poniedziałek, sierpnia 24, 2009

Małe Raczki

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy w te wakacje, była stadnina w małych Raczkach niedaleko Augustowa. Stajnia zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie, widać, że właściciele mają super kontakt z końmi, stosują metody naturalne w połączeniu z klasyką, zwierzaki ufne, pewne siebie, spokojne - czyli tak, jak być powinno. Oglądaliśmy kilka koni, właściciele nie robili problemów jeśli chodzi o zabawy z końmi i tak wzięłam po kolei w sumie 3 konie na linę i sprawdzałam je przy użyciu siedmiu gier, a właściwie pierwszych trzech.
Od Małe Raczki

Na pierwszy ogień poszedł Chaber, o którym pisałam już wcześniej. Bardzo miły konik, ruch nienajgorszy, z budową trochę gorzej, zwłaszcza długi grzbiet rzucał się trochę w oczy. Przy tak dobrze wychowanym i zrównoważonym koniu musiałam czas dłuższy trudność w określeniu koniobowości. W końcu wyszło mi, że to Prawopółkulowy Ekstrawertyk, ale bardzo umiarkowany. To znaczy miał temperament, zdecydowanie, kiedy biegał, było widać arabski bukiet i energię. Ale zatrzymanie go nie było trudne, podążał z szacunkiem i zaufaniem za człowiekiem, ustępował od nacisku (łatwiej przodem) i w ogóle się nie płoszył.
Od Małe Raczki

Od Małe Raczki


Podczas zabaw przyglądały nam się pozostałe konie:
Od Małe Raczki


Chaber miał w stadzie przyjaciela, rocznego ogierka Banditę (cóż za trafne imię), który był z kolei typowym LBE. Cały czas próbował zjeść aparat, wetknąć wszędzie swoje czekoladowe chrapki i był bardzo słodki.
Od Małe Raczki

Od Małe Raczki


Później przez chwilę bawiłam się z Cekinem, 3-letnim angloarabem, też LBE jak na mój gust. Doszłam jednak do wniosku, że z jednej strony jest dla mnie za elektryczny (ach ta arabska krew...), z drugiej jednak trochę za niski.
Od Małe Raczki

Od Małe Raczki

Od Małe Raczki


Później wzięłam jeszcze ja chwilę jednego konia, Chryma. Był to kompletnie wyluzowany i niezmotywowany LBI:
Od Małe Raczki

Od Małe Raczki


Oglądaliśmy też klacze, jedna z nich, Delicja, bardzo mi się podobała, pewnie dlatego, że była LBE. Miała jednak dopiero 1,5 roku, więc dla mnie za młoda.

Nie zdecydowałam się na żadnego konia, ale uważam, że jest to stadnina godna polecenia, z fajnym, zdrowym podejściem do koni.

sobota, sierpnia 15, 2009

Druga wizyta w stajni Nad Wigrami

Niecałe 2 tygodnie po naszej pierwszej wizycie w stadninie nad Wigrami zadzwonił do nas ponownie pan, który pokazywał nam konie. Okazało się, że stadnina zmieniła politykę i postanowiła sprzedać część stada. Umówiliśmy się na wizytę i pojechaliśmy oglądać tym razem tylko młode, surowe konie.

Pierwszy z nich nazywał się Achilles. Oglądaliśmy jego rodziców, a później jego samego, biegającego na hali. Ruszał się nie najgorzej, ale miał olbrzymie brzuszysko, co wynikało pewnie z braku pracy, bo koń spędzał całe dnie na pastwisku. Po przyjrzeniu mu się bliżej doszliśmy do wniosku, że to Lewopółkulowy Introwertyk, całkiem sympatyczny, ale mnie nie zachwycił. Oczywiście, to koń wysokiej klasy, ze świetnym rodowodem, ale nie miał w sobie "tego czegoś" :)
Od Stadnina Nad Wigrami

Od Stadnina Nad Wigrami


Następnym koniem, którego oglądaliśmy również na hali, był Erol. Ten z wyglądu znacznie bardziej mi się podobał, świetnie się ruszał, miał w sobie niesamowitą grację. Trochę mniejszy niż Archilles, z bardzo szlachetną głową. Niestety, ewidentny Prawopółkulowy Introwertyk, nieśmiały, trochę niepewny, zastygał, próbując schować głowę w piasek.
Od Stadnina Nad Wigrami

Od Stadnina Nad Wigrami


Następnie przenieśliśmy się z Mikołajewa do stajni w Czerwonym Krzyżu, gdzie obejrzeliśmy jeszcze dwie klacze. Pierwsza, 5-letnia, zajeżdżona, ze świetnym ruchem, pasła się w stadzie razem ze swoim źrebaczkiem i nie zwracała na nas szczególnej uwagi. Nie udało mi się nawet za bardzo określić jej koniobowości.
Od Stadnina Nad Wigrami


