Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pensjonaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pensjonaty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, lutego 07, 2010

Anka Rancho

Dziś byliśmy na Anka Ranczo, mróz złapał nieco większy niż do tej pory i dosyć zmarzłam, zwiedzając rozległe pastwiska wokół stajni. Oprowadził nas bardzo sympatyczny właściciel, przy okazji doradził kilka rzeczy odnośnie zakupu konia.

Jeśli chodzi o warunki to Dżamal miałby do towarzystwa dwa ogierki, 1,5 i 2,5 letnie. Mają one do dyspozycji duży, 3h padok, na którym rosną dwie jabłonki oraz biegalnię, czyli stajnię bez boksów. Wszystko to jest oddalone spory kawałek od głównych zabudowań, ale tuż przy stajni stoi domek stajennego, który ma oko na konie, jest też dojazd od tej strony (można rónież przespacerować się przez pastwisko). Przyznam, że jeśli chodzi o biegalnię to spodziewałam się czegoś większego, gdzie faktycznie koń mógłby pobiegać, ta ma wielkość powiedzmy trzech boksów. Nie jest to luksus, ale z drugiej strony koń i tak ma większość czasu spędzać na wybiegu. W pozostałych stajniach (murowanej i angielskiej) było czysto, biegalnia mogłaby wyglądać pod tym względem lepiej.

Konie dostają 3 posiłki dziennie, 2 x owies, 3 x siano (z czego obiad jedzą na padoku), wieczorem jeszcze jabłka. W lecie stoją do oporu na pastwiskach.

Socjal okazał się trochę słabszy niż myślałam, jest mały aneks kuchenny z lodówką, łazienka z prysznicem i w zasadzie tyle. Jeśli chodzi o infrastrukturę, jest duży plac do jazdy (nieoświetlony), można też jeździć po pastwiskach, które są częściowo zadrzewione. Jest też prowizoryczny lonżownik, a w planach hala (stelaż już zakupiony).

Cena bardzo sympatyczna, 600 zł za biegalnię, 650 zł za zwykłą stajnię. Pensjonat mieści się 40 km od nas, więc dość daleko, ale w weekendy można by nocować w pokojach na terenie stajni.

Jak widać Anka Rancho ma swoje plusy i minusy, ale to, co się nam obojgu najbardziej podobało, to atmosfera. Sympatycznie, życzliwie, bez zadęcia. Człowiek od razu czuje się niemal członkiem rodziny :) Anka zajmuje się naturalem, wszystkie konie na pastwiskach wyglądały na spokojne i zadowolone. Jest cisza i spokój z dala od miasta, można się wyluzować i odpocząć. Marcinowi bardzo to miejsce odpowiada, ja mam swoje wątpliwości (co prawda tyczy się to wszystkich pensjonatów, które brałam pod uwagę), ale wydaje mi się, że koniowi w tym miejscu może bycćnaprawdę dobrze. A więc decyzja podjęta - będziemy stać na Anka Rancho :)

sobota, lutego 06, 2010

Golden Horse

Byłam w czwartek w pensjonacie Golden Horse, żeby wszystkiemu się przyjrzeć i zastanowić, czy chciałabym tam trzymać konia. Muszę powiedzieć, że stajnia zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wszystko profesjonalnie, sympatycznie, infrastruktura świetna, a cena jak na takie warunki wcale nie duża (mam na myśli boks angielski, bo w murowanym już znacznie drożej). W boksach czysto, po stajni krząta się kilku stajennych i widać, że cały czas mają pełne ręce roboty. 3 stajnie, 8 myjek (nie wiem, czy wszystkie wewnętrzne, ale na pewno część), 2 siodlarnie, 2 przebieralnie z szafkami, solarium (zdaje się, że płatne dodatkowo) - generalnie full wypas :P Trochę zawiodłam się socjalem, choć nie jest taki zły w porównaniu z kilkoma stajniami, które znam. Jeden mały pokój kominkowy z dużym stołem, drugi spory pokój z kanapą, ping-pongiem i kozą, w której można palić. Bez luksusów, ale całkiem w porządku. Po prostu dla Marcina i opcji pracowania tam na komputerze mogłoby być lepiej.

