców koń się trochę uspokoił i ponownie wytarzał. Kiedy postanowiłam wziąć go na halter, bez problemu do mnie przyszedł. Zaprowadziłam go do stajni i spędziłam trochę czasu na czyszczenie go z piasku, bo przyniósł ze sobą chyba pół hali.

Ogólnie rzecz biorąc mam wrażenie, że powoli budujemy jakiś język komunikacji, na razie bardzo prosty, ale Barok zaczyna chyba rozumieć, że ja próbuję mu coś powiedzieć, że te wszystkie sygnały tworzą jakiś język, co bardzo mnie cieszy.

czwartek, października 22, 2009

Zabawy z Barokiem

Moje zabawy z Barokiem posuwają się powoli do przodu. Jestem u niego prawie codziennie, staram się, żeby nasze sesje nie były zbyt długie. Niestety, nie zawsze mam tyle miejsca na hali, ile bym chciała (potrafi być tam na raz np. 8 koni), a wieczorem, kiedy nikogo nie ma, obsługa zajmuje się podłożem na hali i też nie mogę tam przebywać. Ale cóż, staram się jakoś znaleźć tam dla siebie miejsce. Dużą zaletą stajni jest to, że mam do niej 10 minut drogi od domu. Dziś ustaliłam też, że Barok będzie wypuszczany na padok k. stajni. Dojdzie mi zapewne 15 minut czyszczenia z panierki przed zabawami, ale warto, żeby miał choć trochę możliwości wyjścia na dwór.

Dziś przerabialiśmy okrążanie i początki chodów bocznych, bo pozostałe gry wychodzą już nieźle (jak już pisałam, koń miał pewne podstawy, nie zaczynaliśmy od zera). Ale sesję zaczęłam od czego innego - postanowiłam wypróbować zabawę, podpatrzoną na płytce z Savvy Club. Mianowicie puściłam Baroka luzem na hali (dziś nikogo nie było, bo bawiłam się po 20-stej, stajenny nie był zachwycony...). Pierwsze co zrobił, to z ogromną radością się wytarzał. Kiedy mam go na linie to tego nie robi (może myśli, że nie wypada), ale najwyraźniej miał na to wielką ochotę. Potem przez chwilę łaził za mną, ale kiedy zaczęłam prosić o odangażowanie zadu, po chwili odszedł. Więc zaczęłam zabawę z podchodzeniem do strefy piątej (zadu)., chodziło o to, żeby obracał się pyskiem do mnie Kiedy nie chciał się ruszyć, kopałam w niego grudkę piasku. Ta taktyka sprawiła, że zaczął trochę galopować po ujeżdżalni, więc wykorzystałam metodę "Chcesz biegać? Proszę bardzo, pomogę ci!", po czym dałam mu szansę na odangażowanie zadu. Po połowie kółka galopem skorzystał, obrócił się do mnie z bardzo zaskoczonym wyrazem twarzy. Mam wrażenie, że wszystko, co z nim robię, jest dla niego dziwne i nowe, do czego innego był przyzwyczajony.

Potem robiłam tak: kiedy koń na mnie nie patrzył, podchodziłam po łuku, patrząc na zad. Kiedy się obracał pyskiem do mnie, odchodziłam, podchodziłam z drogiej strony. I tak wiele razy. Jeszcze raz powtórzyłam manewr z grudką ziemi, a po kilku minutach koń zaczął za mną chodzić. Kontynuowałam ideę odangażowania zadu, tylko z bliska. Trochę się rozluźnił, głowa była niżej, choć nie był tak zrelaksowany jak koń na filmie z Patem Parellim (nie można mieć wszystkiego :) ).

