piątek, czerwca 06, 2014

Jeden gram w rękach, dwa gramy w nogach, cztery gramy w carrot sticku

Jako, że ostatnio parę razy ćwiczyliśmy skakanie przez beczki, postanowiłam dziś trochę utrudnić zadanie, żeby koń się nie znudził. Na okręgu ustawiłam beczki oraz wysoką cavaletkę. W ten sposób podczas okrążania koń musiał przeskoczyć dwie przeszkody zamiast jednej. Cavaletka była dla niego łatwiejsza, ale jak zwykle za bardzo się rozpędzał. Skakał ją z dużym zapasem i nie umiał utrzymać kłusa. Na początek w ogóle omijał beczki, ale metodą uderzania stringiem w przestrzeń koło beczki, przez która się "przemknął", udało nam się ustalić, że nie powinien zmieniać toru, po którym idzie. Wyzwaniem było oczywiście utrzymanie kłusa, emocje były bardzo silne, koń się zadyszał, oczy wielkie, dużo adrenaliny. Byłam jednak spokojna i stanowcza, prosząc go cały czas o to samo. Powoli jego skoki stały się bardziej płaskie i oszczędne, zamiast nieskoordynowanego wyskakiwania w powietrze, zaczął też przyspieszać tylko na dwa kroki przed skokiem i widać było, że naprawdę stara się wymyślić jak sobie poradzić z tym wyzwaniem. Bardzo bym chciała, żeby każde nasze ćwiczenie było dla niego taką zagadką do rozwiązania, wyzwaniem, a nie nudnym zadaniem do wykonania. W końcu jakby coś się w nim przełączyło. Zwolnił przed cavaletką, skoczył ją spokojnie, utrzymał kłus, przed beczkami przez chwilę się zawahał, a potem ładne skoczył i dalej poszedł kłusem. Przywołałam go do siebie bardzo dumna z jego postępów - zamiast reagować emocjonalnie, włączył umysł i "przemyślał" całe okrążenie i przeszkody, zamiast po prostu biegać i się nakręcać. Super! Mam genialnego konia :)

Inna genialna rzecz, która nam dziś wyszła, to zmiana kierunku w galopie z lotną zmianą nogi. Miałam poczucie, że Dżamal naprawdę rozumie o co chodzi, a nie tylko losowo biegnie w drugą stronę. Bardzo mi się podoba to, że zaczął angażować nie tylko swoje ciało, ale też umysł w to, co robimy.

Później wsiadłam i zaczęliśmy żmudną pracę z siodła. Na razie nie sprawia mi to zbyt wiele przyjemności, ale mam nadzieję, że kiedy uda nam się przepracować te elementy, to później będzie lepiej. Znów robiliśmy schemat Podążaj po ścieżce, z użyciem steady rein i korektą przy użyciu carrot sticka. Musze powiedzieć, że jest już lepiej, mam większą kontrolę i mniej buntów. Nadal jednak dużo czasu zajęło mi uzyskanie w miarę dobrego okrążenia. Albo kulało nam tempo, albo podczas zakrętów koń miał inny pomysł na to, gdzie powinna przebiegać ścieżka, albo uciekał głową w dół (choć to mu szybko przeszło). Dawniej szybko bym zrezygnowała i zajęła się czym innym, tym razem jednak jeździłam te okrążenia tak długo, aż była pewna poprawa. Cierpliwość i powtarzanie nie jest moją najmocniejszą stroną ;)

Później robiliśmy schemat Oka byka. W stępie szło nie najgorzej, w kłusie już oczywiście słabiej, ale widzę postęp w porównaniu sprzed kilkoma tygodniami. Koń nie idzie idealnie po wyznaczonej ścieżce, ale powoli zaczyna rozumieć, że w ogóle istnieje jakaś ścieżka wokół beczki. Pod koniec jazdy przestał nawet próbować ugryźć carrot sticka, więc może powoli zaczynamy mieć jakąś komunikację z siodła. Później wróciliśmy do Podążaj za ścieżką i dodałam przejścia, co akurat wychodziło zupełnie dobrze. Na koniec trochę chodów bocznych, które zaczynają być coraz lżejsze - głównie dlatego, że zaczęłam lepiej używać carrot sticka, zamiast mocniej naciskać nogą. Jak mówi Pat: "Jeden gram w rękach, dwa gramy w nogach, cztery gramy w carrot sticku. I tona siły woli." Kiedy jeżdżę cały czas to sobie powtarzam.

poniedziałek, czerwca 02, 2014

Roundpen

Wczoraj bawiliśmy się na wolności w roundpenie. Koń zarżał na mój widok - może liczył na więcej jabłek i marchewek, których dostał jakąś straszną ilość od rodziny podczas pikniku ;) Wzięłam go na roundpen najpierw na linie i zrobiłam krótką rozgrzewkę - głównie Okrążanie z przejściami i zmianą kierunku. Poza tym dużo Gry w Zaprzyjaźnianie - mocno wiało, więc jak zwykle przy takiej pogodzie był dosyć spięty. 