Hala jest ogromna, murowana, ma wejścia z dwóch stajni i jedne duże wrota na zewnątrz. Przyglądałam się stajni z punktu widzenia przeciwpożarowego (po ostatniej tragedii w Botoi) i na szczęście stajnie mają po dwa wyjścia, a wyjście na halę jest trzecim, więc zostało to dobrze rozplanowane. Podłoże na hali takie sobie, zwykły, pylący piasek, teraz posypany śniegiem, bo za bardzo się kurzył. Mają też kryty lonżownik z dość niskimi ścianami (na plus.) Karuzela, duża ujeżdżalnia z oświetleniem, poza tym czworobok. Wyjazd do lasu zaraz przy stajni. Oczywiście padoki i pastwiska - słowem super stajnia.

Kiedy mówiłam o tym, że koń to ogierek i, że chciałabym gdzieś urządzić plac zabaw, właściciele wyrazili zgodę, ale nie wyglądali na zachwyconych. Mam wrażenie, że to stajnia skierowana do odrobinę innego klienta, niż ja - nadaje się na treningi, solidną pracę z koniem, dla naturalsa jest trochę mniej przyjazna, ale też się z pewnością nadaje.

Plusem jest też to, że w stajni trzyma konie Ewelina Zoń, która trenuje west i można brać u niej lekcje. Chętnie bym się nauczyła tego stylu jazdy, choć oczywiście to dodatkowe koszty.

Jutro wybieram się na Anka Rancho, zobaczymy, jak wypadnie porównanie.

A w poniedziałek jadę do Poznania, ale o tym cicho sza, żeby nie zapeszyć :)

czwartek, stycznia 28, 2010

Pensjonaty

Odliczam już dni do wyjazdu do Niewierza i odwiedzin u Dżamala. Szukam też dla niego pensjonatu i mam tu nie lada dylemat. Najważniejszy jest wybieg dla konia - w zimie jakieś padoki, w lecie zielone pastwiska. No i oczywiście muszą przyjmować ogiery, bo Dżamala będę kastrować najwcześniej na wiosnę, a jeśli nie będzie sprawiał kłopotów, to pewnie jesienią. Kolejna priorytetowa sprawa to fajny socjal, czyli ciepłe, wygodne pomieszczenie, gdzie Marcin mógłby spędzać czas, kiedy ja się będę bawić z koniem (lub odwrotnie, jeśli Marcin będzie miał ochotę się z nim bawić, na co bardzo liczę).

Zastanawiam się nad kwestią odległości, bo trudno mi powiedzieć jak często będę przyjeżdżać. Wydaje mi się, że przy tak młodym koniu nie powinnam go zbyt często męczyć, powinien jak najwięcej czasu spędzać z kolegami na dworze, a moje z nim zabawy będą tylko wstępem do jakiejkolwiek pracy. Więc teoretycznie stajnia kawałek dalej nie powinna robić dużej różnicy. Ale to zawsze i koszty, i czas...

Kolejna sprawa to hala. Z jednej strony fajnie ją mieć, zwłaszcza jak pada i jest zimno. Ale z drugiej strony jak już pisałam tej pracy póki co dużo nie będzie, a poza tym z tego co słyszałam większość hal przy tych mrozach i tak pozamarzała. Zresztą kiedy stałam w Sawance hali jeszcze nie było i jakoś dawałam radę. Tak naprawdę jeśli byłby fajny, oświetlony padok z dobrym podłożem, które nie zmienia się w błotne jezioro po kilku dniach deszczu, to hali być nie musi. Chciałabym za to lonżownik, najlepiej kryty, ale taki zwykły roundpen też by wystarczył. I jakiś kawałek terenu, gdzie bym mogła ustawić końskie zabawki, jakieś opony, beczki, pnie drzew itp.

Oczywiście jest jeszcze cena. 1000 zł to max, który mogę w tej chwili przeznaczyć, ale wolałabym oczywiście mniej, żeby mieć jeszcze kasę na jakieś musli czy inne dodatki paszowe. Nie jest to oczywiście koniowi niezbędne, ale zawsze fajnie dopieścić zwierzaka. Jest jeszcze kowal, weterynarz co jakiś czas, więc tych wydatków się trochę robi. Niestety dobre stajnie w okolicach Warszawy oscylują właśnie wokół tej ceny i ciężko znaleźć coś taniej.