Później założyłam mu halter i znów chodziliśmy, odangażowując zad. Potem trochę circlingu, na początku zatrzymywał się za moimi plecami, ale potem było już dobrze. W porównaniu z moimi zabawami z Fakirem ta gra wychodziła świetnie :) Przy chodach bocznych się trochę zdenerwował, zaczął biegać, robiąc półkola od ściany do ściany. Przy czym to nie jest koń, wpadający w amok, można go bardzo łatwo zatrzymać, jest delikatny nawet, gdy buzuje w nim adrenalina. Mam takie wrażenie, że zawsze, kiedy adrenalina weźmie górę, on bardzo szybko się mityguje i jest jakby zawstydzony, że sobie na coś takiego pozwolił. Wygląda, jakby oczekiwał bury z mojej strony, a kiedy ja go nie ganię, ani nie krytykuję, to jest zdziwiony i przeżuwa. Chyba zepsuję tego konia :P

Kiedy wracaliśmy do stajni, szedł z głową niżej niż zazwyczaj, więc kierunek jest chyba dobry :)

wtorek, października 20, 2009

Pierwsze kroki

Byłam dziś znów u Baroka i zaczęliśmy normalne zabawy. Zaczęłam od wyczyszczenia go i kolejnego friendly ze szczotkami i kopystką. W międzyczasie przyszedł Bartek, przyjaciel p. Karoliny, który interesuje się naturalnym jeździectwem. Porozmawialiśmy trochę, pokazał mi jak Barok reaguje na drapanie po kłębie - robił taki fajny ryjek, wyglądał słodko :)

Potem poszliśmy na halę. Po raz pierwszy używałam mojego czerwonego stringa - muszę powiedzieć, że nie czuję chyba żadnej różnicy między oryginałem a sznurkami p. Podkowy. Najwięcej czasu zajęło oczywiście friendly z carrotem, przy machaniu koń się spinał i przyspieszał, co jakiś czas również podchodził bardzo blisko, napierał na presję. Żaden koń mi do tej pory czegoś takiego nie robił, było to nowe doświadczenie. Nie wiedziałam do końca co z tym zrobić, machałam linką cofając się od konia, a koń podchodził coraz bliżej... No więc cofałam go kawałek i powtarzałam operację. Nie udało mi się osiągnąć pełnego rozluźnienia i akceptacji, ale dojdziemy do tego.

Potem bawiliśmy się w jeża. W międzyczasie wszystkie jeżdżące konie opuściły halę i Barok mocno niepokoił się tym, że jesteśmy sami. Kiedy tylko udało mi się skupić jego uwagę, ustępował od bardzo delikatnych faz, jeśli akurat zastanawiał się, czy za chwilę nie zginiemy marnie, chodził od czwartej fazy na zadzie i od 2-3 na przodzie. Najtrudniej było uzyskać ładne krzyżowanie nóg z tyłu, bo raczej dostawiał je do siebie albo krzyżował "na zewnątrz", ale udało mi się uzyskać kilka dobrych kroków. Z przodem szło łatwiej. Ogólnie byłam z niego zadowolona.

Na koniec pobawiliśmy się jeszcze w jeża do tyłu. Tego chyba nigdy nie robił, bo trochę dłużej zajęło mu załapanie o co chodzi. Przy okazji zainteresował się carrotem i zaczął go delikatnie obgryzać, co było dużym sukcesem. Po kilku ładnych cofnięciach dałam mu czas na przeżucie. Koń po chwili rozluźnił się, poparskał, a potem długo ziewał, i ziewał, i ziewał. Od razu zmienił mu się wyraz pyska - zazwyczaj ma taki trochę skrzywiony, sceptyczny. Tym razem nabrał takiej zadziorności i błysku w oku, bardzo mi się to podobało. A to, że się w końcu rozluźnił, było wspaniałą nagrodą, czułam się naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że to dobry omen na naszą dalszą współpracę.

sobota, października 17, 2009

Barok

Byłam dziś u Baroka na pierwszej "sesji", czyli pół godzinki undemanding time. Najpierw wprowadziłam go do głównej stajni na czyszczenie (stoi w boksie angielskim). Stał spokojnie, chociaż szczotki wydawały mu się nieco przerażające, a zwłaszcza kopystka. Trzeba będzie się pobawić więcej we friendly ze wszystkimi sprzętami stajennymi. Wypróbowałam też spray do nabłyszczania grzywy, który dla niego kupiłam - friendly ze sprayami też będzie potrzebne. Ujmujące w Baroku jest jednak to, że widać, jak bardzo się stara. Na przykład boi się czegoś, ale bardzo próbuje przełamać ten strach i zrobić tak, żeby człowiek był z niego zadowolony. W ogóle straszny z niego słodziak. Marcina kupił zupełnie tym, że polizał go po twarzy :) Ma takie duże, łagodne oczy, super mięciutką sierść i gęstą grzywę. Strasznie mi się podoba.

