niedziela, lipca 26, 2009

Wakacyjny leń

Jak w tytule - są wakacje, staram się wypoczywać i nic mi się nie chce pisać na blogu :) A działo się trochę w temacie końskim, a konkretnie poszukiwania konia.

Guty Rożyńskie i Impet
Pod koniec czerwca udałam się do stadniny w Gutach Rożyńskich, aby obejrzeć Impeta. To 2-letni tarantowaty ogierek rasy wielkopolskiej.

Pierwszy rzut oka na stajnię i właścicieli nie nastawił mnie zbyt przychylnie, jednak już drugi rzut oka pokazał, że jest to porządna hodowla z nienajgorzej wyposażoną stajnią, pastwiska za budynkami ciągnęły się po horyzont - słowem, bardzo sympatyczne miejsce. Właściciel okazał się ciekawym rozmówcą, wiedział dużo o koniach, było widać, że hodowla jest jego prawdziwą pasją.

Impet został wypuszczony na niewielki wybieg przed stajnię i głównie interesował się małymi okienkami, prowadzącymi do boksów klaczy. Hormony w chłopaku buzowały ;) Pobiegał sobie, ruch nie wybitny, ale w porządku, ogierek trochę chuderlawy, ale 2-latki rzadko bywają szczególnie atletyczne. Bardzo mi się podoba jego ciapkowata maść. Zdjęć niestety nie zrobiliśmy, więc wkleję to ze strony stadniny (za zgodą właścicieli):



Pan wziął go na chwilę na linkę, widać było, że ogierkowi nie brakuje werwy i temperamentu. Potem ja na chwilkę przejęłam linę, koń mnie obwąchał, wydawał się całkiem zainteresowany. Spróbowałam go cofnąć, szybko mi ustąpił. Chwilę się z nim pobawiłam, potem się obrócił i wyszarpnął mi linę. Został po chwili złapany, ale widać, że ma charakterek.



Obejrzeliśmy poza tym dwa inne konie, pasące się na wielkim pastwisku, Ikrę i Apolę. Pierwsza z nich ma 3 lata, jest niezajeżdżona. Do niedawna była skarogniada, ale ostatnio zaczęła wychodzić jej tarantowatość, zad przyprószył się siwizną i ogon zbielał. Impet mi się jednak bardziej podobał, klaczka była bardzo drobna i smukła, żeby nie powiedzieć wątła. Druga klacz miała 6 lat i nadal nigdy nie nosiła jeźdźca, właściciel mi ją sam odradzał ze względu na "złośliwy charakter". Z tego, co widziałam, była szefową stada, stąd pewnie ten problem. Ale 6-cioletni surowy koń to chyba jednak nie dla mnie.

Stadnina Nad Wigrami

W lipcu odwiedziliśmy stadninę w Mikołajewie, niedaleko jeziora Wigry. Jest to naprawdę duża, profesjonalna stadnina, zajmująca się hodowlą koni sportowych. Dowiedziałam się o niej właściwie przypadkiem, ponieważ niedaleko moi rodzice mają działkę i jadąc kiedyś na wycieczkę, znaleźliśmy piękną, krytą gontem stajnię, otoczoną rozległymi pastwiskami. Doszłam do wniosku, że nie zawadzi zapytać o konie na sprzedaż i tak trafiliśmy do pobliskiego Mikołajewa, gdzie znajduje się stajnia treningowa dla koni, wyhodowanych w stadninie.

Bardzo sympatyczny szef stajni oprowadził nas po obiekcie i pokazał dwa konie, przeznaczone na sprzedaż (z ponad setki, które tam mieszkają). Pierwszym z nich była klacz Casiopea, rasy sp z krwią holsztyńską, 6-cio letnia, skarogniada. Jeśli chodzi o ruch to miała ładny, harmonijny, ale nie wybitny, zwłaszcza galop nie zachwycał (jak na konia o takim rodowodzie). Postanowiłam na niej pojeździć, byłam ciekawa, czy jest duża różnica między koniem rekreacyjnym a takim właściwie sportowym. Z trudem w ogóle na nią wsiadłam, bo kobyła ma ponad 170 cm w kłębie. Bardzo czułam to w kłusie, bo żeby dostosować się do jej obszernego kroku, musiałam anglezować "aż do przesady". Przypomniały mi się słowa Lindy, która opisywała swoje uczucie, kiedy jeździła w ten sposób na Remmerze. Mówiła, że czuła się jak idiotka, tak mocno wybijając się z siodła przy kazdym kroku, jednak widziowie twierdzili, że widać było jej pełną harmonię z koniem. No więc wiem już jakie to uczucie :)