Później zdjęłam linę i bawiliśmy się na wolności. Robiłam sporo Jeża (podążaj za odczuciem - follow the feel). Na tym poziomie nie chodzi po prostu o ustępowanie od nacisku - koń ma się zachowywać jak osoba, która ma zamknięte oczy i ktoś ją prowadzi poprzez dotyk. Innymi słowy musi odczytywać nasze intencje na podstawie odczuć. Prowadziłam Dżamala samymi dłońmi na jego głowie. Chodzenie do przodu i skręcanie szły dobrze, tylko kiedy go chciałam zatrzymać ręką na nosie to trochę uciekał głową. Przy czym cofanie szło bez problemów - myślę, że musiał zrozumieć, że Jeż na nosie może też oznaczać "stój". Ćwiczyłam też zmianę stron, czyli prowadzę konia będąc po jego prawej stronie, lewą rękę mam na potylicy, a prawą pod brodą. Potem przekładam prawą rękę na drugą stronę głowy i proszę, żeby koń pokazał mi drugie oko. Płynnie przekładam prawą rękę na potylicę, a lewą pod brodę i już jestem z drugiej strony konia, prowadząc go samymi dłońmi. Trudno to opisać, ale sam proces nie jest bardzo skomplikowany, wymaga chwili ćwiczeń. 

Robiliśmy również cofanie za ogon. Na początku szło trochę opornie, więc pomagałam sobie carrot stickiem. Po kilku powrotach do tego ćwiczenia zaczęło iść lepiej, udało nam się nawet zrobić początki skręcania podczas cofania za ogon. Powtórzyłam też kilka prostszych rzeczy, czyli opuszczanie głowy, i prowadzenie za nogę. Oprócz tego robiliśmy ustępowanie od liny opasanej w okolicach kłębu oraz w okolicach zadu, na piersi - szło zupełnie nieźle. Kiedyś Jeż był grą, w którą Dżamal nie wkładał szczególnie dużo wysiłku - ustępował od wysokich faz, był dość "ciężki". Teraz jednak to się bardzo poprawiło, zaczął rozumieć nacisk na różnych częściach ciała i reaguje dość lekko. Przy czym nie jest balonikiem, który ucieka od dotyku - jak tylko przestaję naciskać i głaszczę, koń się zatrzymuje.

Później zrobiliśmy trochę Okrążania, które pozostawiało wiele do życzenia. Stęp i kłus z przejściami szedł jako tako, ale galop już słabo. Myślę, że to kwestia mniejszego okręgu - roundpen ma 15 m średnicy, czyli tak, jakbym bawiła się na linie 7 m. Wymaga to od konia znacznie większego wygięcia, niż kiedy galopuje na lassie i to jest dla niego trudne. Oczywiście od razu zaczęły się bunty i emocje, musiałam zrobić catching game, czyli zabawę w łapanie. Koń był bardzo zdziwiony, ponieważ zazwyczaj bawię się z nim w tę zabawę na większym padoku i jest sporo biegania. Tutaj mogłam znacznie łatwiej go dotknąć, więc dość szybko udało mi się uzyskać odangażowanie zadu i zaciekawione uszy ;) 

Ogólnie największym problemem jest przyciąganie, czyli draw. Kiedyś myślałam, że jak mam słabe przyciąganie, to muszę naprawić to na linie i dlatego bardzo mało bawiłam się na wolności. Oglądając ostatnio płytę Liberty zrozumiałam, że to nie tak - kiedy tracę połączenie z koniem, muszę coś zrobić, żeby je odzyskać. Metodą na to jest najczęściej odangażowanie zadu - im więcej, tym lepiej. I to faktycznie działa - im częściej robię coś, żeby odzyskać połączenie, tym lepsze robi się przyciąganie. Nadal nie jest jakieś fenomenalne, ale widzę, że to właściwa strategia.