Później poszliśmy obejrzeć Pacynkę, 4-letnią klacz po ogierze arabskim, matka SP. Od razu wpadła mi w oko, niezbyt duża, ale jednak nie tak filigranowa jak większość arabów, siwa hreczkowata, charyzmatyczna. Pobawiłam się z nią chwilę i od razu złapałam z nią świetny kontakt. Oceniłam ją jako Lewopółkulowego Ekstrawertyka, elektrycznego i z temperamentem, co jest zdecydowanie spuścizną krwi arabskiej. Do tej pory żaden z koni tak mi nie przypadł do gustu, czułam, że ona się mną również zainteresowała. Pozwoliłam sobie nawet na maleńką myśl, że to może właśnie ten... Co prawda klacz chodziła już w zaprzęgu i była kiedyś zajeżdżana, ale od jakiegoś czasu nikt na niej nie jeździł, miałam też wątpliwości odnośnie tego temperamentu, ale klacz naprawdę mi się spodobała.
Od Stadnina Nad Wigrami

Od Stadnina Nad Wigrami

Od Stadnina Nad Wigrami

Od Stadnina Nad Wigrami


Niestety, następnego dnia okazało się, że klacz jednak nie jest na sprzedaż (wcześniej nie było to do końca pewne), więc chyba lepiej, że się na nią za bardzo nie nastawiłam. Ta wizyta uświadomiła mi jednak jedną rzecz - że chcę znaleźć konia, z którym złapię tak dobry kontakt, jak z tą klaczą i, że najprawdopodobniej będzie to Lewopółkulowy Ekstrawertyk. Do tej pory tylko Hawana miała ten właśnie charakter, wszystkie inne konie to albo LBI albo RBI.

Inna refleksja to taka, że najlepszych koni nikt nie sprzedaje. Stadniny, nastawione na hodowlę koni sportowych, chętnie pozbywają się gorszych sztuk i są to zazwyczaj konie introwertyczne, które nie idą zbyt chętnie do przodu i przez to będą miały gorsze wyniki w sporcie. W mniejszych hodowlach zostawia się m.in. te konie, które są "ukochane" i "ulubione", a z tego co widziałam LBE potrafią trafić do ludzkich serc jak żadne inne. A więc nie będzie łatwo znaleźć takiego konia, który spełni moje oczekiwania. Ale doszłam do wniosku, że nie będę zadowalać się półśrodkami, czekałam na konia 20-kilka lat życia, mogę poczekać jeszcze trochę i kupić takiego, który stanie się moim prawdziwym partnerem i przyjacielem.



niedziela, lipca 26, 2009

Wakacyjny leń

Jak w tytule - są wakacje, staram się wypoczywać i nic mi się nie chce pisać na blogu :) A działo się trochę w temacie końskim, a konkretnie poszukiwania konia.

Guty Rożyńskie i Impet
Pod koniec czerwca udałam się do stadniny w Gutach Rożyńskich, aby obejrzeć Impeta. To 2-letni tarantowaty ogierek rasy wielkopolskiej.

Pierwszy rzut oka na stajnię i właścicieli nie nastawił mnie zbyt przychylnie, jednak już drugi rzut oka pokazał, że jest to porządna hodowla z nienajgorzej wyposażoną stajnią, pastwiska za budynkami ciągnęły się po horyzont - słowem, bardzo sympatyczne miejsce. Właściciel okazał się ciekawym rozmówcą, wiedział dużo o koniach, było widać, że hodowla jest jego prawdziwą pasją.

Impet został wypuszczony na niewielki wybieg przed stajnię i głównie interesował się małymi okienkami, prowadzącymi do boksów klaczy. Hormony w chłopaku buzowały ;) Pobiegał sobie, ruch nie wybitny, ale w porządku, ogierek trochę chuderlawy, ale 2-latki rzadko bywają szczególnie atletyczne. Bardzo mi się podoba jego ciapkowata maść. Zdjęć niestety nie zrobiliśmy, więc wkleję to ze strony stadniny (za zgodą właścicieli):



Pan wziął go na chwilę na linkę, widać było, że ogierkowi nie brakuje werwy i temperamentu. Potem ja na chwilkę przejęłam linę, koń mnie obwąchał, wydawał się całkiem zainteresowany. Spróbowałam go cofnąć, szybko mi ustąpił. Chwilę się z nim pobawiłam, potem się obrócił i wyszarpnął mi linę. Został po chwili złapany, ale widać, że ma charakterek.



