niedziela, listopada 10, 2013

Friendly Game z piłką na wolności - Naturalsowa zabawa

Dziś nagrałam filmik na Naturalsową zabawę (jeśli ktoś jeszcze o niej nie słyszał, koniecznie zapraszam do udziału):


Filmiki trzeba zgłaszać na Facebooku Anka Rancho: https://www.facebook.com/pages/Anka-Rancho/387339491364810

A oto mój filmik:

czwartek, listopada 07, 2013

Ćwiczymy odsyłanie

Zgodnie z zaleceniami Julii ostatnio ćwiczymy odsyłanie i wychodzi coraz lepiej. Udaje nam się nawet robić całkiem dobre zagalopowania. Pracujemy jeszcze nad odpowiednią ekspresją, ale podczas okrążania w kłusie Dżamal jest coraz bardziej rozluźniony, z galopem jest trochę gorzej, ale na razie skupiam się na samym zagalopowaniu i kiedy wychodzi ładnie, zapraszam konia do siebie. Najtrudniejszym (dla mnie) elementem jest sygnał "baczność", czyli kiedy chcę poprosić o Okrążanie, najpierw biorę trochę energii i czekam, aż koń na mnie spojrzy (będzie miał uszy na mnie) i dopiero wtedy go wysyłam. Zwłaszcza na początku zabaw zajmuje to strasznie dużo czasu i ja wtedy umieram z nudów. Ale jak się trochę rozkręcimy to uszy idą na mnie znacznie szybciej.

Kolejna rzecz, którą ćwiczymy, to przeciskanie nad beczkami i drągami. Dżamal bardzo szybko nauczył się przechodzić w stępie i kłusie przez cztery drągi po kolei. Z czasem będę chciała, żeby to były cavaletti - to ponoć świetne ćwiczenie na mięśnie grzbietu. W tym celu potrzebuję jeszcze czterech cavaletek - muszę pomęczyć p. Darka, żeby nam takie zrobił, na razie mamy jedną.

Ostatnio bawiliśmy się też w Przeplatankę i Ósemkę i udało nam się nawet zrobić fragmenty Ósemki w galopie. Jestem w stanie robić te schematy na bardzo niskich fazach i mieszam je ze sobą, czyli najpierw robię przeplatankę, za drugim razem ósemkę, potem biegniemy kłusem wzdłuż wszystkich beczek i dotykamy nosem ostatniej - wszystko po to, żeby koń się zainteresował i słuchał moich sygnałów, zamiast zakładać co teraz będziemy robić.

W najbliższym czasie planuję poćwiczyć przechodzenie bokiem nad beczką. Julia powiedziała, że muszę to zrobić bardzo powoli, więc chyba przyniosę sobie na padok krzesło ;) 

niedziela, października 27, 2013

Lekcja nr 2 z Julią + fotostory

Dziś miałam lekcję z Julią Opawską, drugą w Polsce Parelli Proffessional. Było bardzo fajnie i dużo się nauczyłam (a M. robił zdjęcia). Julia pokazała mi, jak poprawić moje odesłanie - okazało się, że za mało "otwieram" koniowi drogę, żeby mógł iść do przodu, czyli swoją postawą ciała z jednej strony proszę go o ruch, a z drugiej strony blokuję. Kiedy tylko to poprawiłam, odesłania zaczęły od razu wychodzić znacznie lepiej. Oto, jak to powinno wyglądać:


Po każdym odesłaniu, jeśli Dżamal nie ruszył takim chodem, o jaki go poprosiłam, miałam zmienić kierunek i wysłać go znów, uderzając stringiem w to miejsce, z którego miał ruszyć. Kiedy szedł ładnie, prosiłam go do siebie i czekałam, aż przeżuje i zada mi pytanie.

Tutaj czekam:

I nareszcie pytanie :)

Na początku ekspresja Dżamala nie była idealna, kiedy go prosiłam o więcej wysiłku robił różne miny.



Ale potem, kiedy udało mi się lepiej go odsyłać i dawać wyraźniejsze sygnały, było znacznie lepiej. 


