środa, marca 21, 2012

Wysłuchaj pomysłów konia

Pat Parelli często mawia: "Spraw, żeby twoje pomysły stały się pomysłami konia, ale najpierw wysłuchaj jego pomysłów". Zawsze wiedziałam, że to mądre słowa, ale nie umiałam za bardzo przełożyć ich na praktykę. Bo jak właściwie ma wyglądać wysłuchiwanie pomysłów konia? I jak sprawić, żeby moje pomysły stały się jego pomysłami? Jest to zagadnienie szczególnie ważne przy kontaktach z Lewopółkulowymi Ekstrawertykami. Tego typu konie bardzo źle reagują, kiedy ktoś stara się narzucić im własne pomysły i nie daje im miejsca na wyrażenie opinii. Zamiast posłuszeństwa dają człowiekowi odczuć swoje niezadowolenie, buntują się i walczą. Ponieważ Dżamal to właśnie LPE, dużo nad tym myślałam.

Inna parellowa mądrość, która często przychodzi mi do głowy, to "Set things up for success" - przygotuj sytuację tak, żeby zwiększyć szansę na sukces. Zadziwiające, jak wiele razy po fakcie analizuję moje spotkanie z Dżamalem i widzę, że przy takich warunkach nie było szansy na to, żeby zabawy wyszły dobrze. Oczywiście najczęściej takie rzeczy wie się po fakcie...

Te wszystkie przemyślenia dotyczą moich ostatnich dwóch spotkań z Dżamalem - pierwszego niezbyt udanego, z którego jednak wyciągnęłam wnioski, które zaowocowały znacznie lepszym spotkaniem numer dwa. Podstawową różnicą była rzecz niby trywialna, czyli warunki atmosferyczne, a co za tym idzie podłoże. W zeszłym tygodniu było chłodno, wietrznie i bardzo mokro, na ujeżdżalni było sporo kałuż, temperatura oscylowała koło zera, a ja nie miałam rękawiczek. Lina nasiąkła wodą, a kiedy podniosłam ją po zabawie na wolności, była sztywna od mrozu. Innymi słowy - warunki niezbyt sprzyjające. W tę niedzielę na odwrót - świeciło słońce, podłoże było w miarę suche, bez kałuż i błota. Dlaczego ten szczegół ma duże znaczenie (poza  mniejszym komfortem człowieka i konia, rzecz jasna)? Otóż największym problemem jest to, że przy błocie i kałużach nie jestem w stanie szybko i sprawnie biegać po ujeżdżalni - zapadam się, wpadam w wodę, ślizgam się - innymi słowy, nie nadążam za Dżamalem. I przez to nie jestem w stanie zapewnić mu tego, czego on potrzebuje - zabawy i możliwości wyrażenia siebie. 

Zawsze, kiedy bawię się z moim arabkiem, mam wybór. Mogę postawić na spokojne i wymagające precyzji ćwiczenia oraz np. różnego rodzaju grę w zaprzyjaźnianie (oswajanie się z różnymi strasznymi rzeczami nie jest dla niego łatwe). Czasem jest to najlepsze rozwiązanie, jednak niestety wtedy ryzykuję tym, że koń będzie znudzony i niezbyt zmotywowany. Mogę też bawić się dynamicznie i z energią - wtedy Dżamal jest zachwycony, może biegać, szaleć, strzelać baranki i na różne sposoby pokazywać swoją naturę. To jest zawsze czas dla niego - ja staram się dotrzymać mu kroku, nie blokować go, wzmacniać jego pomysły, a gdzieś przy okazji nie zdemolować ujeżdżalni :P To Kasia Jasińska pokazała mi, jak to zrobić i na czym to polega - sama chyba bałabym się pójść na całość, a to jest właśnie to, czego mój koń potrzebuje. Niestety, żeby móc się w ten sposób bawić, potrzebne są warunki. I tu wracamy do poprzedniego akapitu. Kiedy wzięłam Dżamala na zabłocony padok, próbowałam pobawić się z nim dynamicznie. Ale zamiast wspólnej zabawy wyszło nam szarpanie się i walka, moja frustracja, jego niezadowolenie - nic przyjemnego. Po przeanalizowaniu tej sytuacji doszłam do wniosku, że to wina warunków - grzęznąc w błocie nie nadążałam, musiałam wstrzymywać Dżamala i blokować częściowo jego pomysły, on się przeciwko temu zbuntował, zaczął szarpać linę, przy okrążaniu próbował mi się wyrwać w kierunku bramy - ogólnie nie było zbyt fajnie. 