Trochę potrwało, zanim zgrałam się z klaczą. Czułam jej niezwykłą siłę i energię, miałam poczucie, jakbym siedziała na rakiecie. Po pierwszym galopie musiałam wjechać na ciasne koło, żeby ją zatrzymać. Klacz nie była spłoszona czy coś w tym guście, po prostu chciała dalej biegać. Oceniam ją jako dość spokojnego, ale jednak RBE. Drugie zagalopowanie było już lepsze, ja lepiej jechałam, a ona bardziej mnie słuchała. Jednak nie był to koń bardzo wyczulony na pomoce. Myślę, że to kwestia sposobu ujeżdżania w stajni, nastawionej w 100% na skoki. Koń ma umieć przede wszystkim galopować i to Casiopea robiła świetnie.

Koń mi się całkiem podobał, ale kiedy usłyszałam cenę, to podziękowałam. Poszliśmy obejrzeć jeszcze 3-letniego wałaszka Erudytę sp, niezajeżdżonego i biegającego większośc czasu po pastwiskach. Koń był ślicznie umaszczony (malowany kasztan) i sympatyczny, od pierwszego wejrzenia rozpoznałam w nim LBI. Marcin był nim zachwycony, bawili się chwilę w przestawianie i obaj wyglądali na zaciekawionych (ach, te spotkania dwóch LBI :) ). Gdyby nie również dość wysoka cena, chyba bym rozważała jego zakup, bo bardzo mi się spodobał. Może to ze względu na charakter mojego męża, ale mam jakąś słabość do LBI :)

To tyle jeśli chodzi o moje końskie przygody w wakacje. Nie miałam czasu na zabawy z końmi, bo jestem ciągle w rozjazdach. Jak dobrze pójdzie, to w piątek, po drodze w Bieszczady, uda się wstąpić do Żabna i obejrzeć ich małopolaki. Jestem bardzo ciekawa zwłaszcza jednego, 2-letniego ogierka o imieniu Jack Daniels. Mam jego kilka zdjęć i jest naprawdę piękny, skarogniady, ładnie zbudowany, super! Spodobał mi się ostatnio jeszcze jeden koń, wyszukałam go w ogłoszeniach na Re-volcie, jest to siwy wałach małopolski, 3-letni, niezajeżdżony, o ładnym, siwym umaszczeniu. Nazywa się Chaber. Stoi w okolicach Suwałk, czyli k. 50 km od działki rodziców, na którą wybieram się znów po Bieszczadach, także również postaram się tam wstąpić.

piątek, czerwca 19, 2009

Hawana i Roskoszna

Byłam dziś obejrzeć konie p. Kanarka w Budach Michałowskich. Jest to kawałek drogi od Warszawy, w okolicach Żyrardowa. Zapomniałam wziąć aparatu, ale biorąc pod uwagę pogodę i tak nic nie byłoby widać. W stajni stoi kilkanaście koni, część z nich należy do p. Kanarka (dwie młode klacze, które oglądałam, klacz hodowlana Rosterka ze źrebakiem, dwa konie na emeryturze, jeden odpoczywa, 2 hucuły, z czego jeden to syn sawankowej Werny), a reszta to konie odebrane przez państwo jakiemuś pseudohodowcy, który o nie nie dbał, w większości małopolaki po walewickiej klaczy i arabku.

Obejrzeliśmy sobie stajnię, obejście zadbane, świeżo ogrodzone pastwiska, bardzo przyjemnie. Sympatyczna pani, która opiekuje się wspólnie z mężem końmi, wyczerpująco odpowiadała na nasze pytania. Miłym zaskoczeniem był fakt, że potrafiła dużo powiedzieć na temat charakteru koni, w innych miejscach, do których jeździliśmy, udawało się uzyskać jedynie informacje typu "charakter ma dobry, niezłośliwy". Tutaj było widać, że pani zajmuje się zwierzakami z sercem i oddaniem, co zresztą było też widać po ich zachowaniu.