Wzięłam go później na halę. Po drodze ćwiczyliśmy niewyprzedzanie mnie i niewchodzenie na mnie. Barokowi trudno było iść powoli, cały czas przyspieszał, ale wystarczała bardzo delikatna presja, żeby się zatrzymywał (czasem z lekkim poślizgiem na asfalcie) i cofał. Machałam lekko rękami i linką i to wystarczało. Czasem zdarzyło mu się mnie wyprzedzić, wtedy delikatnie go zawracałam. Zrozumiałam przy tym, o czym mówił wielokrotnie Pat - żeby nie krytykować konia. Widziałam, że Barok mnie wyprzedza nie ze złej woli czy braku szacunku, a dlatego, że się przestraszył i nie potrafił nad tym zapanować, dlatego nie karciłam go ani nic, tylko bardzo delikatnie wracaliśmy do właściwej pozycji. Super sprawa!

Kiedy weszliśmy na halę, okazało się, że ktoś tam trenuje, więc nasz undemanding time polegał na tym, że ja sobie usiadłam na ławeczce, Marcin sobie stał nieopodal, trzymałam w ręce linę i nic od konia nie chciałam. Barok przez bite pół godziny nie ruszył się nawet o milimetr. Trudno mi było wytrzymać to siedzenie, ale postanowiłam zaufać PNH i wytrwać. Po 15 minutach okazało się, że było warto. Koń opuścił głowę, powąchał linę i podłoże, a potem wypuścił z siebie głębokie i dłuuuuugie parsknięcie. Widać było wyraźnie, że się rozluźnił. Podczas tego stania co chwilę też przeżuwał, widać to "nudne" pół godziny wiele dla niego znaczyło. Dwa razy pod koniec mnie powąchał, trochę tak nieśmiało, ale się jednak zainteresował.

Kiedy wracaliśmy, również bawiłam się w zatrzymywanie i cofanie. Kiedy dochodziliśmy do boksu, koń szedł już znacznie spokojniej i wolniej. Okazało się, że jego kumpel z boksu obok, śliczny kasztanowaty arab, zwędził jego derkę i rzucił ją spory kawałek od miejsca, gdzie ją zostawiliśmy. Był bardzo wszystkim zainteresowany i ciągle łapał moją linę do pyska. Lubię LBE :) Mam wrażenie, że się z Barokiem zakumplowali.

Kiedy zakładałam koniowi derkę na noc, jakoś źle zapięłam jeden pasek. Barok poruszył się niespokojnie i obejrzał w moim kierunku, jakby mi mówił "To nie powinno tak leżeć..." Kiedy zapięłam pasek właściwie, od razu się uspokoił.

Bardzo się cieszę, że mam okazję pracować z tym koniem. Jest naprawdę niezwykły. Ciekawa jestem, jak nam dalej będzie szło.

piątek, października 16, 2009

Andaluz :)

Konia nadal nie kupiłam, ale za to zaczęłam dzierżawę. Od dziś będę się bawić z Barokiem, 6-letnim siwym wałachem andaluzyjskim. Stoi w stajni w Łazienkach, jest piękny i bardzo delikatny. Oceniam go póki co jaki prawopółkulowego ekstrawertyka, podąża chętnie za człowiekiem, mocno idzie do przodu i raczej przyspiesza niż się zatrzymuje. Jest zajeżdżony, ale wymaga jeszcze sporo pracy. Jeździłam na nim około pół godziny i bawiłam się trochę z ziemi. Jest niezwykle wygodny do jazdy, bardzo wyczulony na pomoce. Łatwo traci pewność siebie i nie panuje nad swoimi emocjami, ale nie jest to wariat, po prostu wrażliwy, prawopółkulowy koń. Ustępuje od nacisku, był trochę pracowany z ziemi metodami naturalnymi, także nie będziemy zaczynać zupełnie od zera. Jestem strasznie szczęśliwa :)

A tu trochę bardzo fajnych zdjęć Baroka (nie mojego autorstwa): http://gajewska.smugmug.com/Horses/Spanish-horses/9447273_jJPEC#P-2-15