Kiedy przyjechałam tydzień później i warunki prezentowały się znacznie lepiej, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Na początku zaczęliśmy spokojnie, ponieważ na ujeżdżalni było sporo koni. Poza tym chcę wprowadzić do zabaw carrot sticka z flagą (torebką foliową zamiast savvy stringa) i mimo, że odczulałam już na nią Dżamala, okazało się, że nadal niezbyt jej ufa. Z tego, co widziałam, przyzwyczajenie go do tej nowej pomocy jeszcze chwilę zajmie. Później trochę się przeluźniło, więc postanowiłam podnieść nieco energię naszej zabawy. Zaczęliśmy robić okrążanie, Dżamal po chwili się rozkręcił i zaczęliśmy biegać. Polega to na tym, że robimy coś na kształt wędrującego okrążania, z tym, że on co jakiś czas zaczyna przyspieszać, galopować, zazwyczaj bardziej w linii prostej niż po okręgu, więc wtedy ja biegnę za nim, starając się nie napinać liny bez potrzeby, nakierowuję go na jakąś przeszkodę terenową, żeby zamiast biec bezmyślnie musiał coś ominąć/przeskoczyć, potem zmieniam kierunek, Dżamal strzela kila baranków, znów galopuje. Często zmienia kierunek z własnej inicjatywy, wtedy stosuję zasadę "ja też!", czyli daję mu sygnał do jeszcze szybszego biegu. Podoba mi się to, że zazwyczaj, kiedy wbiegnie za jakąś tyczkę/słupek i poczuje napór liny, zatrzymuje się i zadaje mi pytanie. Wtedy proszę go o ruch w drugą stronę, żeby nie zaplątywać liny w słupek. Czuję wtedy, że to zabawa, a nie dzikie bieganie bez kontroli, ponieważ mój koń zachowuje się jak partner.

W niedzielę naprawdę daliśmy czadu ;P Dżamal biegał wokół mnie cwałem, z przechyłem chyba 45 stopni, wyglądał jak motor, kładący się na wirażu. Kilka osób na ujeżdżalni było zaniepokojonych, czy wszystko jest w porządku, ale ja wtedy praktycznie jednym spojrzeniem odangażowałam Dżamalowi zad, on się zatrzymał i podszedł do mnie, dysząc trochę po biegu. Było bardzo fajnie :) Jaki był tego finał? Po ok. 10 minutach zabawy na jego warunkach, mogliśmy przejść do realizowania moich planów, czyli okrążania ze zmianą kierunku i przejściami stęp - kłus - stęp. Nie było żadnego ciągnięcia do bramy, żadnego wyrywania, pod koniec koń kłusował z rozluźnionym grzbietem i nosem w dole - chyba po raz pierwszy! Wtedy zrozumiałam, jak potężne narzędzie włożyli mi w ręce Pat, Linda oraz Kasia. Potrafię dać mojemu koniowi to, czego on potrzebuje, sprawić, że czuje się zrozumiany i nie ma powodu, żeby się przeciwko mnie buntować. To podstawa prawdziwego partnerstwa i dobrej relacji 

Z innych spraw zaczęłam przygotowywać się do przejścia na jeszcze dłuższą linę, czyli lasso 15-metrowe. Na razie trenuję na sucho na lassie, użyczonym przez Ankę - samo zwijanie i rozwijanie go stanowi już pewne wyzwanie.

czwartek, marca 15, 2012

Obozy jeździeckie na Anka Rancho

Zaczynają się zapisy na obozy jeździeckie na Anka Rancho. Zamierzam w tym roku spędzić tam 2 tygodnie, nie jako uczestnik, ale jako nauczyciel. Będę wspólnie z Anką prowadziła zajęcia z ziemi, a także lekcje angielskiego, związanego z tematyką końską i rzecz jasna naturalsową. Oczywiście cały obóz będzie prowadzony zgodnie z duchem PNH. Poniżej wrzucam informacje o obozie i serdecznie zapraszam :) 