Później ustawiłam beczki. Zaczęliśmy od Ósemki, którą ćwiczyliśmy już wcześniej i koń już ją nieźle rozumie, a potem zrobiliśmy Schemat Przeplatanki czy też Fali, jak wolą niektórzy (Weave Pattern). Na początku trochę się poplątałam w tym jak mam się ustawić i jakie dawać sygnały, ponieważ są trochę inne niż podczas zabawy na linie - przynajmniej na tym poziomie. Tak naprawdę Fala jest zrobiona na bazie Trzymaj się mnie (Stick-to-me). Kiedy już udało mi się to ogarnąć, schemat wyszedł super. 

Na koniec zrobiliśmy trochę chodów bocznych i innych prostych dla Dżamala ćwiczeń. Kiedy się mocno wyluzował i zaczął ziewać, skończyliśmy zabawę.

Choć tym razem szło nam bardziej opornie niż dotychczas, muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z naszych postępów. Zarówno lekkość odpowiedzi, ekspresja, jak i wysiłek, który Dżamal wkłada w nasze zabawy, są tak dobre jak nigdy. Bardzo często dostaję uszy na mnie, zaciekawienie i chęć wspólnej zabawy - czego chcieć więcej :)

sobota, maja 31, 2014

Piknik rodzinny

Jak zwykle po lekcji z Julią nasze zabawy idą coraz lepiej, czuję, że wchodzimy na kolejny poziom. Dżamal zaczyna być coraz lżejszy, bardziej responsywny, zainteresowany, połączony ze mną - zarówno na linie, jak i na wolności. Zgodnie z poradą Julii wzięłam go ostatnio na padok, gdzie są różnego rodzaju górki i robiłam Okrążanie przez te przeszkody prosząc go, żeby zachował zadany chód. Okazało się, że tak naprawdę największy problem jest z kłusem. Do tej pory zależało mi na tym, żeby koń nauczył się ładnie galopować na linie, więc kiedy zmieniał chód z kłusa na galop, byłam zadowolona i pozwalałam mu na to. To była zła strategia, ponieważ nie wymagałam od niego przestrzegania ważnej odpowiedzialności: zachowuj chód. Teraz, kiedy zaczęłam wymagać od niego bardziej konkretnych rzeczy, czyli nie biegnij po prostu, a biegnij kłusem i nie biegnij ogólnie po okręgu, a po zadanym okręgu, wszystko zaczęło wyglądać lepiej. Na początku Dżamal reagował na to emocjonalnie, rozpędzał się, kładł uszy po sobie, był nieskoordynowany. Jednak ja zamiast wtedy mu odpuszczać i go uspokajać, prosiłam cały czas konsekwentnie o to samo - ze swoimi emocjami musiał poradzić sobie sam. To podejście zaczęło już przynosić skutki - koń stał się bardziej uważny i zaangażowany w zadanie, coraz lepiej kontroluje swoje emocje i ciało. Już widzę, że niedługo będę musiała zacząć wymagać kolejnych rzeczy (znowu jak najbardziej konkretnych), bo inaczej zacznie się nudzić. 

Jak się można domyślić tego typu ćwiczenia w kłusie sprawiły, że nagle zaczęło nam działać Okrążanie w galopie, które przedtem szło bez rewelacji. Teraz mogę poprosić o kilka Okrążeń w galopie bez zmiany chodu, nawet po górkach. Jestem bardzo zadowolona :) Zgodnie z planem ćwiczę również zakładanie na konia plandeki - wczoraj udało mi się go zupełnie zapakować, ale nie jest jeszcze w pełni wyluzowany i łatwo traci poczucie bezpieczeństwa z czymś niebieskim i szeleszczącym na plecach.

Dziś na coroczny piknik u konia przyjechała rodzina - w sumie było nas 15 osób, ognisko, namiot od słońca, traktor, rowery i biegające dziecko. Byłam ciekawa jak zachowa się Dżamal, ale był jak zwykle cudowny: spokojny, miły, łagodny, towarzyski. Oczarował wszystkich swoim wyluzowaniem w dość nietypowej dla niego sytuacji i pozytywnym podejściem do każdego. Byłam z niego bardzo dumna :)

