piątek, czerwca 19, 2009

Hawana i Roskoszna

Byłam dziś obejrzeć konie p. Kanarka w Budach Michałowskich. Jest to kawałek drogi od Warszawy, w okolicach Żyrardowa. Zapomniałam wziąć aparatu, ale biorąc pod uwagę pogodę i tak nic nie byłoby widać. W stajni stoi kilkanaście koni, część z nich należy do p. Kanarka (dwie młode klacze, które oglądałam, klacz hodowlana Rosterka ze źrebakiem, dwa konie na emeryturze, jeden odpoczywa, 2 hucuły, z czego jeden to syn sawankowej Werny), a reszta to konie odebrane przez państwo jakiemuś pseudohodowcy, który o nie nie dbał, w większości małopolaki po walewickiej klaczy i arabku.

Obejrzeliśmy sobie stajnię, obejście zadbane, świeżo ogrodzone pastwiska, bardzo przyjemnie. Sympatyczna pani, która opiekuje się wspólnie z mężem końmi, wyczerpująco odpowiadała na nasze pytania. Miłym zaskoczeniem był fakt, że potrafiła dużo powiedzieć na temat charakteru koni, w innych miejscach, do których jeździliśmy, udawało się uzyskać jedynie informacje typu "charakter ma dobry, niezłośliwy". Tutaj było widać, że pani zajmuje się zwierzakami z sercem i oddaniem, co zresztą było też widać po ich zachowaniu.

Koniki "państwowe" nie były na sprzedaż, ponieważ nadal nie są uregulowane kwestie formalne, związane z ich własnością, ale obejrzałam je sobie w boksach. Bardzo mi się podobały, arabskie w typie, szczupacze, orientalne głowy z dużymi oczami, dość drobna budowa. Ale może lepiej, że nie były do kupienia, przynajmniej nie miałam dylematu, czy to nie za drobne dla mnie zwierzaki :)

Hawanę i Roskoszną obejrzeliśmy najpierw w boksach, a potem na padoku. Muszę powiedzieć, że obie klacze miały dużo uroku i w każdej coś mi się podobało - jeśli uznam, że biorę którąś z nich, będzie się ciężko zdecydować...

Hawana, lat 4, rasa sp, niezajeżdżona, matka Haga, ojciec to któryś z koni z Opypów, ale nie wiem który

Wygląd: skarogniada, dość duża (myślę, że niecałe 170 cm w kłębie), z wielką głową i długimi uszami - jak to określiła opiekunka, "przypomina osiołka" ;) Bardzo ładna maść, bardziej gniada niż kara, w okolicach słabizny złocista, leciutkie jabłka, dłuuuugi ogon, ciągnący się niemal po ziemi. Koścista, nieco ścięty zad, nie ma mięśni (to pewnie kwestia braku treningu), dość chuda, choć kręgosłupa nie ma na wierzchu, nie najgorzej się rusza, dość szeroka klatka piersiowa, nogi w sam raz (nie za cienkie). Na początku jak pani je trochę przeganiała, to chodziła tak sztywno, kiedy sobie wyobraziłam, że siedzę na jej grzbiecie, to poczułam, że miałabym odbity kręgosłup - tak jakby amortyzowała grzbietem przy każdym kroku. Po chwili galopu się jakby rozluźniła i było trochę lepiej. Nie wiem, czy to oznacza twarde chody w przyszłości, czy też przy rozluźnieniu, zaokrąglonym grzbiecie i wyrobionych mięśniach będzie to wygodny koń do jazdy. Zadziera głowę, szyja ma tendencję do jeleniowatości (chociaż nie jest jelenia). Gwiazdka na czole.

Charakter: ewidentnie lewopółkulowy ekstrawertyk. Ciekawska, cały czas się rozgląda, ma ciągle masę pomysłów, wszystko bierze do pyska. Podobno jako jedyny koń wychodziła kiedyś z pastwiska, w dodatku tak, że linki pozostawały nietknięte. Towarzyska, wymieniała uprzejmości z innymi końmi w stadzie, bawiła się często w gry dominacyjne, była dość aktywna Podczas galopów liczne baranki i stawanie dęba. Widać, że klacz zdecydowanie ma charakterek!

Roskoszna, lat 4, rasa sp, niezajeżdżona, matka Rosterka, ojciec j.w.