Na razie mam kilka typów. Jeden to Anka Rancho, miejsce, w którym stawiałam pierwsze kroki w PNH. Właścicielka ma zdaje się zaliczony 2 poziom, hoduje konie, ostatnio widziałam jej nazwisko na liście absolwentów kursu imprintu źrebiąt - czyli fajne miejsce z naturalsowymi zasadami Mają gigantyczne pastwiska i powinni mieć trochę młodych ogierków do towarzystwa dla Dżamala. Plusem jest też pokój kominkowy i możliwość nocowania (kiedyś był chyba jeden nocleg w miesiącu w cenie pensjonatu, nie wiem jak teraz). Minusem jest odległość (k. 40 km), jedzie się w dobrych warunkach 45 minut. Nie ma też żadnej sensownej ujeżdżalni, jest plac do jazdy, ale z kiepskim podłożem i bez oświetlenia (w każdym razem było tak te 1,5 roku temu, może coś się zmieniło). Cena sympatyczna, bo 600 czy 650 zł. Pewnym minusem jest też to, że właścicielka nie mieszka na miejscu, nie wiem jak często bywa w stajni, ale wiadomo, że "pańskie oko konia tuczy", a ze stajennymi to różnie bywa. Nie wiem jak to działa w praktyce i może nie stanowi żadnego problemu, ale to zawsze znak zapytania.

Drugim typem jest stajnia Golden Horse w Korytach. Odległość w miarę (31 km), mają pastwiska, padoki, halę, kryty lonżownik, oświetlony plac do jazdy, czworobok, karuzelę i inne bajery. Socjal bardzo porządny, bo 2 pokoje kominkowe, zdaje się, że prowadzą tam również agroturystykę, więc są pokoje i restauracja. Cena niestety już wyższa, bo 950 zł za boks angielski i 1200 zł za boks w stajni murowanej i to właściwie jedyny minus tej stani. Na pewno oferuje największy komfort dla jeźdźca, koniowi te wszystkie udogodnienia nie robią różnicy jak sądzę.

Trzecim typem była stajnia Słupno, ale po namyśle odpadła, bo nie mają właściwie socjalu i w zimie to bez sensu, w inną porę roku propozycja warta rozważenia, bo jest w rozsądnej odległości (27 km), mają pastwiska, przyjmują ogiery, jest hala i oświetlony plac do jazdy, a cena bardzo przystępna, 700 zł.

Czwartym typem, nad którym się zastanawiam, jest stajnie w Brześcach. Byłam tam ze 2 lata temu i nie wiem, czy coś się zmieniło. Największym minusem stajni jest fakt, że mieści się w po-PRGowskich budynkach i wygląda przez to dość słabo. Mają pastwiska, nie bardzo duże, ale wystarczające, podzielone na kwatery. Przyjmują ogiery i mają fajne podejście do koni (z tego co zaobserwowałam). Stajnia jest duża, ma bardzo szeroki korytarz, tylko jest zakurzona i zagracona. Boksy ok, było czysto, dużo pościelone. Mają halę, która jest gigantyczna, podłoże chyba zwyczajne, to chyba dawny magazyn czy coś w tym guście. Byłam tak w lecie i żeby otworzyć drzwi trzeba było przedzierać się przez jakieś zielsko, może w zimie jest bardziej dostępna. Na Re-voltowej stronie o stajniach piszą, że jest pokój socjalny, ale ja nic takiego nie widziałam, za to siodła wisiały luzem na ścianie w stajni (w sensie nie w żadnym osobnym pomieszczeniu), pasza też tak stała. Cena jest przystępna, bo 700 zł, wokół ładne tereny, blisko (20 km), ale... sama nie wiem, musiałabym się jej jeszcze raz przyjrzeć.

Najbardziej bym chciała wstawić konia do stajni Asi z SPNH, bo ma w zasadzie wszystko, o co mi chodzi, ale niestety póki co tylko w planach. Kiedy skończą budować wszystko, co ma być finalnie częścią pensjonatu, to się tam chętnie przeniosę, ponieważ bardzo mi się podoba idea takiej naturalsowej stajni. Konie mają mieć spore wybiegi z wejściem przez swój własny boks, oczywiście pastwiska, plac zabaw, oświetlony plac do jazdy z fajnym podłożem, kryty lonżownik, cena 800 zł, blisko (18 km) - czyli cud miód i orzeszki. Ale póki co większość rzeczy jeszcze nie ruszyła, więc czekam niecierpliwie i trzymam kciuki!