Koniki "państwowe" nie były na sprzedaż, ponieważ nadal nie są uregulowane kwestie formalne, związane z ich własnością, ale obejrzałam je sobie w boksach. Bardzo mi się podobały, arabskie w typie, szczupacze, orientalne głowy z dużymi oczami, dość drobna budowa. Ale może lepiej, że nie były do kupienia, przynajmniej nie miałam dylematu, czy to nie za drobne dla mnie zwierzaki :)

Hawanę i Roskoszną obejrzeliśmy najpierw w boksach, a potem na padoku. Muszę powiedzieć, że obie klacze miały dużo uroku i w każdej coś mi się podobało - jeśli uznam, że biorę którąś z nich, będzie się ciężko zdecydować...

Hawana, lat 4, rasa sp, niezajeżdżona, matka Haga, ojciec to któryś z koni z Opypów, ale nie wiem który

Wygląd: skarogniada, dość duża (myślę, że niecałe 170 cm w kłębie), z wielką głową i długimi uszami - jak to określiła opiekunka, "przypomina osiołka" ;) Bardzo ładna maść, bardziej gniada niż kara, w okolicach słabizny złocista, leciutkie jabłka, dłuuuugi ogon, ciągnący się niemal po ziemi. Koścista, nieco ścięty zad, nie ma mięśni (to pewnie kwestia braku treningu), dość chuda, choć kręgosłupa nie ma na wierzchu, nie najgorzej się rusza, dość szeroka klatka piersiowa, nogi w sam raz (nie za cienkie). Na początku jak pani je trochę przeganiała, to chodziła tak sztywno, kiedy sobie wyobraziłam, że siedzę na jej grzbiecie, to poczułam, że miałabym odbity kręgosłup - tak jakby amortyzowała grzbietem przy każdym kroku. Po chwili galopu się jakby rozluźniła i było trochę lepiej. Nie wiem, czy to oznacza twarde chody w przyszłości, czy też przy rozluźnieniu, zaokrąglonym grzbiecie i wyrobionych mięśniach będzie to wygodny koń do jazdy. Zadziera głowę, szyja ma tendencję do jeleniowatości (chociaż nie jest jelenia). Gwiazdka na czole.

Charakter: ewidentnie lewopółkulowy ekstrawertyk. Ciekawska, cały czas się rozgląda, ma ciągle masę pomysłów, wszystko bierze do pyska. Podobno jako jedyny koń wychodziła kiedyś z pastwiska, w dodatku tak, że linki pozostawały nietknięte. Towarzyska, wymieniała uprzejmości z innymi końmi w stadzie, bawiła się często w gry dominacyjne, była dość aktywna Podczas galopów liczne baranki i stawanie dęba. Widać, że klacz zdecydowanie ma charakterek!

Roskoszna, lat 4, rasa sp, niezajeżdżona, matka Rosterka, ojciec j.w.

Wygląd: gniada, nie za duża (myślę, że ma jakieś 160 cm w kłębie), smuklejsza od Hawany, śliczna, zgrabna, sucha głowa, gęsta grzywa, ładny ogon. Dość cienkie nogi, niewielkie kopyta, trochę zbyt pękaty jak na mój gust brzuch, ale ogólne wrażenie bardzo dobre. Ruszała się ładnie, płynniej niż Hawana, choć ma trochę mniejszy wykrok, głowę nosiła niżej, bez zadzierania. Strzałka na czole.

Zachowanie: największą jej wadą jest tkanie, kiedy stoi w boksie (jak rozumiem to oznacza, że jest wrażliwa). Poza tym mam wrażenie, że to raczej introwertyczka, ale trudno to powiedzieć podczas pobieżnej obserwacji. Trzymała się raczej z daleka od innych koni, biegała wraz z nimi, ale szybko się zatrzymywała, startujący z pola obok bażant jej nie przestraszył. Niezbyt zaciekawiona człowiekiem i innymi końmi.