Obejrzeliśmy poza tym dwa inne konie, pasące się na wielkim pastwisku, Ikrę i Apolę. Pierwsza z nich ma 3 lata, jest niezajeżdżona. Do niedawna była skarogniada, ale ostatnio zaczęła wychodzić jej tarantowatość, zad przyprószył się siwizną i ogon zbielał. Impet mi się jednak bardziej podobał, klaczka była bardzo drobna i smukła, żeby nie powiedzieć wątła. Druga klacz miała 6 lat i nadal nigdy nie nosiła jeźdźca, właściciel mi ją sam odradzał ze względu na "złośliwy charakter". Z tego, co widziałam, była szefową stada, stąd pewnie ten problem. Ale 6-cioletni surowy koń to chyba jednak nie dla mnie.

Stadnina Nad Wigrami

W lipcu odwiedziliśmy stadninę w Mikołajewie, niedaleko jeziora Wigry. Jest to naprawdę duża, profesjonalna stadnina, zajmująca się hodowlą koni sportowych. Dowiedziałam się o niej właściwie przypadkiem, ponieważ niedaleko moi rodzice mają działkę i jadąc kiedyś na wycieczkę, znaleźliśmy piękną, krytą gontem stajnię, otoczoną rozległymi pastwiskami. Doszłam do wniosku, że nie zawadzi zapytać o konie na sprzedaż i tak trafiliśmy do pobliskiego Mikołajewa, gdzie znajduje się stajnia treningowa dla koni, wyhodowanych w stadninie.

Bardzo sympatyczny szef stajni oprowadził nas po obiekcie i pokazał dwa konie, przeznaczone na sprzedaż (z ponad setki, które tam mieszkają). Pierwszym z nich była klacz Casiopea, rasy sp z krwią holsztyńską, 6-cio letnia, skarogniada. Jeśli chodzi o ruch to miała ładny, harmonijny, ale nie wybitny, zwłaszcza galop nie zachwycał (jak na konia o takim rodowodzie). Postanowiłam na niej pojeździć, byłam ciekawa, czy jest duża różnica między koniem rekreacyjnym a takim właściwie sportowym. Z trudem w ogóle na nią wsiadłam, bo kobyła ma ponad 170 cm w kłębie. Bardzo czułam to w kłusie, bo żeby dostosować się do jej obszernego kroku, musiałam anglezować "aż do przesady". Przypomniały mi się słowa Lindy, która opisywała swoje uczucie, kiedy jeździła w ten sposób na Remmerze. Mówiła, że czuła się jak idiotka, tak mocno wybijając się z siodła przy kazdym kroku, jednak widziowie twierdzili, że widać było jej pełną harmonię z koniem. No więc wiem już jakie to uczucie :)

Trochę potrwało, zanim zgrałam się z klaczą. Czułam jej niezwykłą siłę i energię, miałam poczucie, jakbym siedziała na rakiecie. Po pierwszym galopie musiałam wjechać na ciasne koło, żeby ją zatrzymać. Klacz nie była spłoszona czy coś w tym guście, po prostu chciała dalej biegać. Oceniam ją jako dość spokojnego, ale jednak RBE. Drugie zagalopowanie było już lepsze, ja lepiej jechałam, a ona bardziej mnie słuchała. Jednak nie był to koń bardzo wyczulony na pomoce. Myślę, że to kwestia sposobu ujeżdżania w stajni, nastawionej w 100% na skoki. Koń ma umieć przede wszystkim galopować i to Casiopea robiła świetnie.

Koń mi się całkiem podobał, ale kiedy usłyszałam cenę, to podziękowałam. Poszliśmy obejrzeć jeszcze 3-letniego wałaszka Erudytę sp, niezajeżdżonego i biegającego większośc czasu po pastwiskach. Koń był ślicznie umaszczony (malowany kasztan) i sympatyczny, od pierwszego wejrzenia rozpoznałam w nim LBI. Marcin był nim zachwycony, bawili się chwilę w przestawianie i obaj wyglądali na zaciekawionych (ach, te spotkania dwóch LBI :) ). Gdyby nie również dość wysoka cena, chyba bym rozważała jego zakup, bo bardzo mi się spodobał. Może to ze względu na charakter mojego męża, ale mam jakąś słabość do LBI :)

To tyle jeśli chodzi o moje końskie przygody w wakacje. Nie miałam czasu na zabawy z końmi, bo jestem ciągle w rozjazdach. Jak dobrze pójdzie, to w piątek, po drodze w Bieszczady, uda się wstąpić do Żabna i obejrzeć ich małopolaki. Jestem bardzo ciekawa zwłaszcza jednego, 2-letniego ogierka o imieniu Jack Daniels. Mam jego kilka zdjęć i jest naprawdę piękny, skarogniady, ładnie zbudowany, super! Spodobał mi się ostatnio jeszcze jeden koń, wyszukałam go w ogłoszeniach na Re-volcie, jest to siwy wałach małopolski, 3-letni, niezajeżdżony, o ładnym, siwym umaszczeniu. Nazywa się Chaber. Stoi w okolicach Suwałk, czyli k. 50 km od działki rodziców, na którą wybieram się znów po Bieszczadach, także również postaram się tam wstąpić.