Wygląd: gniada, nie za duża (myślę, że ma jakieś 160 cm w kłębie), smuklejsza od Hawany, śliczna, zgrabna, sucha głowa, gęsta grzywa, ładny ogon. Dość cienkie nogi, niewielkie kopyta, trochę zbyt pękaty jak na mój gust brzuch, ale ogólne wrażenie bardzo dobre. Ruszała się ładnie, płynniej niż Hawana, choć ma trochę mniejszy wykrok, głowę nosiła niżej, bez zadzierania. Strzałka na czole.

Zachowanie: największą jej wadą jest tkanie, kiedy stoi w boksie (jak rozumiem to oznacza, że jest wrażliwa). Poza tym mam wrażenie, że to raczej introwertyczka, ale trudno to powiedzieć podczas pobieżnej obserwacji. Trzymała się raczej z daleka od innych koni, biegała wraz z nimi, ale szybko się zatrzymywała, startujący z pola obok bażant jej nie przestraszył. Niezbyt zaciekawiona człowiekiem i innymi końmi.

Po wakacjach, jeśli nadal będę myśleć o tych koniach, zamierzam się z nimi chociaż pół godzinki pobawić w 7 gier (myślę, że p. Kanarek nie będzie miał nic przeciwko). Wygląd to jedna sprawa (chyba bardziej podobała mi się Roskoszna, choć Hawana mimo niezbyt zgrabnego pyska też była ładna), ale najważniejszy jest charakter. A to można ocenić najlepiej podczas zabaw.

środa, czerwca 17, 2009

Choroba

Niestety przez ostatnie 2 tygodnie byłam chora, nawet dziś jeszcze ciągle mam problem z kaszlem i chrypką, chociaż wzięłam w końcu antybiotyk i przez tydzień leżałam w łóżku :( Przez ten czas oczywiście nie było mowy ani o jeździe konnej, ani o zabawach z ziemi, ani o oglądaniu koni. W sobotę wyjeżdżam już na obóz językowy dla dzieci jako lektorka, więc czasu zostało niewiele, ale najprawdopodobniej w piątek uda się wybrać do Bud Michałowskich, aby obejrzeć Hawanę i Roskoszną. W sobotę udamy się też na oględziny Impeta, ponieważ hodowla jest bardzo blisko miejsca, gdzie jedziemy na obóz.

W tym czasie spodobał mi się bardzo jeszcze jeden koń. Nazywa się Jack Daniels i jest z hodowli koni małopolskich w Żabnie. Ma 2 lata, jest skarogniady i ma ok. 163 cm w kłębie, pewnie jeszcze urośnie. Cena jest w miarę, mam nadzieję, że uda się coś tam wynegocjować, zwłaszcza w kwestii kastracji i transportu.

W międzyczasie dotarł do mnie certyfikat zaliczenia 1 poziomu PNH i czerwony string! Doszłam do wniosku, że chcę używać tego stringa w praktyce, zamiast wieszać go na ścianie. W końcu w PNH to koń jest najważniejszy i praktyka, a nie "zaszczyty". A jako dowód do powieszenia na ścianie mam zawsze jeszcze certyfikat, zresztą bardzo ładny.

piątek, maja 29, 2009

Impet

Mam na oku jeszcze jednego konia, jeszcze go nie widziałam, oglądałam tylko zdjęcia i film. Jest w dość przystępnej cenie, ma 2 lata i nazywa się Impet. Wiem, że to dość młody koń i gdybym go kupiła, to wsiądę na niego nie wcześniej niż za rok, ale w sumie to nie ma aż takiego znaczenia, jeśli koń jest fajny. Można z nim dużo z ziemi zrobić przez ten czas, poznać się dobrze, rozwinąć fajną relację. Oto link do jego opisu: http://www.skgutyrozynskie.com/IMPET.html

Patrząc na filmik myślę, że jest to LBI. Podczas przeganiania przebiega ledwie kilka kroków, po czym zaczyna jeść trawę :) Bardzo podoba mi się jego maść i ma fajne, rezolutne spojrzenie. Jest w każdym razie na mojej liście potencjalnych koni do kupienia.