Od 16 marca zaczynamy zapisy na obozy jeździeckie na Anka Rancho. Obozy zaczynają się 1 lipca i będą trwały do 26 sierpnia (turnusy 1-, 2- i 3-tygodniowe). Anka Rancho mieści się w Gliniance k. Warszawy i jest stajnią prowadzoną przez doświadczoną instruktorkę, praktykującą również od wielu lat naturalne jeździectwo (PNH). Wszystkie konie, dostępne dla uczestników obozów, układane są od małego metodami naturalnymi.

Prowadzimy obozy jeździeckie dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych, zarówno w czasie wakacji, jak i w czasie ferii zimowych. Podczas obozu zapewniamy trzy godziny zajęć z końmi dziennie - obejmuje to zarówno jazdę, jak i zabawy z końmi z ziemi na linie, według szkoły naturalnego jeździectwa.

Uczestnicy biorą ponadto udział w zajęciach teoretycznych z hodowli koni i jeździectwa, prowadzonych przez zootechnika - właścicielkę ośrodka, zapoznają się też z codzienną opieką nad końmi oraz pracą w stajni, pojeniem, karmieniem koni i ich pielęgnacją. Zazwyczaj przydzielamy danej osobie jednego konia na cały pobyt, aby umożliwić każdemu nawiązanie bliższej więzi z czterokopytnym przyjacielem. Istnieje też możliwość przyjazdu z własnym koniem.

W tym roku dodatkowo będziemy prowadzić zajęcia z j. angielskiego, związanego z tematyką jeździecką. Poziom językowy będzie dopasowany do poziomu zaawansowania uczestników.

Na koniec obozu organizujemy konkurs, w którym uczestnicy mogą sprawdzić nowe umiejętności, wręczamy również wszystkim dyplom ukończenia kursu w naszej stajni.

Więcej informacji tutaj: www.ankarancho.pl

wtorek, lutego 21, 2012

Co tam w śniegu piszczy

Nie mam ostatnio weny do pisania, ale to nie znaczy, że nie mam weny do zabaw z Dżamalem. Napiszę więc może kilka słów o tym, co ostatnio robiliśmy, a później o naszym spotkaniu w niedzielę.

Jestem bardzo zadowolona, ponieważ mój kochany mąż wrócił do zabaw z Dżamalem. Ja występuję w roli instruktorki i wymyślam dla nich obu ciekawe zadania. Marcinowi bardzo dobrze idzie, myślę, że zdanie poziomu 1 nie byłoby dla niego żadnym problemem. Dlatego chciałabym, żeby zaczął bawić się na długiej linie i robić bardziej wymagające ćwiczenia. 

Podczas drugiej lekcji zaczęliśmy robić okrążanie i Dżamal zaproponował bardziej energiczne zabawy, co Marcinowi bardzo się spodobało. Było trochę kłusa, spontanicznych oraz kontrolowanych zmian kierunku, ogólnie dobrze się bawili. Później ja wzięłam linę (bo po lekcji też się trochę bawię z arabkiem) i w koniu nastąpiła przemiana. Zaczął galopować po placu jak wariat, strzelać baranki, robić zwroty na zadzie i inne sztuki, które zdarza mu się wyprawiać, kiedy się wspólnie bawimy. To był moment z gatunku "how interesting". Kiedy był z Marcinem, zachowywał się znacznie delikatniej - proponował bieganie, ale ponieważ Marcin najwyraźniej nie miał ochoty szaleć z nim po padoku, tylko prosił o zmiany kierunków, koń uznał, że nie ma sensu zaczynać galopów. Ja go jednak nauczyłam, że ze mną można pobiegać i często się tak wspólnie bawimy, więc kiedy przejęłam linę, zaproponował znacznie dynamiczniejszą zabawę :) Konie to jednak bardzo mądre stworzenia.