Pobawiłam się z nim trochę na wolności i zrobiłam kilka ćwiczeń, które podpatrzyłam na płycie z Patem. Było to prowadzenie samymi rękami, położonymi na głowie konia (jedna na potylicy, a druga pod brodą). Szło bardzo dobrze, właściwie nie czułam oporu z jego strony. Na skali od 1 do 10 dałabym temu 7-8. Oprócz tego robiłam jeża stringiem, opasanym wokół brzucha, tam, gdzie zazwyczaj leży popręg. Prosiłam konia, żeby ustępował od naciska stringa i szedł trochę bokiem w moim kierunku. Chwilę trwało, zanim zrozumiał w czym rzecz, ale potem reagował na dość niskie fazy. Prowadzenie za nogę szło bosko, dałabym mu 9-10. Choć w zasadzie nie ćwiczyłam ostatnio zbyt dużo Jeża, to bardzo się poprawił. Jak sądzę to kwestia szacunku. Robiłam też chody boczne na wolności bez płotu - tylko parę kroków, ale właściwie w ogóle nie dryfował do przodu. I to przy kilkunastu osobach publiczności - był na mnie w pełni skupiony :)

wtorek, maja 27, 2014

Zabawy na wolności są super!

Zgodnie z planem dziś bawiłam się z Dżamalem na wolności. Najpierw trochę pobawiliśmy się na linie, dla rozgrzewki oraz żeby poćwiczyć to, czego nauczyła nas Julia. Później poszliśmy do roundpenu. Postanowiłam wypróbować nowe wiadomości, które mam po obejrzeniu filmów do Liberty z poziomu 3 i 4. 

Pat mówi, że najważniejsza rzecz w zabawach na wolności to kontrola zadu. Jeśli tracimy połączenie z koniem, to właśnie poprzez odangażowanie zadu możemy je odzyskać. Jeśli to nie wystarcza, musimy pobawić się w Catching Game (Grę w łapanie). Muszę powiedzieć, że mam zupełnie niezłą kontrolę zadu, trochę gorzej z przyciąganiem. To bardzo przydaje się np. przy chodach bocznych, bo jeśli pozwolimy, żeby koń za bardzo odszedł od nas przodem, może sobie zupełnie pójść ;) Wtedy właśnie przydaje się dobre odangażowanie zadu.

Zrobiliśmy w sumie sporo ćwiczeń, które widziałam na filmie, bo chciałam sprawdzić na jakim jesteśmy etapie. Muszę powiedzieć, że test wypadł nadspodziewanie dobrze - udały nam się nawet początki okrążania na bliskim dystansie. Poza tym były chody boczne - ode mnie i do mnie. Ode mnie szły świetnie, nawet bez płotu było nieźle. Gorzej z chodami do mnie, to jeszcze wymaga nieco pracy, zwłaszcza, że podpatrzyłam u Pata trochę inny sposób trzymania carrot sticka i muszę Dżamala do tego przyzwyczaić. Robiliśmy też stick-to-me i raz wyszło nawet w galopie. Co prawda koń zaczął jakieś próby podskubywania w tej zabawie, ale przestawianie przodu tu pomogło. Super szło cofanie za ogon, na bardzo lekką fazę. Zrobiliśmy też ósemkę w stępie i w kłusie - w stępie było super, w kłusie trochę słabiej.

Uświadomiłam sobie dwie rzeczy dzięki obejrzeniu płyty z Patem. Po pierwsze, że na wolności możemy już spokojnie robić rzeczy z poziomu 4. Po drugie (ważniejsze), że podczas zabaw na wolności bardzo ważne jest równoważenie zabaw. Innymi słowy jeśli robimy dużo ćwiczeń na przyciąganie (draw), musimy je zrównoważyć ćwiczeniami na prowadzenie (drive), inaczej koń będzie na nas właził. Dobrym przykładem jest stick to me - po tym ćwiczeniu warto robić dużo przestawiania przodu, żeby zrównoważyć to, że koń ma iść blisko nas. Muszę na to zwracać większą uwagę, bo może to być przyczyna części moich problemów.

Wygląda na to, że czas zrobić listę rzeczy, potrzebnych do zaliczenia L3 Liberty :) Obowiązkowe elementy to:
  • Prowadzenie konia samymi dłońmi. Nie powinno być problemu, ale jeszcze poćwiczę.
  • Przejścia. Działają nieźle, ale też do przećwiczenia.
  • Schemat Okrążania w kłusie z przejściami i zmianą kierunku. Zmiana kierunku do przećwiczenia.
  • Schemat Ósemki w stępie. W stepie spoko, spróbuję poćwiczyć w kłusie.
  • Podest. Dziś spróbowałam i koń wszedł bez szczególnego namysłu.

Z listy self assessment mam trochę więcej do "odhaczenia", ale będę powoli to uzupełniać. Najtrudniejszy może być spin, muszę się dokładniej przyjrzeć jak to się robi.