niedziela, marca 02, 2014

Kładzenie

Jako, że były ferie, ostatnio niewiele robiliśmy. Ale po przyjeździe była u Dżamala dwa razy, więc jest o czym pisać :)

W piątek była ładna pogoda, podłoże suche, więc razem z Dominiką ustawiłyśmy mały parkur na mniejszej ujeżdżalni. Najpierw bawiłam się z Dżamalem na lassie - miał dużo energii, wesoło galopował, ale się nie wyrywał, miałam kontrolę przez cały czas. Nawet trochę się spocił. Po rozgrzewce trochę poskakaliśmy. Dżamal był zdziwiony przeszkodą z kostek słomy - jak to tak skakać przez jedzenie? Parkur składał się z beczek, wysokiej cavaletki i kostek słomy. Raz czy dwa razy udało nam się nawet przeskoczyć wszystko po kolei :)

Później wsiadłam i postanowiłam poćwiczyć trochę podstawowych rzeczy, ale z nową jakością - obejrzałam ostatnio trochę filmów Pata z Freestyle. Mam wrażenie, że dawałam dzięki temu bardziej czytelne sygnały i ogólnie szło nieźle. Robiliśmy obroty przez wodzę pośrednią w kierunku płotu, milion przejść, jeździłam przy tym trochę kłusem ćwiczebnym i nawet było wygodnie. Dżamalowi nie chciało się zbytnio iść do przodu, choć parę razy zaczął się rozciągać w kłusie tak, jak z ziemi przy Okrążaniu. Jedyny problem to to, że wtedy bardzo zwalnia, zresztą z ziemi też tak jest. Próbowałam też zagalopować, ale Dżamal odpowiedział solidnym bryknięciem. Najwyraźniej jeszcze nie jesteśmy na tym etapie.

Później pobawiliśmy się w Oko Byka w stępie i kłusie. Tym razem dawałam lepsze sygnały i dzięki temu gra wyszła znacznie lepiej. Dżamal się trochę buntował jak zwykle pod siodłem, ale nie było źle. Jedyne, co budziło w nim naprawdę duży sprzeciw, to 9 step backup, czyli cofanie od dosiadu i nacisku halterka na nosie. Nie wiem czemu, ale budziło w nim to głęboki sprzeciw. Zadzierał głowę, machał szyją, chodził zygzakiem - ciężko nam się było dogadać. Na koniec przeszedł sam siebie: położył się! Byłam bardzo zdziwiona, myślałam, że może chce się wytarzać, więc szybko zsiadłam. Ale nie, leżał sobie spokojnie dalej. Poprosiłam go, żeby wstał, wsiadłam i wróciłam do ćwiczenia. Jeszcze kilka powtórek i udało nam się uzyskać cofanie na lekki sygnał. Jedyne, co trzeba jeszcze poprawić, to żeby opuszczał głowę, zamiast ją zadzierać. Trzeba przyznać, że mój koń jest jedyny w swoim rodzaju :P Jego pomysły zawsze mnie zadziwiają.

Później próbowaliśmy trochę chodów bocznych, ale raczej słabo wychodziły. Uznałam, że nie będę go już tym męczyć, zostawimy to na później. Myślę, że w mojej jeździe dobrze widać powiedzonko Pata: im lepiej koń chodzi do tyłu i w bok, tym lepiej robi wszystko inne. Dżamal właśnie przy tych dwóch czynnościach stawia największy opór - sądzę, że kiedy uda mi się to poprawić, inne rzeczy zaczną naturalnie wychodzić.

Dzisiaj miałam strasznego lenia, więc nie porobiliśmy zbyt wiele. Weszliśmy na podest, chody boczne nad kłodą i dużo głaskania po ogonie. Kiedy dość długo go głaskałam na różne sposoby, w  końcu się zirytował - miałam wrażenie, że chce coś porobić, zamiast się przytulać. Jako, że poprzednio wpadł na pomysł kładzenia się, uznałam, że to może sygnał, żeby go tego nauczyć. Nie miałam pojęcia jak to się robi po parellowemu, nie ma tego na żadnych filmach. Pat i Linda uważają, że wielu ludzi uczy koni kładzenia się, kłaniania, wspinania jako sztuczek i że nie jest to zgodne z naturalem. Widziałam wielokrotnie instruktorów PNH, którzy kładli konie i wiedziałam tylko, że robi się to poprzez grę w jeża. Chodzi o to, żeby przekazać koniowi prośbę o położenie się w naturalny sposób, a nie wyuczyć go sztuczki jak robota. Zaczęłam więc kombinować. i prawie udało mi się położyć Dżamala! Myślę, że jeszcze parę razy przy cieplejszej pogodzie, żeby piasek był przyjemniejszy i damy radę :) Robiłam to tak: podnosiłam przednią nogę, zginałam i ciągnęłam trochę do tyłu, w tym samym czasie miałam linę ja jego szyi, blisko kłębu i robiłam nią jeża w dół i trochę do tyłu. Kiedy koń przenosił ciężar ciała na zad i opuszczał głowę, odpuszczałam. Kiedy wyrywał nogę, powtarzałam, aż trochę odpuścił. Dawałam mu czas na przeżucie, a żuł naprawdę dużo. W końcu to po raz pierwszy od dawna naprawdę nowa rzecz - zazwyczaj robimy coraz bardziej zaawansowane warianty tego, co już umie.

Później zrobiliśmy czas bez wymagań. Ciesze się, że ostatnio w takich sytuacjach Dżamal często podchodzi, trąca mnie nosem i szuka kontaktu. Kiedyś odwracał się tyłem i zupełnie mnie ignorował. Teraz nawet, jak pasię się dalej, często na mnie patrzy i sprawdza, gdzie jestem :)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jakiego wędzidła używacie? Zastanawiam się jakie będzie najdelikatniejsze dla młodego konia z którym pracuję i mam mnóstwo dylematów.

Unknown pisze...

Używam pojedynczo łamanego z czarnego żelaza z miedzianymi wstawkami. Generalnie pojedynczo łamane wędzidło jest do zgięć bocznych i działania jedną wodzą, a podwójnie łamane do kontaktu. Używam też wodzy ze skórzanym obciążnikiem, bo dają dodatkowy łącznik między ręką a wędzidłem i działają delikatniej.