Nasze spotkania przez ostatni miesiąc nie były bardzo długie, ponieważ nie chciałam spędzać kilku godzin na dużym mrozie. Dżamal był zdecydowanie niewybiegany, więc po 10 minutach robiło mi się ciepło, a wręcz gorąco, jednak nie chciałam się przeziębić. W związku z tym skupialiśmy się raczej na udoskonalaniu tego, co już umiemy i nie wprowadzałam za bardzo nowych rzeczy. To zresztą nie był taki zły pomysł - Pat twierdzi, że idealna proporcja to 80% powtarzania, 20% nowych rzeczy. U mnie zazwyczaj jest to bardziej 60% - 40%... Dzięki tym kilku sesjom doceniłam wagę powtarzania. 

W niedzielę Dżamal przybiegł do mnie na padoku kłusem - pierwszy raz :) Oczywiście częściowo wynika to z faktu, że się bardzo nudzi na małym wybiegu (w lecie nie przychodzi tak chętnie), ale i tak jest to duży postęp. Postanowiłam popracować nad cofaniem, ponieważ po obejrzeniu kilku inspirujących filmów doszłam do wniosku, że pozwalam Dżamalowi na zdecydowanie niskiej jakości cofanie. A podobno im lepiej koń chodzi do tyłu i w bok, tym lepiej robi wszystko inne. Znalazłam na padoku trochę siana, więc położyłam go w miejscu, przy którym kończyłam cofanie. Dzięki temu, kiedy udawało nam się dotrzeć do tego punktu, koń otrzymywał nagrodę. Nie zrobiłam tego ćwiczenia wystarczająco wiele razy, żeby mieć faktycznie jakieś efekty, ale padał deszcz ze śniegiem i było paskudnie, więc jestem usprawiedliwiona :)

Druga rzecz, nad którą od jakiegoś czasu pracowaliśmy, a w niedzielę pierwszy raz wyszła jak należy, była gra w "przyklejenie", czyli "stick to me". Przypomina to chodzenie z psem przy nodze - koń ma się trzymać człowieka i jeśli przy zakręcie znajduje się po zewnętrznej stronie, powinien przyspieszyć, żeby nie zostać z tyłu. W stępie i kłusie wychodzi nam to już bardzo dobrze, w dodatku mogę iść szybszym lub wolniejszym stępem i koń się do tego dopasowuje. Tym razem jednak udało mi się to zrobić w galopie! Za każdym razem prosiłam tylko o 2-3 foule i przechodziliśmy do zatrzymania i chwalenia :) Raz dostałam galop na samą zmianę tempa biegu (a raczej rytmu, czyli też zaczęłam "galopować"). Lepiej wychodzi to lewą niż w prawą stronę, tak jak większość ćwiczeń. 

Kolejna rzecz, na której się ostatnio skupiałam, to zmiana kierunku przy okrążaniu (zwłaszcza w wyższych chodach) oraz - co się wiąże - ładne wykonanie ósemki w kłusie. To było duże wyzwanie, ponieważ w wyższych chodach Dżamal się często nakręca i trudno mu odangażować zad, nie mówiąc już o przyciąganiu i zmianie kierunku. Jeśli dam mu się mocno wybiegać, zanim cokolwiek zaczniemy robić, to on jest już zmęczony i nie chce mu się kłusować czy galopować. Dlatego okrążanie stało się moim priorytetem. W tej chwili jest już znacznie lepiej, ale nadal potrafi mi się wyrwać lub mocno pociągnąć w kierunku bramy, ponieważ jest ona póki co zamykana tylko małym sznureczkiem lub w ogóle i już się przekonał, że można przez nią zwiać (uważa to za doskonałą zabawę). W każdym razie w niedzielę odniosłam sukces - udało nam się zrobić piękną, idealną wręcz ósemkę w kłusie - byłam bardzo zadowolona. Przy okrążaniu, nawet podczas dzikiego galopu, udało mi się zmieniać kierunki - moja cierpliwość się opłaciła :)

Później poszliśmy do roundpenu. Właściwie za każdym razem staram się choć trochę pobawić na wolności. Na początku bywało kiepsko, zwłaszcza z okrążaniem, ale teraz Dżamal jest z stanie zrobić kilka kółek bez próby wyjścia na zewnątrz :P Udało nam się zrobić stick to me w galopie również bez halterka. W dodatku za którymś razem "zagalopowałam" na złą nogą i Dżamal również. Dodam, że nie widziałam chyba nigdy, żeby w innym przypadku galopował na złą nogę (nie ma w tym żadnej mojej zasługi - on po prostu sam wie, jak trzeba biegać, jest najwyraźniej dobrze zrównoważony), więc zakładam, że starał się mnie naśladować. Muszę się pilnować na przyszłość, żeby nie nauczyć go niewłaściwych odruchów.