Wczoraj rozmawialiśmy też z p. Kanarkiem ze stajni Sawanka. Ma on dwie czteroletnie, niezajeżdżone klacze do sprzedania. Jedna jest gniada, nazywa się Roskoszna, ponoć dośc elektryczna i trochę nerwowa, tka. Druga nazywa się Hawana, jest skarogniada i ponoć niewiele rzeczy ją rusza. W przyszłym tygodniu jedziemy je obejrzeć i jeśli nam się spodobają, porozmawiamy o cenie. Przyznam, że wolałabym kupić konia od zaufanej osoby, wiem, że krzywda im się tam napewno nie dzieje i że dowiem się o ich ewentualnym mankamentach przed zakupem, a nie po.

Jeździłam sobie wczoraj w Sawance konno i musze powiedzieć, że taka zwykła, klasyczna jazda strasznie mnie nudzi. w zeszłym tygodniu jeździłam na oklep, wcześniej westernowo i to było ciekawe i fajne. A takie zwykłe klepanie się po małej hali w zastępie to jednak mało inspirujące. No ale postanowiłam poprawić moją kondycję jeździecką, więc się dzielnie trzymam :) Nie muszę dodawać, że wszystko mnie boli jak nie wiem co... :P

wtorek, maja 26, 2009

Alhambra

Dziś oglądałam kolejnego konia, tym razem była to srokata, 11-letnia klacz Alhambra rasy sp, po ogierze lusitano i matce wielkopolskiej, 160 cm w kłębie, świetnie ujeżdżona westowo. Pojechaliśmy w okolice Serocka do bardzo sympatycznych państwa, Marcinowi niesamowicie spodobała się okolica i marzy teraz o kupieniu tam działki na dom :)
Od Alhambra

Od Alhambra

Koń bardzo mi się spodobał z wyglądu, kocham srokacze! Najpierw właścicielka (Kasia) pokazała nam ją na roundpenie, klacz reagowała na bardzo subtelne komendy i ładnie się ruszała. Potem została osiodłana, stała spokojnie, tylko nadymała się przy zapinaniu popręgu. Kasia wsiadła na nią, żeby zaprezentować jej umiejętności - rzeczywiście klacz dużo potrafi, lotne zmiany nogi, trawersy, zatrzymuje się w miejscu, podstawia zad. Potem ja wsiadłam na westowe siodło (drugi raz w życiu) i starałam się złapać sterowność na wędzidle z czankami, co szło mi różnie...
Od Alhambra

Od Alhambra

Od Alhambra

Potem udało mi się w miarę z nią dogadać, trochę pogalopowałyśmy, ale w każdej chwili koń stawał w miejscu na komendę "whoa!" i wysunięcie nóg do przodu. W stępie na luźnej wodzy od razu przyspieszała do kłusa, w kłusie do galopu. Robiłam głównie kółka, na prostych znów przyszpieszała. Właścicielka twierdziła, że za mocno pcham ją dosiadem, co pewnie jest u mnie nawykiem po szkółkowych koniach, które bez takiego pchania w ogóle nie idą do przodu.
Od Alhambra

Od Alhambra

Od Alhambra

Od Alhambra

Potem przez chwilę bawiłam się z nią z ziemi, jeż wychodził nieźle, gorzej z drivingiem na przód, bo koń wszelkie próby nacisku interpretował jako prośbę o cofanie, zresztą wyraźnie się bał, zadzierał głowę i błyskał białkami. Później za to, nawet po tak krótkiej chwili zabaw, zwracała na mnie znacznie większą uwagą i patrzyła na mnie, kiedy przechodziłam. Niesamowite, że PNH tak dobrze działa, nieodmiennie mnie to fascynuje.

Ogólnie uważam, że Alhambra jest prawopółkulowym ekstrawertykiem, dobrze ułożonym i spokojnym, ale nadal. Jej cena trochę przerasta nasze możliwości, ale mamy jeszcze czas do namysłu. Właścicielce bardzo spodobało się że pracujemy naturalnymi metodami (mam czasem wrażenie, że to słowo otwiera wiele drzwi), zaoferowała, że udzieli mi kilku lekcji w charakterze "instrukcji obsługi" do konia, żebym wiedziała, jakich pomocy i sygnałów jest nauczona. Było bardzo sympatycznie, teraz muszę przemyśleć sprawę. Nie zakochałam się w tym koni, nie poczułam "tego czegoś". Ale nadal klacz mi się podobała, choć Marcin twierdzi, że nie pasuje do mnie charakterem. pewnie coś w tym jest, ja uważam się za LBE, a to był (na pierwszy rzut oka) RBE.