Po wakacjach, jeśli nadal będę myśleć o tych koniach, zamierzam się z nimi chociaż pół godzinki pobawić w 7 gier (myślę, że p. Kanarek nie będzie miał nic przeciwko). Wygląd to jedna sprawa (chyba bardziej podobała mi się Roskoszna, choć Hawana mimo niezbyt zgrabnego pyska też była ładna), ale najważniejszy jest charakter. A to można ocenić najlepiej podczas zabaw.

środa, czerwca 17, 2009

Choroba

Niestety przez ostatnie 2 tygodnie byłam chora, nawet dziś jeszcze ciągle mam problem z kaszlem i chrypką, chociaż wzięłam w końcu antybiotyk i przez tydzień leżałam w łóżku :( Przez ten czas oczywiście nie było mowy ani o jeździe konnej, ani o zabawach z ziemi, ani o oglądaniu koni. W sobotę wyjeżdżam już na obóz językowy dla dzieci jako lektorka, więc czasu zostało niewiele, ale najprawdopodobniej w piątek uda się wybrać do Bud Michałowskich, aby obejrzeć Hawanę i Roskoszną. W sobotę udamy się też na oględziny Impeta, ponieważ hodowla jest bardzo blisko miejsca, gdzie jedziemy na obóz.

W tym czasie spodobał mi się bardzo jeszcze jeden koń. Nazywa się Jack Daniels i jest z hodowli koni małopolskich w Żabnie. Ma 2 lata, jest skarogniady i ma ok. 163 cm w kłębie, pewnie jeszcze urośnie. Cena jest w miarę, mam nadzieję, że uda się coś tam wynegocjować, zwłaszcza w kwestii kastracji i transportu.

W międzyczasie dotarł do mnie certyfikat zaliczenia 1 poziomu PNH i czerwony string! Doszłam do wniosku, że chcę używać tego stringa w praktyce, zamiast wieszać go na ścianie. W końcu w PNH to koń jest najważniejszy i praktyka, a nie "zaszczyty". A jako dowód do powieszenia na ścianie mam zawsze jeszcze certyfikat, zresztą bardzo ładny.

piątek, maja 29, 2009

Impet

Mam na oku jeszcze jednego konia, jeszcze go nie widziałam, oglądałam tylko zdjęcia i film. Jest w dość przystępnej cenie, ma 2 lata i nazywa się Impet. Wiem, że to dość młody koń i gdybym go kupiła, to wsiądę na niego nie wcześniej niż za rok, ale w sumie to nie ma aż takiego znaczenia, jeśli koń jest fajny. Można z nim dużo z ziemi zrobić przez ten czas, poznać się dobrze, rozwinąć fajną relację. Oto link do jego opisu: http://www.skgutyrozynskie.com/IMPET.html

Patrząc na filmik myślę, że jest to LBI. Podczas przeganiania przebiega ledwie kilka kroków, po czym zaczyna jeść trawę :) Bardzo podoba mi się jego maść i ma fajne, rezolutne spojrzenie. Jest w każdym razie na mojej liście potencjalnych koni do kupienia.

Wczoraj rozmawialiśmy też z p. Kanarkiem ze stajni Sawanka. Ma on dwie czteroletnie, niezajeżdżone klacze do sprzedania. Jedna jest gniada, nazywa się Roskoszna, ponoć dośc elektryczna i trochę nerwowa, tka. Druga nazywa się Hawana, jest skarogniada i ponoć niewiele rzeczy ją rusza. W przyszłym tygodniu jedziemy je obejrzeć i jeśli nam się spodobają, porozmawiamy o cenie. Przyznam, że wolałabym kupić konia od zaufanej osoby, wiem, że krzywda im się tam napewno nie dzieje i że dowiem się o ich ewentualnym mankamentach przed zakupem, a nie po.

Jeździłam sobie wczoraj w Sawance konno i musze powiedzieć, że taka zwykła, klasyczna jazda strasznie mnie nudzi. w zeszłym tygodniu jeździłam na oklep, wcześniej westernowo i to było ciekawe i fajne. A takie zwykłe klepanie się po małej hali w zastępie to jednak mało inspirujące. No ale postanowiłam poprawić moją kondycję jeździecką, więc się dzielnie trzymam :) Nie muszę dodawać, że wszystko mnie boli jak nie wiem co... :P