Zmiany kierunków na wolności są znacznie trudniejsze niż na linie, na razie staram się poprawić "przyciąganie", czyli, żeby nawet z drugiego końca roundpenu koń do mnie podchodził.

Później poszliśmy na rozczyszczanie kopyt. Zdaje się, że suplementy od p. Podkowy przynoszą efekty. Podaję je zmieszane z olejem, ponieważ w innym wypadku Dżamal odmawiał ich jedzenia. Ogólnie z kopytami jest zupełnie nieźle. Zbyszek powiedział, że woli, kiedy jestem podczas robienia kopyt, ponieważ przy mnie mój arabek jest grzeczny, a beze mnie ma wiele ciekawych pomysłów. Z jednej strony to miło, że w mojej obecności dobrze się zachowuje, ale z drugiej strony wolałabym, żeby nabrał szacunku do wszystkich ludzi, nie tylko do mnie. No cóż, ostrzegano mnie, że araby przywiązują się do jednej osoby - być może to tego kwestia. Chciałam araba, to teraz muszę marznąć podczas wizyty kowala :P

środa, grudnia 07, 2011

Rozluźnienie

Podczas ostatniej wizyty u Dżamala moim podstawowym problemem było rozluźnienie się. I chociaż dużo rzeczy wyszło fajnie, np. udało mi się zrobić jedną całą ósemkę na wolności, dobrze działa jeż do tyłu za ogon i chody boczne do mnie, ulepszyliśmy stick to me, lepiej wychodzi zmiana kierunku przy okrążaniu oraz przejścia w dół, to ogólne odczucie po takim spotkaniu mam zawsze negatywne. Bo to przecież nie chodzi o to, żeby nauczyć konia konkretnych ruchów czy odpowiedzi (choć oczywiście jest to ważne), ale żeby dobrze się bawić, rozumieć, miło spędzić czas, pracować nad sobą. Dlatego kwestia rozluźnienia jest tak kluczowa - kiedy jestem spięta, trudno mi cieszyć się tym, co robię i koń też nie myśli o rozluźnieniu. Pomyślałam sobie, że może inne osoby mają podobny problem, więc postanowiłam wrzucić tutaj kilka ćwiczeń, które pomagają w relaksacji - ja je wykonywałam ostatnio podczas undemanding time z Dżamalem i całkiem pomogły (niestety później przyjechał kowal, więc nie zdążyłam pobawić się z koniem w wersji bardziej rozluźnionej).

Relaksacja mięśni wg. Jacobsona
Prostą i skuteczną metodą relaksacji jest trening Jacobsona, który polega na nauce rozluźniania wszystkich partii ciała poprzez naprzemienne napinanie i rozluźnianie poszczególnych grup mięśni. Trening Jacobsona obejmuje napinanie i rozluźnianie mięśni rąk, relaksację (także poprzez lekkie napinanie i rozluźnianie) mięśni głowy i twarzy, mięśni języka, mięśni barkowych, następnie mięśni pleców i brzucha, a na końcu mięśni palców u rąk i nóg. Tradycyjnie zatem trening Jacobsona podzielony jest na 6 części - rozpoczynamy od nauki rozluźnianie mięśni rąk i nóg, a kończymy na nauce rozluźnianiu palców

Za każdym razem napięcie mięśni powinno trwać ok. 5 sekund, a rozluźnienie ok. 10 sekund. W czasie rozluźnienia się staramy się skupić nad tym, że dana partia ciała jest rozluźniona i jakie to przyjemne uczucie - dzięki temu nasz umysł nauczy się, że jest to pożądany stan dla mięśni.