Ważnym elementem, który musiałam poprawić, było też przygotowanie do odesłania. Julia powiedziała, że za szybko przechodzę od pozycji neutralnej do "idź na koło", powinno być jeszcze "uwaga, będę cię o coś prosić" i chwila czasu, żeby koń mógł nastawić uszy i pokazać, że jest gotów słuchać polecenia. Początkowo dość długo trwało, zanim Dżamal na mnie popatrzył, miał raczej minę "nie słucham cię, nie ma mnie tu". Rysunek poglądowy:


Musiałam więc cierpliwie czekać, aż na mnie spojrzy. Żeby go wybić z takiego zamknięcia prosiłam go o kroczek do tyłu, kroczek do przodu, przestawienie zadu itp., małe rzeczy, żeby się mną zainteresował. Dzięki temu udało się uzyskać jego większe zaangażowanie i ekspresję, a także lepsze odesłanie - energiczne i na 1-wszą fazę.



Mam ćwiczyć dobre odesłania w stępie i kłusie, a jak to będzie dobrze wychodzić, to zacząć wprowadzać zagalopowania. Najpierw 2-3 foule i zaproszenie do środka, a potem coraz więcej.

Później zajęłyśmy się przeciskaniem nad cavaletką. Ci z Was, którzy śledzą mój blog od dawna wiedzą, że dla Dżamala przeciskanie nad beczkami i innymi przeszkodami jest dużym wyzwaniem. Julia obejrzała nasze próby i orzekła, że daję Dżamalowi zbyt niejasne sygnały i on przez to nie do końca wie, co powinien zrobić. Pokazała mi, jak w konsekwentny i jasny sposób pokazać mu, że to schemat przeciskania, który składa się z odesłania, przyzwolenia i odwrócenia się pyskiem do przeszkody. Ponieważ mój koń po pokonaniu przeszkody nie leci jak wariat do przodu to znaczy, że nie czuje się niepewnie, po prostu albo mnie olewa, albo nie do końca wie o co mi chodzi. Kiedy udało mi się zrobić dobre odesłanie i stanowczo go popędzić, kiedy się wahał nad przejściem, okazało się, że wszystko wychodzi super :)

Na koniec Julia powiedziała, że widzi duże postępy od naszej ostatniej lekcji - cieszę się, że idziemy w dobrym kierunku :) Lekcja bardzo mi się podobała - niesamowite, że tak wydawałoby się niewielkie korekty, jak ustawienie nogi przy odsyłaniu, robią tak kolosalną różnicę! Jednak każda wizyta instruktora jest na wagę złota - samemu można się wiele nauczyć, ale, jak mówi Pat Parelli: "Praktyka nie czyni mistrza, tylko mistrzowska praktyka czyni mistrza." To bardzo mądre powiedzenie. Dodatkowo Julia jest bardzo cierpliwa i wszystko dokładnie tłumaczy - czemu tak, a nie inaczej, z czego wynika dana korekta, co bardzo mi się podoba, bo pozwala szybciej się uczyć. 

Tu jeszcze parę zdjęć:







niedziela, października 13, 2013

Drugi (dłuższy) wyjazd w teren

Dziś wybraliśmy się w teren we trójkę - ja na Dżamalu i Marcin z kijkami do nordic walking. Byliśmy na przecudnym, jesiennym spacerze. Byłam absolutnie zachwycona :) Wyjazdy w teren to jeden z głównych powodów, dla których chciałam mieć własnego konia, a, co za tym idzie, jedna z przyczyn, dla której bawię się w PNH. Dzisiejszy spacer bardzo dobrze pokazał, dlaczego dobra relacja i zgranie z koniem dają tyle radości. Dawniej zawsze, kiedy jechałam w teren, miałam gulę w żołądku - bałam się, bo wiedziałam, że może wydarzyć się dosłownie wszystko. Wiedziałam, że koń może mnie ponieść, zrzucić, kopnąć innego konia, skręcić do stajni zamiast tam, gdzie planuję jechać, odmówić jazdy w zadanym chodzie. Teraz wiem, że spacery mogą być spokojne, relaksujące i przyjemne, bez nieustającej czujności i strachu. Można jechać na rozluźnionym, patrzącym pod nogi koniu, który słucha moich sygnałów, zachowuje się jak partner i nie daje mi najmniejszych powodów do strachu. Były takie momenty, kiedy zapominałam, że siedzę na koniu i wydawało mi się, że sama idę po leśnej, zasłanej liśćmi ścieżce. Jak to mówi Pat: "There's nothing you can't do when the horse becomes a part of you.", czyli "Kiedy koń stanie się częścią ciebie, nie ma rzeczy, której nie mógłbyś zrobić." Nie jesteśmy może jeszcze na tym etapie, ale momentami naprawdę czułam, o co chodzi w tym tekście.