Oto przykładowe zastosowanie metody Jacobsona:

  • ·        Zaciśnij obie pięści - zwróć uwagę na napięcie dłoni i przedramion - rozluźnij się.
  • ·        Dotknij palcami barków i podnieś ramiona - odnotuj napięcie bicepsów i ramion - rozluźnij się.
  • ·        Wzrusz ramionami, podnieś je jak najwyżej - zwróć uwagę na napięcie barków - rozluźnij się.
  • ·        Zmarszcz czoło - zwróć uwagę na napięcie czoła i okolicy oczu - rozluźnij się.
  • ·        Zaciśnij powieki - odnotuj napięcie - rozluźnij mięśnie z lekko przymkniętymi oczami.
  • ·        Przyciśnij język do podniebienia - zwróć uwagę na napięcie w jamie ustnej - rozluźnij się.
  • ·        Zaciśnij zęby - odnotuj napięcie w jamie ustnej i szczęce - odpocznij.
  • ·        Odrzuć głowę do tyłu - zauważ napięcie karku i górnej partii pleców - odpocznij.
  • ·        Opuść głowę, przyciśnij brodę do piersi - zauważ napięcie karku i barków - rozluźnij się.
  • ·    Wygnij plecy w łuk odsuwając się od oparcia krzesła i cofnij ramiona do tyłu - zauważ napięcie pleców i barków - odpocznij.
  • ·       Weź głęboki oddech i zatrzymaj powietrze - odnotuj napięcie klatki piersiowej i pleców - odpocznij.
  • ·      Zrób dwa głębokie oddechy, zatrzymaj i wydychaj powietrze - zauważ, że oddech staje się wolniejszy i spokojniejszy - odpocznij.
  • ·    Wciągnij brzuch, staraj się docisnąć go do kręgosłupa - odnotuj uczucie napięcia brzucha - rozluźnij się, oddychaj regularnie.
  • ·         Napnij mięśnie brzucha - zauważ naprężenie w brzuchu - odpocznij.
  • ·         Napnij pośladki tak, aby się na nich lekko podnieść - zauważ napięcie - odpocznij.
  • ·         Ściągnij uda wyprostowując nogi - zauważ napięcie - odpocznij.
  • ·         Skieruj palce u nóg do góry, ku twarzy - odnotuj napięcie stóp i łydek - odpocznij.
  • ·      Podkurcz palce u nóg tak, jakbyś chciał je zagrzebać w piasku - zauważ napięcie w podbiciu stóp - odpocznij.
Innym wariantem treningu jest pracowanie przez jakiś czas z wybranymi partiami ciała, aż nauczymy się je rozluźniać. Wtedy przechodzimy do kolejnych partii, z którymi ćwiczymy przez pewien czas. Np. pracujemy z mięśniami rąk (mięśnie przedramienia i ramienia): napinamy ten rejon ciała i obserwujemy doznania kiedy mięśnie rąk gdy są napięte, a następnie rozluźniamy wszystkie mięśnie tej okolicy i obserwujemy wrażenia ,jakie mamy, gdy mięśnie są rozluźnione. W ten sposób rozwijamy w sobie świadomość, co to znaczy (jakie jest doznanie) że dany rejon jest rozluźniony. Wykonujemy takie naprzemienne napinanie i rozluźnianie kilka razy podczas ćwiczenia formalnego, a następnie powtarzamy podobne ćwiczenia w życiu codziennym. Np. idąc chodnikiem, jadąc autobusem, oglądając telewizję, czy słuchając muzyki lub wykładu - napinany na chwilę mięśnie ręki - obserwujemy doznania podczas tego napięcia, a następnie rozluźniamy zupełnie mięśnie tej okolicy i znowu obserwujemy wrażenia, gdy mięśnie są rozluźnione. Dzięki temu dochodzimy do etapu, że w każdych okolicznościach potrafimy dosyć głęboko rozluźniać mięśnie swoich rąk. Wtedy możemy przez jakiś czas kontynuować analogiczne ćwiczenia z mięśniami nóg. Następnie w ten sposób ćwiczymy mięśnie twarzy, potem języka, potem pleców i brzucha, potem palców i rąk i nóg.